90. rocznica urodzin Wojciecha Jerzego Hasa

1 kwietnia mija 90. rocznica urodzin Wojciecha Jerzego Hasa.

Jeden z najważniejszych i najbardziej oryginalnych reżyserów powojennej Polski urodził się w Krakowie. Pierwsze lata życia spędził w skromnych warunkach. – Moje dzieciństwo przypadało na lata kryzysu. Pamiętam, jak ojciec wynosił z domu obrazy na sprzedaż. Potem okupacja. Rozpad całej egzystencji. A potem czasy stalinowskie. Nieustanna, postępująca destrukcja – mówił reżyser w jednym z niewielu wywiadów, jakich udzielił w trakcie kariery.

Podczas wojny studiował najpierw w Szkole Handlowej, a następnie w Szkole Przemysłu Artystycznego, która miała siedzibę w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Gdy w 1943 roku władze okupacyjne ją rozwiązały, przyszły reżyser wyjechał do pracy w kopalni. Po wojnie Has podjął naukę w otwartej na nowo ASP, a w 1946 roku ukończył Kurs Przysposobienia Filmowego. Niezwykła wrażliwość wizualna, także rozwijana w trakcie studiów będzie bardzo widoczna w twórczości reżysera. Początkowo Has, zafascynowany między innymi filmami Walta Disneya, chciał się zająć animacją, jednak jego ścieżka artystyczna ułożyła się inaczej – tuż po ukończeniu kursu rozpoczął pracę w Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie.

Filmy dokumentalne i pierwsze filmy fabularne

Już w pierwszym roku pracy w WFD Has zrealizował swój pierwszy film, średniometrażowy dokument zatytułowany „Ulica brzozowa” oraz fabularny „Harmonia”. Wobec tego pierwszego gatunku był zawsze zdystansowany i filmy dokumentalne – zrealizował ich w sumie dziesięć – cenił w swoim dorobku najmniej, także z powodu licznych formalnych oraz tematycznych ograniczeń, jakie narzucali mu zwierzchnicy. W tym czasie Has był też asystentem reżysera przy filmie „Dwie godziny” (1946), zrealizowanym przez Stanisława Wohla i Józefa Wyszomirskiego. Tak współpracę z autorem „Pętli” wspomina Natan Gross w książce „Prafilmówka krakowska: 1945-1947” Jacka Albrechta: – Nigdy nie zapomnę pokoju, który dzieliłem z Wojtkiem Hasem, tuż po przyjechaniu do Łodzi. (…) Wojtek, jako człowiek z bogatą wyobraźnią, dbał o to, by nasz pokój nie zmienił się w zwykłe pomieszczenie, i co rusz przynosił jakiś nowy eksponat. Gdy otwierałeś drzwi wejściowe, rzucał się w oczy duży szyld w języku rosyjskim „min niet – Sasza” z charakterystycznym czerwonym trójkącikiem. Tuż obok, gdzie wchodziła w ścianę rura od żelaznego piecyka, był napis „ruła”. Z lampy zwisał duży niebieski szyld, który Wojtek przytachał kiedyś, pod gazem bywszy – „Postój 6 dorożek konnych”. Skromniejszy „Nie deptać trawników” stał w kącie.

W 1951 roku Has przeniósł się do Łodzi, gdzie przez pięć lat pracował dla Wytwórni Filmów Oświatowych, potem wrócił do Warszawy i dołączył do Zespołu Autorów Filmowych „Syrena”, następnie przeszedł do „Iluzjonu”, a w 1958 roku do „Kamery”. W 1957 roku zrealizował swój pełnometrażowy debiut fabularny, adaptację powieści Marka Hłaski „Pętla”, poruszającą opowieść o dniu z życia alkoholika z Gustawem Holoubkiem w roli głównej. Kolejne filmy realizował prawie bez przerwy – w ciągu czterech lat nakręcił „Pożegnania” (1958), „Wspólny pokój” (1959), „Rozstanie” (1960), „Złoto” (1961) i „Jak być kochaną” (1962). Mawiał, że młody reżyser powinien przez pierwszy okres twórczości pracować na okrągło, aby „nabić sobie rękę”. Choć większość reżyserów w tym czasie, jak Andrzej Wajda, Kazimierz Kutz czy Andrzej Munk, kręciło filmy o tragedii II wojny światowej, pierwszych latach powojennych i zmianach, jakie zaszły wtedy w kraju i mentalności Polaków, przyczyniając się do stworzenia Polskiej Szkoły Filmowej, Has świadomie unikał bieżących tematów. Nigdy nie uważał, że kino powinno reagować na rzeczywistość, dla niego ważniejsza był artystyczna wizja i eksperymenty z narracją. – W atmosferze fascynacji doraźnością kino artystyczne ginie. Uległość wobec doraźności sprawia, że film staje się wyrazem spekulacji obliczonej na schwytanie widza, a nie tym, co cenię naprawdę: przejrzystym kryształem, który potrącony, wydaje najczystszy dźwięk – mówił Has. Pierwszym przykładem takiego myślenia o filmie był „Rękopis znaleziony w Saragossie” (1964), nakręcony na podstawie powieści Jana Potockiego. – Cała konstrukcja polega tu na jednym potoku narracyjnym. Jest to zabawa w składankę, doprowadzona prawie do absurdu. Czy to nie jest kpina z naszych przyzwyczajeń do porządku dramaturgicznego obowiązującego w kinie? – wyjaśniał reżyser swoje intencje. Z kolei następny – adaptacja opowiadania Andrzeja Kijowskiego, także autora scenariusza – „Szyfry” (1966) to poruszający dramat psychologiczny, którego bohaterem jest ojciec szukający zaginionego na wojnie syna. Kolejne dwa filmy „Lalka” (1968) i „Sanatorium pod klepsydrą” (1973) to bodaj dwa najbardziej znane szerokiej publiczności tytuły. Pierwszy – z Mariuszem Dmochowskim i Beatą Tyszkiewicz w rolach głównych – to adaptacja książki Bolesława Prusa, druga to niesamowita, wizyjna opowieść stworzona na motywach powieści Brunona Schulza. – Has zrobił film, który polega na wskrzeszaniu rzeczy. Każde ujęcie w tym filmie, podporządkowane przecież wyobraźni Schulza, powstaje na zasadzie zaskoczenia. (…) W tym filmie może zdarzyć się wszystko – pisała o „Sanatorium…” Maria Malatyńska („Kino” 1/1978). Wkrótce po premierze filmu, wyróżnionego zresztą na festiwalu w Cannes nagrodą jury, brytyjski „International Film Guide” umieścił Hasa na liście pięciu najważniejszych reżyserów 1975 roku. W tym czasie reżyser zaczął pracować jako wykładowca na Wydziale Reżyserii w Szkole Filmowej w Łodzi.

