Selling Points: Jak promować polski film za granicą?

Podczas 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni odbył się organizowany przez Creative Europe Desk Polska i Pomorską Fundację Filmową panel dotyczący sprzedaży polskich filmów za granicą. Uczestnikami dyskusji byli: pełnomocnik Dyrektora PISF ds. Współpracy Międzynarodowej Izabela Kiszka-Hoflik, producentki: Anna Wydra i Agata Szymańska, agentka sprzedaży Katarzyna Siniarska oraz specjalista ds. promocji Marcin Pieńkowski.

Bez promocji dzieje się coś strasznego. Nic.

Tym cytatem rozpoczęła panel moderatorka Joanna Szymańska. Kiedy jest zatem najlepszy czas na to, żeby zacząć myśleć o promocji? – Ja, już wybierając projekt, o tym myślę. Bo to jest pytanie, jaki mamy profil, co tak naprawdę sprzedajemy  i co chcemy osiągnąć – mówiła Anna Wydra z Otter Films. – Mnie interesuje tzw. high-end-owe kino dokumentalne – profesjonalnie zrobione, które bierze się za duże, w interesujący sposób przedstawione, tematy. Jeżeli ja czuję, że projekt, który do mnie przychodzi, jest robiony na nasze podwórko, przestaje mnie to interesować. Mi się strasznie podoba taka przygoda dzielenia się filmem ze światem, bo przez to poszerza nam się publika.

Anna Wydra przywołała przypadek realizowanego przez Otter Films „Niemego” Bartka Konopki. – Ten film jest wysokobudżetowym filmem artystycznym. Od samego początku zastanawiałam się, co mogę dać partnerom zagranicznym, żeby poszerzyć sobie pole dystrybucji. Szef Eurimages, Roberto Olla policzył kiedyś, że już nawet koprodukcja dwóch krajów zwiększa widownię czterokrotnie. Jeżeli wychodzimy z założenia, że robimy filmy dla ludzi, to od razu powinno nam to dać do zrozumienia, że to jest właściwa droga. Nawet założenie strategii finansowania powinno być już związane z promocją. Następnie na każdym etapie również trzeba o tym myśleć – wybierając temat, język, dobierając obsadę i stojących za projektem twórców. Anna Wydra jednocześnie zwróciła uwagę, że nie każdy projekt ma międzynarodowy potencjał i nie warto koprodukcji forsować na siłę.

Dwie drogi komunikacji

Marcin Pieńkowski, założyciel Agencji PR Storyteller mówił o potrzebie dwutorowego myślenia o filmie: – Komunikacja filmu w kraju i komunikacja za granicą muszą być zupełnie inne. Komunikacja międzynarodowa musi być uniwersalna. Mam teraz przyjemność pracować przy filmie „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego o rodzinie Beksińskich. Prezentując w tym roku film na Polskich Dniach (pitchingi i pokazy polskich filmów dla przedstawicieli zagranicznej branży odbywające się podczas T-Mobile Nowe Horyzonty – przyp. red.) wiedzieliśmy, że nie możemy mówić o tym projekcie tak, jak w Polsce. Za granicą nikt nie wie, kim był Tomasz Beksiński. Niektórzy tylko wiedzą, kim był Zdzisław Beksiński. Musieliśmy użyć języka bardzo uniwersalnego oraz innych chwytów, haków. Jeżeli mówiliśmy o obsadzie, musieliśmy wyciągać te rzeczy, które są międzynarodowe –Dawid Ogrodnik, czyli „Ida”, Andrzej Seweryn, czyli „Lista Schindlera”, „Ziemia obiecana”. Samo mówienie o filmie byłoby niewystarczające. Pokazaliśmy archiwa z muzeum w Sanoku, ale również specjalnie na potrzeby Polish Days zrobiliśmy zdjęcia Andrzeja Seweryna i Dawida Ogrodnika w charakteryzacji – żeby pokazać, jak również pod względem technicznym i warsztatowym jest to projekt niezwykły i zaawansowany.

Materiały promocyjne

Paneliści poruszyli temat absolutnej konieczności przygotowania międzynarodowych materiałów promocyjnych, szczególnie na potrzeby festiwali. – Producent ma obowiązek – jeżeli jest to film dofinasowany przez PISF – zrealizowania na podstawie zawartej z nami umowy anglojęzycznej kopii filmu. Jeżeli ktoś nie ma pieniędzy potrzebnych do wyprodukowania anglojęzycznych ulotek, plakatów i innych materiałów promocyjnych, należy złożyć do PISF wniosek – radziła Izabela Kiszka-Hoflik.

Katarzyna Siniarska z New Europe Film Sales mówiła o tym, jak wygląda współpraca z agentem sprzedaży w tym zakresie: – Za każdym razem, jak zaczynamy pracować z filmem, robimy międzynarodową wersję plakatu, która jest przygotowywana przede wszystkim z myślą o festiwalach. Dystrybutorzy, jeżeli kupują filmy, przeważnie i tak robią swoją wersję lokalną. Oprócz plakatu, przygotowujemy press kit. Chciałabym do Państwa przy okazji zaapelować, żebyście pamiętali o robieniu dobrych fotosów. To jest zawsze nasz największy ból. Tworzenie plakatu i materiałów prasowych na podstawie screen graba 72p jest gehenną. Robiąc fotosy,  należy pamiętać o tym, że są one wykorzystywane w różny sposób – zarówno w dużych, jak i bardzo małych formatach.

