Zmarł Roman Kłosowski





11 czerwca 2018 w wieku 89 lat zmarł aktor teatralny, filmowy i telewizyjny Roman Kłosowski.

Roman Kłosowski urodził się w 1929 r. w Białej Podlaskiej, był absolwentem Wydziału Aktorstwa oraz Wydziału Reżyserskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Współpracował m.in. z Teatrem Dramatycznym i Teatrem Nowym w Warszawie czy Teatrem Powszechnym w Łodzi, gdzie przez 5 lat był dyrektorem.

„Okres w Teatrze Powszechnym w Łodzi jest dla mnie szalenie ważny. Tutaj próbowałem zrealizować swoją myśl artystyczną, polityczną, społeczną. W Łodzi również zawiązała się moja wspaniała rodzina. Przeżyłem tutaj zarówno piękne, jak i gorzkie chwile. Nie zawsze wszystko szło gładko, nie zawsze było przyjemnie. Opuściłem Teatr w okresie, gdy panowała polityczna burza i wróciłem do Warszawy, jednak pamięć o Teatrze i związane z nim doświadczenia żyją we mnie do dzisiaj. Jestem szczęśliwy, że w 60. rocznicę pracy znalazłem się właśnie tutaj, w Teatrze Powszechnym; cieszę się, że publiczność chce mnie oglądać” – powiedział aktor w 2013 r.

Debiut aktorski w 1953 r.

W 1953 r. zadebiutował zarówno na scenie teatralnej jak i przed kamerami. Jego talent bardzo szybko odkryli Ewa i Czesław Petelscy, u których zagrał m.in. w „Celulozie” (1953), „Wrakach” (1956) czy „Bazie ludzi umarłych” (1958). Pracował m.in. z Andrzejem Munkiem („Człowiek na torze” – 1956, „Eroica” – 1957, „Zezowate szczęście” – 1960), Andrzejem Barańskim (główna rola w filmie „Kramarz” – 1990, „Dwa księżyce” – 1993, „Dzień wielkiej ryby” – 1996, „Horror w Wesołych Bagniskach” – 1995), Wojciechem Jerzym Hasem („Pętla” – 1957) czy Andrzejem Kondratiukiem („Hydrozagadka”, „Dziura w ziemi” – oba filmy z 1970, „Pełnia” – 1979 „Big Bang” – 1986). Był aktorem charakterystycznym, którego widzowie zapamiętają także dzięki kreacjom w takich filmach, jak choćby „Ewa chce spać” Tadeusza Chmielewskiego (1957) czy „Jeszcze nie wieczór” Jacka Bławuta (2008).

Szansa na Srebrnego Niedźwiedzia

Warto podkreślić, że w 2014 r. w ramach Przeglądu Filmowego Kino na Granicy zaprezentowano nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem dla najlepszego reżysera na festiwalu w Berlinie film „Ja kocham, ty kochasz” (1980) Dušana Hanáka. Główną rolę w tym filmie zagrał właśnie Roman Kłosowski. „Z wyjątkowym aktorem, jakim jest Roman Kłosowski spotkałem się po raz pierwszy 35 lat temu. Widziałem go w jednym znakomitym polskim filmie, potem widziałem go na scenie w teatrze w Łodzi. Roman Kłosowski ma duży talent, to znakomite aktorstwo. Wraz z moim współscenarzystą napisaliśmy rolę Pišty specjalnie dla niego” – mówił Dušan Hanák podczas spotkania w Cieszynie. Film miał problemy z czechosłowacką cenzurą i w Berlinie był prezentowany dopiero w 1989 r. „Kandydowałem do głównej nagrody dla najlepszego aktora. Przegrałem dwoma punktami (Srebrnego Niedźwiedzia otrzymał wówczas Gene Hackman za rolę w „Missisipi w ogniu” Alana Parkera). Ale nie mogę narzekać, wydaje mi się, że zagrałem w Polsce sporo i jestem jednym z popularniejszych polskich aktorów” – tak mówił Roman Kłosowski o przygodzie związanej z udziałem w filmie słowackiego reżysera w rozmowie z Anną Gronczewską.

Maliniak zwiększył moją rozpoznawalność

Największą popularność przyniosła mu rola Romana Maliniaka w serialu „Czterdziestolatek” Jerzego Gruzy (1974-1977). Kreacja ta spopularyzowała Kłosowskiego jako aktora komediowego. „Maliniak na pewno zwiększył moją rozpoznawalność, więc byłoby niemądre, gdybym się na niego gniewał. Ale ja też wtedy lubiłem i dalej lubię tę postać” – mówił w jednym z wywiadów, jednak przy innej okazji dodawał: „Wszystkie inne moje dokonania stricte dramatyczne przykryła rola Maliniaka zagrana w kultowym «Czterdziestolatku» Gruzy – A przecież zagrałem naprawdę wiele ról dramatycznych”.

W 2013 r. Roman Kłosowski otrzymał Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W tym samym roku ukazała się książka „Z Kłosem przez życie”, współautorstwa Jagody Opalińskiej – pełna humoru i anegdot opowieść o jego karierze i życiu.

„Jest przecież Romek czarującym, powszechnie lubianym aktorem mimo nienadmiernego wzrostu, nienachalnej urody ani rzucającej się w oczy zbyt szczupłej sylwetki; jak sam o sobie mówi – jest przystojny inaczej… A jednak potrafił rozkochać w sobie tłumy wielbicielek i wielbicieli. Swoją pozorną nieporadnością ruchową, ciągłym zdziwieniem na pełnej naiwności i melancholijnej tęsknoty za wiedzą, pięknej fioletowej twarzy – wywołuje huragany śmiechu i zaraża radością całą widownię. Oczywiście jak każdy rasowy komik marzy o rolach dramatycznych czy lirycznych. Zagrał ich zresztą kilka z pełnym zaangażowaniem swojego aktorskiego warsztatu, budząc szacunek i uznanie widzów” – pisał przy okazji premiery książki Zbigniew Korpolewski.

„Mam krytyczny stosunek do swojego wyglądu, który zresztą mi w życiu bardzo pomaga. Uważam, że jak wychodzę na scenę z pięknymi kolegami, wtedy na nich kilku nikt się nie patrzy, tylko wszyscy na mnie. W ten sposób wyróżniam się” – często powtarzał w wywiadach Roman Kłosowski.

Marta Sikorska

 


11.06.2018