62. OKFA. Rozmowa z Pauliną Pachulską

Rozmawiamy z Pauliną Pachulską, dyrektorką Ogólnopolskiego Konkursu Filmów Niezależnych OKFA w Koninie.

PISF: Z festiwalem OKFA jest pani związana od 12 lat.

Paulina Pachulska: Zaczynałam jako stażystka w Centrum Kultury i Sztuki, wtedy filmy przychodziły do nas jeszcze na kasetach VHS. 12 lat to dużo czasu i dużo się w ostatnich latach zmieniło. Kiedyś trzeba było należeć do klubu filmowego, który miał kamerę, żeby można było zrobić film. Teraz wystarczy telefon komórkowy.

OKFA wyrosła z konkursu fotograficznego, dopiero później pojawił się film. 1. edycja odbyła się w 1953 roku w Katowicach, później aż do 1990 roku festiwal wędrował po wielu miastach Polski. Był taki projekt, żeby zrobić OKFĘ na Batorym, z formalnego względu się to nie udało. W 1990 roku OKFA trafiła na stałe do Konina i zaczęła zmieniać swoje oblicze. Zbiegło się to z momentem transformacji i te wszystkie przemiany można było obserwować na przykładzie tego festiwalu.

W tym roku odbyła się 62. edycja, co czyni festiwal najstarszą ciągła imprezą tego typu w Polsce.

Chlubimy się naszą tradycją, ale nie możemy poprzestawać na tym i podpierać się tylko perspektywą historyczną, dlatego staramy się być czujni i działać tak, żeby marka festiwalu cały czas się umacniała i żeby ta impreza była rozpoznawalna i miała swoją pozycję na mapie polskich festiwali filmowych tego typu. OKFA kiedyś była Ogólnopolskim Konkursem Filmów Amatorskich. Ten skrótowiec został do dziś, ale zmianie uległa pełna nazwa. Odpowiadamy na nowe potrzeby. Otworzyliśmy się szerzej na filmy realizowane przez studentów. Od dwóch lat proponujemy młodzieży konińskiej udział w warsztatach z animacji.

Mnogość festiwali sprawiła, że ludzie pojawiają się na chwilę na galach, jeśli zdobyli nagrodę, choć czasem nawet na to nie zawsze starcza im czasu. Nasz festiwal wyróżnia się tym, że mamy grono przyjaciół, którzy przez te wszystkie lata nas nie opuszczają.

W jaki sposób udaje wam się sprawić, że ci ludzie wracają w kolejnych latach?

Oni po prostu chcą być na festiwalu. Chcą się spotkać z ludźmi, bo festiwal to nie tylko werdykty, nagrody, ale przede wszystkim ludzie, czyli spotkania. Co roku z Gdyni przyjeżdża do nas Jacek Dworakowski, nagradzany na naszym festiwalu. To z jego inicjatywy dwa lata temu powstała kronika OKFA za lata 1953-2014. Udało mu się zebrać z różnych źródeł archiwalnych informacje o festiwalu i złożyć to w całość. Jest się czym chwalić.

Wokół OKFA skupiają się ludzie, którzy są bardzo zaangażowani w ten festiwal i przyjeżdżają tutaj nie kurtuazyjnie, nie z przymusu tylko dlatego, że chcą. Tak jest z Łukaszem Maciejewskim i z Krzysztofem Majchrzakiem. Wiem, że mogę na nich liczyć. Pozostali członkowie jury bardzo szybko się odnaleźli na festiwalu. Cały zespół, czyli ludzie z Domu Kultury i Sztuki w Koninie to jest ekipa, która zna imprezę od podszewki. Każdy wie na czym polega jego zadanie. Rozumiemy się wszyscy bez słów. Znając ich podejście, wiem, że wszystko musi być dobrze.

Festiwal związany jest z działalnością klubów filmowych. Co roku w programie festiwalu znajduje się dużo filmów tworzonych na Śląsku.

Śląsk jest jednym z regionów, gdzie tradycja działalności klubów filmowych jeszcze wciąż jest żywa. Mówiliśmy o ludziach, którzy wracają na festiwal. Jednym z nich jest filmowiec amator ze Śląska Wojciech Wikarek, który łącznie przez ten czas zdobył tutaj 18 nagród, 3 razy jego filmy otrzymały Grand Prix. Póki co, nikt tego rekordu nie pobił. Wielka postać naszego festiwalu, która ze Śląska przyciąga tutaj inne, coraz młodsze osoby. Na Śląsku działa kilka klubów filmowych zrzeszających młodych twórców. To jest już właściwie zjawisko unikatowe i cieszymy się, że nasz festiwal ma z nimi kontakt.

W tym roku gościem festiwalu był Kuba Czekaj, który zdobywał nagrody w Koninie jako początkujący twórca. Takich historii jest więcej?

