Premiera nowych "trzydziestek" Studia Munka

11 maja odbyła się premiera nowych „trzydziestek” Studia Munka. W czwartkowy wieczór swoje fabuły zaprezentowało trzech reżyserów.

„F 63.9”

F63.9 to na liście WHO numer choroby psychicznej, potocznie zwanej zakochaniem. Drżenie rąk, zaczerwienienie, potliwość, natręctwo myśli, skrajne stany emocjonalne – od euforii po rozpacz – i kompletnie irracjonalne zachowanie, to według naukowców objawy wydzielania się tzw. hormonu miłości czyli fenyloetyloaminy. Czy zakochaniem można manipulować? W filmie „F 63.9” młoda reżyserka postanawia to sprawdzić. Namawia chłopaka, by rozkochał w sobie dziewczynę, tylko i wyłącznie na potrzeby jej filmowego eksperymentu.

Film napisał i wyreżyserował Jarosław Sztandera. „Dla mnie największą przyjemnością robienia tego obrazu była przygoda pracy z aktorami. Chciałem, żeby oni zagrali tak wiarygodnie, aby widz mógł uwierzyć, że to jest dokument. Ja ten scenariusz napisałem po maturze. Nakręcić dziś film według scenariusza sprzed 20 lat naprawdę nie jest łatwe, więc potraktowałem to jako zabawę formą, między dokumentem a fabułą” – opowiadał o swoim procesie twórczym Jarosław Sztandera.

Za zdjęcia do „F 63.9” odpowiedzialny był Konrad Wasilewski. Producentem wykonawczym była firma Absolut Media. Główne role zagrali Natalia Jędruś i Otar Saralidze.

„Nazywam się Julita”

Film jest historią Julity, której matka odsiaduje dożywocie za zamordowanie swojego męża, syna i próbę zabicia córki. Matka, nękana poczuciem winy, nie chce spotkać się z córką. Nie widziały się od dziesięciu lat. Julita pod pretekstem programu „Świadectwo” wchodzi do więzienia, żeby się z nią skonfrontować i rozliczyć przeszłość.

„Pierwowzorem postaci Julity była dziewczyna, którą poznałem podczas dokumentacji i która urodziła się w więzieniu. Udało się jej wydostać z tego środowiska, ale jak zaszła w ciążę miała potrzebę, żeby wrócić do celi, w której się wychowywała” – mówił na spotkaniu reżyser i współscenarzysta obrazu, Filip Dzierżawski.

Współautorem scenariusza filmu „Nazywam się Julita” był Piotr Borkowski. Za zdjęcia odpowiadał Adam Palenta. Producentem wykonawczym filmu była firma Rubber Room Films. Główne role zagrali Marta Ścisłowicz, Aleksandra Konieczna, Janusz Chabior i Przemysław Bluszcz.

„60 kilo niczego”

Zimny poranek w odkrywkowej kopalni kruszców. Krzysztof zaczyna swój pierwszy dzień pracy na stanowisku kierownika. Żeby przetrwać w środowisku pracowników fizycznych, do którego wyraźnie nie pasuje, zamierza trzymać dyscyplinę twardą ręką. Jednak nieoczekiwany wypadek, którego ofiarą staje się jeden z pracowników, wystawi zasady moralne Krzysztofa na ostateczną próbę. Bohater zrozumie, że łatwo być stanowczym w sprzyjających okolicznościach, jednak trudno przeciwstawić się złu, kiedy konsekwencje mogą być dla nas dramatyczne.

„Mnie w pisaniu tego tekstu interesowało zamknięte środowisko, do którego nie mamy dostępu. I wymyśliłem taki dramat. Rok po napisaniu scenariusza czytałem artykuł o mężczyźnie, który umarł na przystanku w Katowicach. Okazało się, że był nielegalnym pracownikiem budowy i spadł z rusztowania, a właściciel firmy nie wiedział, co robić i zostawił go na przystanku” – mówił scenarzysta i reżyser Piotr Domalewski.

Za zdjęcia do „60 kilo niczego” odpowiedzialny był Bartosz Świniarski. Producentem wykonawczym była firma Silver Frame. Główne role zagrali Grzegorz Damięcki, Andrzej Grabowski i Tomasz Schuchardt.

12.05.2017