Rozmowa z Leszkiem Gnoińskim

17 maja podczas 14. Millennium Docs Against Gravity Film Festival odbyła się premiera współfinansowanego przez PISF filmu „Fugazi – centrum wszechświata”. Rozmawiamy z reżyserem dokumentu Leszkiem Gnoińskim – dziennikarzem muzycznym, współautorem takich filmów jak „Beats of Freedom – zew wolności” czy „Jarocin. Po co wolność”

PISF: Co sprawiło, że dziennikarz i autor książek o muzyce postanowił zająć się filmem?

Leszek Gnoiński: Między dziennikarstwem a filmem jest bliska więź. I tu, i tu muszę przeprowadzić wywiady, potem wybrać najlepsze fragmenty i nimi opowiedzieć historię. Różnica między książką czy artykułem, a filmem polega na tym, że w tych pierwszych muszę grać słowem, a w filmie obrazem.

W jaki sposób dobiera pan bohaterów swoich filmów?

To muszą być osoby, które ciekawie opowiadają i są związane z tematem filmu. Tworzę filmy o muzyce, więc staram się dobierać do nich i znanych muzyków, i tych trochę już zapomnianianych. Są także osoby, które bezpośrednio przyczyniły się do powstania miejsc czy zjawisk. W przypadku filmu o klubie Fugazi byli to właściciel i pomysłodawca, a także osoby biorące udział w tworzeniu klubu.

Dlaczego akurat film o klubie Fugazi?

Pomysł na film o klubie Fugazi przyszedł od młodego producenta Maćka Ostatka i założyciela klubu Waldka Czapskiego. Maciek zafascynował się opowieściami Waldka i wpadli na pomysł zrealizowania filmu. Nie mieli osoby, która by im to zrobiła. Poradzili się Waltera Chełstowskiego, legendarnego dyrektora festiwalu w Jarocinie, a on polecił im mnie. Temat bardzo mi się spodobał. Szczególnie, że z miejscem, w którym znajdował się klub, związany byłem od dziecka. Wcześniej istniało tam kino WZ, a ja przez całe dzieciństwo i młodość mieszkałem obok. Gdy powstał klub zaczynała się moja przygoda dziennikarska. Współpracowałem wtedy z magazynem „Tylko Rock” i pisałem do niego pierwsze recenzje, często z koncertów, które odbywały się w Fugazi. Znałem dobrze to miejsce, jego klimat i charakter Woli, czyli dzielnicy, w której działał.

W 2013 roku ukazał się komiks Marcina Podolca opowiadający o klubie Fugazi. Jest on również współtwórcą pana filmu.

Widziałem ten komiks i bardzo mi się spodobał. Odniósł sukces i ukazał się w kilku krajach. Niemal od razu wpadłem na pomysł połączenia komiksu z filmem. Namówiłem Marcina, aby stworzył kilkanaście animacji narysowanych tą samą kreską, co w komiksie. Zgodził się i tak rozpoczęła się nasza współpraca. Rozpisywałem mu każdą scenę, on to rozrysowywał, a potem wysyłał mnie i Maćkowi. Jak coś nam się nie podobało, zmieniał, poprawiał. Współpraca układała się znakomicie, choć wszystko powstawało na odległość: on mieszka w Łodzi, ja w Krakowie, Maciek w Warszawie. Marcin jest niezwykle zdolnym młodym twórcą i jestem pewien, że osiągnie duży sukces. Tworzy własne filmy, wydaje kolejne komiksy, zdobywa nagrody. Cieszę się, że mogłem z nim współpracować. Teraz na przykład ścigamy się w konkursie na Muzyczną Książkę Roku – ja z pozycją o zespole Republika, on z komiksem o twórczości Pablopavo.

„Fugazi”. fot. Aleksandra Malesa-Wygnanowska

Co sądzi pan o obecności animacji w filmie dokumentalnym?