Ostatnie filmy, praca akademicka i nagrody

Po ogromnym sukcesie artystycznym „Sanatorium pod klepsydrą” miał aż dziewięcioletnią przerwę w realizacji filmów. W tym czasie planował nakręcić adaptację „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego oraz „Czerwone tarcze” na podstawie prozy Jarosława Iwaszkiewicza. W latach 80. Has zrealizował swoje ostatnie filmy „Nieciekawą historię” (1982), „Pismaka” (1984), „Osobisty pamiętnik grzesznika przez niego samego spisany” (1985) i „Niezwykłą podróż Baltazara Kobera” (1988). Współpracujący z nim operator Grzegorz Kędzierski tak go wspominał na łamach „Kina”: – Has jest twórcą filmowym w klasycznym stylu, wymyśla film od początku do końca sam, zwłaszcza konstrukcję dramaturgiczną. Co prawda często są to filmy według obcych scenariuszy, ale Has w zasadzie traktuje taki scenariusz jako pretekst; ponieważ są to adaptacje literatury – wraca do książki. Książka jest prawdziwą podstawą jego filmu. („Kino” 11/1986)

W tym czasie Has był też kierownikiem artystycznym zespołu „Rondo”. Od 1987 do 1989 roku zasiadał w Komisji Kinematografii. Po upadku komunizmu i wejściu gospodarki rynkowej nie udało mu się zgromadzić środków na produkcję żadnego filmu. Has zajął się pracą dydaktyczną – od 1990 roku był rektorem Filmówki, funkcję tę łączył z szefowaniem zespołowi „Indeks” działającemu przy Szkole. – Has miał niełatwą drogę z powodu swojego charakteru, nieumiejętności przystosowania się, niechęci do koniunkturalizmu. A w tym kraju koniunktury, jak jakieś przeciągi, działały bez przerwy. Można było je zręcznie wykorzystywać, wielu filmowców umiało to robić. Wojtek był pryncypialny i dlatego miał ciężko. Nie było go stać na żalenie się, płaczliwość, na bieganie z prośbami czy pretensjami. On to znosił po męsku, ale przez lata obserwowałem, że się sporo namęczył, doznał wielu idiotycznych odmów – wspominał go Tadeusz Konwicki w książce „Pamiętam, że było gorąco” Katarzyny Bielas i Jacka Szczerby.

Autor „Pętli” sam stał się bohaterem filmów młodszych kolegów: „Ze snu sen… ” (1998) Adama Kuczyńskiego, „Jabłko. O „Pożegnaniach” Wojciecha Hasa” (1999) Grzegorza Jankowskiego i Jacka Szczerby, „Niekończący się sen” (2005) Wiktora Skrzyneckiego, „Najważniejszy” (2010) Stanisława Zawiślińskiego i Sławomira Rogowskiego oraz „Ślady” Roberta Glińskiego (2012).

Wśród licznych nagród i wyróżnień, jakie zdobył Wojciech Has są między innymi Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, przyznany w 1998 roku, dwie nagrody na festiwalu w San Sebastian w 1965 roku, nagroda FIPRESCI w Locarno w 1958, dwie Złote Kaczki. Wojciech Has zmarł 3 października 2000 roku, został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Komunalnym na Dołach w Łodzi.

Ola Salwa

01.04.2015