OKFA pokazuje przejście wielu osób z pola amatorskiego do głównego nurtu, profesjonalnego. Pod tym kątem jest wyjątkowa. Krzysztof Zanussi, który pojawił się na festiwalu ze swoim filmem amatorskim w konkursie, już po kilku latach zasiadał w jury. Pojawiali się też inni twórcy: Maciej Dejczer, Wojciech Staroń. Łukasz Maciejewski, nasz juror, jako szesnastoletni twórca zgłosił swoją wprawkę filmową i otrzymał specjalne wyróżnienie. Śledzimy rozwój kariery naszych uczestników i staramy się wracać do tych twórców, żeby pokazywać jaką funkcję pełni festiwal, że to jest proces i zjawisko, które trzeba obserwować w perspektywie historycznej. Bodo Kox, Katarzyna Klimkiewicz to kolejni twórcy, którzy zaczynali na naszym festiwalu, a po latach wrócili do Konina ze swoimi filmami fabularnymi.

Czym interesują się twórcy prezentujący swoje filmy na festiwalu? I jak w zestawieniu wypadają filmy amatorskie i studenckie?

W centrum zainteresowania zawsze jest człowiek i jego problemy. Młodzi twórcy ze szkół filmowych szukają tematów trudnych, ciemnych, historii tragicznych, ocierających się o patologie. Pani Lidia Duda, przewodnicząca komisji kwalifikacyjnej, zgłaszała postulat, że mało jest w filmach z tego roku odzwierciedlenia bieżących zjawisk z naszego otoczenia, o charakterze społecznym, politycznym, obyczajowym. Trudno wyłonić z nich portret obecnego młodego pokolenia.

Na poziomie lokalnym często takie odzwierciedlenie jest. Amatorzy nie sięgają po wielkie tematy, kwestie uniwersalne, tylko eksplorują swoje otoczenie. Rejestracja tego wycinka rzeczywistości, ma wtedy bardzo indywidualny rys, którego czasem brakuje dopracowanym warsztatowo filmom studenckim. Mimo wysokiego poziomu, jaki prezentują, brakuje w nich często duszy i charakteru autora.

I tego mogą się dowiedzieć autorzy filmów zgłaszanych do konkursu podczas tradycyjnego omówienia filmów konkursowych?

Omówienia bywają czasem naprawdę burzliwe. To jak dużo dana osoba z tego wyniesie, zależy od nastawienia twórcy, od jego otwartości, wrażliwości. Odkąd pamiętam omówienia filmów konkursowych z jury były częścią festiwalu. Wcześniej prowadził je prof. Henryk Kluba, który przez 10 lat przyjeżdżał do Konina, jako wykładowca, rektor Łódzkiej Szkoły Filmowej. To jest bardzo ważny punkt programu dla uczestników festiwalu bez względu na wiek i stopień zaawansowania. Werdykt prezentuje wybór czy gust jurorów, ale tu mają możliwość żywej rozmowy, wymiany zdań, refleksji w sposób bezpośredni.

Festiwal to jest miejsce, w którym spotykają się tak różni ludzie, że nie sposób przewidzieć co z tej konfrontacji wyniknie. Zawiązują się tutaj znajomości na całe lata, czasem dochodzi do różnych spięć, konfliktów. Młodzi ludzie nie zawsze mają odpowiednią odporność, stawiają tu swoje pierwsze kroki, więc różnie reagują na uwagi krytyczne, nawet jeśli są one przekazane w jak najbardziej stonowanej i spokojnej formie. Cały czas jest to ten punkt programu, gdzie korzyści i plusy dominują, nie zamierzamy z tego rezygnować.

Dlaczego warto zgłosić film na OKFĘ?

Jest kilka powodów dla których warto. Pokusą może być sama pula nagród. Staramy się wszystkich traktować równo, w każdej kategorii mamy do dyspozycji Grand Prix w wysokości 5 tys. zł. W każdej mamy też pieniężną nagrodę i pieniężne wyróżnienie. Przedstawiciele każdej kategorii konkurują ze sobą w swojej kategorii a nie poza nimi, bo to byłoby niesprawiedliwe i krzywdzące dla amatorów, a z nich ten festiwal wyrasta i chcemy im stworzyć odpowiednią przestrzeń.

Część nagród fundowana jest przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i jestem pewna, że co roku trafiają do właściwych rąk i są wykorzystywane na następne, coraz lepsze produkcje. 

Wartością festiwalu jest też możliwość spotkania się z takim gronem jurorskim i bezpośrednich rozmów. Te spotkania są tym, z czym twórcy wyjeżdżają. To jest czasami o wiele bardziej cenne niż nagrody.

Rozmawiały Paulina Bez i Magda Wylężałek.

17.06.2016