Marcin Pieńkowski, który przez kilka lat pracował z dziennikarzami przyjeżdżającymi do Wrocławia na T-Mobile Nowe Horyzonty, mówił: – Zagraniczni dziennikarze bardzo sobie cenią, jeżeli przygotowuje się materiały z myślą o nich. Warto np. zrealizować z reżyserem specjalny wywiad, który później włączycie do press kitu. Pamiętajcie o tym, że pracę z dziennikarzami trzeba wykonać wcześniej. Wszyscy wiemy, że konkurencja jest ogromna. Jeżeli film jest w konkursie głównym festiwalu, to oczywiście sprawa jest łatwiejsza. Natomiast czasami sekcji jest cała masa, a w nich mnóstwo filmów z różnych rejonów świata. Czasami dziennikarze przejeżdżają na polski festiwal i nie mają materiałów w języku angielskim. To są naprawdę proste rzeczy, ale trzeba o nich pamiętać, bo bez promocji filmu się nie sprzeda.

Paneliści wyjaśniali, że recenzje od zagranicznych dziennikarzy trzeba zabezpieczyć, mieć z nimi osobiste kontakty i dopilnować, żeby recenzja ukazała się w odpowiednim momencie. Czasami dosłownie przyprowadzić dziennikarza na pokaz lub wysłać mu link do filmu. Należy się starać, żeby film stał się widoczny, ponieważ po premierze jest na to za późno.

– Na wszystkie duże festiwale trzeba jeździć z agentem prasowym – radziła Izabela Kiszka-Hoflik. Często taką osobę wynajmuje agent sprzedaży. Jeżeli nie ma się agenta sprzedaży, warto sprawdzić kto reprezentował kogo i na jakich festiwalach i na tej podstawie wybrać agenta prasowego.

Pitchingi

Poruszony również został temat pitchingów. Katarzyna Siniarska z perspektywy agenta sprzedaży radziła: – Z pitchingami nie można przesadzać. Dla nas fora koprodukcyjne czy pitchingi, poza kontaktem indywidualnym, to pierwszy moment, kiedy dowiadujemy się o projekcie i zaczynamy śledzić jego losy. Udziały w takich przedsięwzięciach trzeba dobrze zaplanować i zależnie od potrzeb projektu na danym etapie, brać udział w odpowiednich forach. Trzeba uważać, żeby nie pojawiać się zbyt często w zbyt wielu miejscach – żeby projekt nie stał się stary i żeby nie pojawiło się oczekiwanie ze strony rynku, bo premiera powinna być niedługo, podczas gdy coś nam się radykalnie przedłuża. Jeżeli projekt jest w przestoju, najlepiej na chwilę zniknąć i pojawić się wtedy, kiedy mamy coś nowego.

Izabela Kiszka-Hoflik dodała: – Środowisko, o którym mówimy, to wąska grupa ludzi, którzy się doskonale znają, rozmawiają ze sobą, wymieniają się uwagami. Jeżeli macie Państwo projekt, należy podjąć decyzję, gdzie szukacie zainteresowania, gdzie kładziecie główny ciężar.

Co robić, kiedy film jest skończony? Czy warto brać udział w prezentacjach work-in-progress lub pokazywać wersje robocze filmów? Katarzyna Siniarska uważa, że takie pokazy dają szybkie i wymierne rezultaty, jeśli chodzi np. o znalezienie dobrego miejsca na premierę światową czy agenta sprzedaży. Z kolei producentka Agata Szymańska (Balapolis) stwierdziła: – Lepiej zastanowić się, czy twój projekt uniesie wersję roboczą. My z Magdą Kamińską podczas festiwalu we Wrocławiu pokazałyśmy jeden nasz film kilku selekcjonerom i jesteśmy przekonane, że strzeliłyśmy sobie tym gola. I jeszcze jedno – wykorzystujcie sytuację, jeżeli możecie pokazać film na dużym ekranie. Oglądanie z linku go zabija.

Joanna Szymańska radziła: – Trzeba mieć duże rozeznanie, komu pokazywać filmy nieskończone. Najlepiej, jeżeli jest to agent sprzedaży, dystrybutor czy selekcjoner, którego znamy, który czeka na ten film i jest pozytywnie nastawiony.

Katarzyna Siniarska dodała: – Czasami warto brać udział w takich forach, które prezentują jedynie fragmenty filmów. Wtedy pokazujemy to, czego jesteśmy pewni. Wybieramy te sceny, które działają najbardziej atrakcyjnie. Nie muszą być reprezentatywne. Chodzi o to, żeby przyciągnąć uwagę i żeby później ktoś zainwestował swój czas w obejrzenie gotowego filmu.