Animacje są czymś bardzo ciekawym w filmie dokumentalnym, prowadzą w nową przestrzeń, są świetnym uzupełnieniem. Podnoszą jakość filmu i można nimi opowiedzieć ciekawą historię. To, z jednej strony rodzaj uzupełnienia, ale z drugiej kolejna droga narracyjna. Niestety czasami odnosi się wrażenie, że są pewnego rodzaju „zapchajdziurą”, że z braku materiałów archiwalnych stawia się na nie. To błąd. Ja miałem akurat dużo wybór archiwaliów. Klub Fugazi był bardzo popularny i Telewizja Polska kręciła tam wiele koncertów czy programów muzycznych, takich jak „Rocknoc”, „LUZ”, „Rockandroller”. Powstawały reportaże z imprez, które tam się odbywały. Jestem jak najbardziej za animacjami w dokumencie, ale pod warunkiem, że są zrobione z głową i mają sens. To musi być dodatkowym atutem filmu.

Bardzo zaciekawiły mnie wątki społeczne w pana filmie. „Fugazi – centrum wszechświata” to nie tylko historia o muzyce, ale także barwna opowieść o blaskach i cieniach lat 90. w Polsce.

Tak. To bardzo ważne opowiedzieć o czasach, w których coś takiego, jak klub Fugazi istniało. Nie da się tego miejsca wyjąć z tamtej rzeczywistości. Ono wpisało się w rok 1992, w Polskę i Warszawę tamtych czasów, jest też w pewnym sensie ich świadectwem. Dzięki takim, a nie innym uwarunkowaniom społecznym i politycznym ten klub mógł powstać i potem nagle zniknąć. Tak samo piszę książki. Zespół Republika jest bohaterem mojej książki, ale tło i czasy, w których działał i miały ogromny wpływ na twórczość i sposób działania. Tak jak Republika była naznaczona przez stan wojenny i kryzys gospodarczy, tak Fugazi przez rodzący się kapitalizm, „szczęki’, łóżka polowe pod Pałacem Kultury i mafię, która terroryzowała Warszawę. Myślę, że wyjęcie Fugazi z tamtej rzeczywistości zrobiłoby z tego filmu coś niezrozumiałego. A przy okazji możemy zobaczyć Polskę tamtych czasów. Polskę, jakiej już pewnie nigdy nie będzie.

Na czym polegał sukces Fugazi?

Był to raczej sukces mityczny, bo na pewno nie finansowy. Dziś takie miejsca przyciągają ludzi, zmieniają się, konsekwentnie rozwijają. Wtedy, mimo że pomysł był świetny, że stworzyła się wokół klubu pewna społeczność, on upadł. Przez gangsterów i mafię, ale taka była rzeczywistość tamtych czasów. O potencjale może świadczyć to, że klub istniał raptem jedenaście miesięcy, a mimo to przeszedł do legendy. Bywalcy klubu wciąż się spotykają, zachowali zdjęcia, bilety na koncerty, plakaty, a nawet… numerki do szatni. To było miejsce tętniące fermentem artystycznym. Ściany malowali artyści, jak choćby Kain May czy Robert Brylewski. Stałymi bywalcami byli najbardziej znani warszawscy muzycy. Z jednej strony był to klub rockowy, a z drugiej strony miejsce spotkań ówczesnej bohemy artystycznej. Skupiał różne środowiska.

Premiera filmu odbyła się na 14. Millennium Docs Against Gravity Festival. Jak wyglądają dalsze plany festiwalowe?

To zaszczyt mieć premierę podczas największego w Polsce festiwalu filmów dokumentalnych. A co do planów – najbliższe to spotkanie fanów Fugazi w nowej siedzibie klubu, przy ulicy Mińskiej 65, które odbędzie się 26 maja. Przewidziane są pokaz filmu i koncert Krzysztofa Jaryczewskiego, legendarnego wokalisty Oddziału Zamkniętego. Na jesień szykujemy trochę pokazów specjalnych, ale szczegóły są dogrywane. Pewnie pokazany zostanie na kilku festiwalach, a potem pewnie zostanie pokazany w TVP2, które jest koproducentem filmu.

Z Leszkiem Gnoińskim rozmawiała Marta Sikorska

19.05.2017