Burzliwe małżeństwo filmu i biznesu

Debata Biznes i film. Udane małżeństwo? Fot. Piotr Szymański, PISF
Debata „Biznes i film – udane małżeństwo?” Fot. Piotr Szymański, PISF

 

Jedną z ważniejszych debat był dziś w Gdyni panel „Biznes i film – udane małżeństwo?”

 

– Możemy już mówić, że istnieje w Polsce przemysł wspomagający kino, które jest przecież gałęzią sztuki – rozpoczęła rozmowę Agnieszka Odorowicz, dyrektor PISF. – Nasze kino to aż 30 procent rynku, do tego branża wspiera reklamę i powstawanie małych i średnich przedsiębiorstw. Powinniśmy więc traktować film jako produkt rynkowy. Na pewno można na nim zarobić więcej, niż na giełdzie. Czasem jest to nawet 100 procent, ale też trzeba liczyć się z ogromnym ryzykiem, bo po pierwsze film musi się udać – a na to nie zawsze mamy wpływ – a potem powinien jeszcze być dobrze wypromowany przez dystrybutora. Ale możliwość sukcesu finansowego jest potencjalnie bardzo duża.

Długie życie filmu

– W Europie ciągle jeszcze traktuje się film jako sztukę, może słusznie – dodał Jacek Bromski, reżyser i prezes SFP. – Dlatego musimy zrozumieć, że inwestowanie w film nie jest typową inwestycją. Stopa zwrotu może powoli maleć, ale utrzymuje się za to przez wiele lat.

 

– Tak. U nas na video on demand najczęściej wybierane są właśnie filmy polskie, a to tylko jedno pole ich eksploatacji. Filmy mają bardzo długie życie, pieniądze z nich wracają do producentów nawet po stu latach – przyznał Dominique Lesage, dyrektor wykonawczy Orange ds. kontentu.

Promocja marki czy inwestycja?

– Inwestujemy w filmy bardziej po to, żeby budować wizerunek firmy, która wspiera narodową kinematografię, niż aby umieścić w nim product placement, którego z założenia unikamy – kontynuował Lesage.

 

– My nigdy nie inwestowaliśmy w produkcję, jesteśmy mecenasami ważnych filmów, jak „Bitwa warszawska” Jerzego Hoffmana. Uznaliśmy ten projekt ważny ze względu na zniekształcony przez PRL-owską propagandę temat, świetnego reżysera – mistrza filmów batalistycznych i to, że był to pierwszy w historii pełnometrażowy aktorki film w technice 3D – podkreślał Aleksander Szwarc z BZ WBK.

Ryzyko inwestora

– Dla mnie praca z Dominique’em to wzór koprodukcji, która powinna się przede wszystkim opierać na zaufaniu – mówił Juliusz Machulski, reżyser i szef Studia Zebra. – Pierwsza zasada brzmi: jeżeli wszystkie strony zaakceptują scenariusz, to trzeba realizować go w takiej formie. Ale i to nie daje gwarancji sukcesu. To chyba jedyny biznes, w którym zupełnie nie da się tego sukcesu zaplanować.

 

– W Polsce do kina nigdy nie pójdzie sto milionów ludzi i to jest główny problem dla inwestorów, bo ciężko o zwrot wydanych pieniędzy – dodał Piotr Dzięcioł, szef Opus Film. – Łatwiej znaleźć pieniądze na projekt komercyjny lub z międzynarodową obsadą.

 

– My chcemy być aktywni od samego początku – dodał Dominique Lesage. – W Polsce problemem jest scenariusz. Jednak gdy proponujemy młodym twórcom jakieś zmiany, stawiają warunki: „albo zostaje jak było, albo film nie powstanie”. I tak właśnie najczęściej się kończy.

Konsultacja PISF

Dla obecnych na debacie przedstawicieli inwestorów: Macieja Dobrzynieckiego – wiceprezesa BCC i Aleksandra Szwarca, ważna okazała się możliwość dobrej oceny jakości projektu.

 

– Jeżeli biznes zwraca się do nas z prośbą o konsultację projektu, Instytut jest zawsze do dyspozycji. Głęboko wierzymy, że zniechęcenie się do filmu inwestorów byłoby ogromną stratą – mówiła Agnieszka Odorowicz. – Z tego też powodu od lat walczymy o zachęty i ulgi podatkowe dla filmowców oraz regulacje między Polską, a Stanami Zjednoczonymi, które sprawią, że oba systemy rozliczania produkcji będą kompatybilne i łatwiej będzie dokonywać rozrachunków.


– Zatem, jak w każdym dobrym małżeństwie, kontakty filmu i biznesu powinny opierać się na zaufaniu – podsumował Dominique Lesage.

 

– Będzie to pewnie małżeństwo burzliwe, ale to lepsze, niż nuda – zażartowała na koniec dyrektor PISF.

 

Aleksandra Różdżyńska

09.05.2012