Warto dać sobie czas

Anna Wydra mówiła o tym, że twórcy stają przed szeregiem decyzji, na które warto sobie dać czas: – Ja mam teraz jeden film zrealizowany w Mongolii w koprodukcji z Niemcami. W naszym układzie nie ma żadnej telewizji, w związku z czym nikt nie wywiera na nas presji, że trzeba to zaraz pokazać. Film na DCP mamy skończony od kwietnia, a premiera będzie na początku przyszłego roku. Wydaje się, że film leży, ale nie jest tak, ponieważ pozyskałyśmy agenta sprzedaży, wspólnie z którym pracujemy nad strategią premiery festiwalowej. Dałyśmy sobie czas na szukanie takich festiwali, do których ten film będzie pasował. Dałyśmy sobie czas na to, żeby ludzie w dobrych warunkach go zobaczyli.

Nie tylko producenci potrzebują czasu: – My jako firma zajmująca się sprzedażą i promocją musimy mieć czas, żeby przygotować press kit, plakat, trailer. Tymczasem, szczególnie przed dużymi festiwalami, producenci prowadzą poker, żeby później znaleźć dobrego agenta sprzedaży. Ale nawet, jeśli znajdzie się go po festiwalu, to dla agenta jest to kilkakrotnie trudniejsza sytuacja. Film jest już po premierze, agent nie był w stanie zabezpieczyć recenzji.

– Na duży festiwal nie warto jechać bez agenta sprzedaży – potwierdzała Izabela Kiszka-Hoflik. – Duże festiwale sprzedają film. Nie ma sytuacji, że jest film w konkursie dużego festiwalu i się nie sprzeda. Małgorzata Szumowska po każdym Berlinie zostaje sprzedana po kilku dniach na 30 terytoriów.

Instytucje wspierające

– Promocji nie trzeba prowadzić samemu – tłumaczyła Anna Wydra. – Po to jest Krakowska Fundacja Filmowa czy Polski Instytut Sztuki Filmowej, żeby wspierać te działania. Trzeba się nauczyć z tego korzystać. Ten system jest już naprawdę fajnie wypracowany. Polskie kino zaczęło być widoczne na festiwalach.

PISF ma specjalny program operacyjny: Promocja polskiego filmu za granicą. Co roku alokacja tego programu to jest ok. 10 milionów złotych i porównując budżet tego programu do programów analogicznych instytutów na świecie, muszę powiedzieć, że to jest bardzo dużo – mówiła Izabela Kiszka-Hoflik. – Każdy z Państwa może być beneficjentem tego programu poprzez złożenie odpowiedniego wniosku.  W tym programie są finansowane duże roczne cykle czy przeglądy lub promocja pojedynczych tytułów. Namawiam Państwa, żeby promocję pojedynczych tytułów zaplanować w kompleksowy, długi sposób – minimum na pół roku. Wniosek do nas można złożyć dopiero wtedy, kiedy jest potwierdzone zainteresowanie  któregokolwiek z festiwali za granicą. Wystarczy korespondencja mailowa.

Co jeszcze robi Instytut? – Kilka razy do roku, będąc partnerem międzynarodowych festiwali, staramy się organizować fokusy na Polskę. To wydarzenie odbywa się często przy okazji marketu, a nie programu festiwalowego. Możemy wtedy zaprezentować zagranicznej branży grupę polskich producentów, o których wiemy, że mają projekty koprodukcyjne, np. przy okazji festiwalu w Cannes odbywa się Producers Network, gdzie poszczególne kraje przedstawiają swoich producentów.  Za każdym razem może to być 5 osób. Wydaje mi się, że to daje dosyć wymierne rezultaty. Otwierają się też nowe rynki. Zachęcam Państwa do śledzenia kierunków festiwali, bo to się dynamicznie zmienia. Festiwale potrafią bardzo upaść w swoim prestiżu, a wynoszą się nowe kierunki. Nie sugerowałabym się przy tym listą festiwali akredytowanych przez FIAPF. Oprócz wielkiej trójki, czyli Cannes, Berlina i Wenecji, znajduje się na niej np. festiwal w Kairze czy na Goa, a nie można tych wydarzeń porównywać. Z drugiej strony na liście nie ma Sundance, Tribeca Film Festival czy Toronto, które wybija się obecnie na najważniejszy festiwal filmowy na świecie  – tłumaczyła Izabela Kiszka-Hoflik.

Dobry czas dla polskiego kina

Wszyscy paneliści zgodnie uznali, że należy dobrze wykorzystać zainicjowaną sukcesem „Idy” sytuację. – Teraz jest naprawdę świetny czas dla polskiego kina i to czuć w rozmowach ze wszystkimi, np. z dziennikarzami zagranicznymi, którzy sami dopytują się o polskie filmy – mówił Marcin Pieńkowski.

– Wydaje mi się, że wyrosło całe pokolenie młodych producentów, którzy zupełnie bez kompleksów poruszają się na rynku międzynarodowym. Są partnerami dla zagranicznej branży i to bardzo widać – wtórowała Izabela Kiszka-Hoflik.

– Miejmy na uwadze to, że sukces każdego polskiego filmu dokłada się do budowania marki polskiego kina – zakończyła Katarzyna Siniarska.

25.09.2015