Dawid Janicki o "Z miłości"

W Konkursie Polskich Filmów Fabularnych tegorocznego Off Plus Camera mają miejsce pierwsze pokazy obrazu „Z miłości” w reżyserii Anny Jadowskiej. Film rozgrywający się z w środowisku polskiej branży pornograficznej budzi na festiwalu spore emocje. Autorka filmu, nieobecna w Krakowie, nie cofnęła się przed dosłownością scen erotycznych.

 

Ale „Z miłości” to też film o trzech kobietach. Dwudziestodwuletnia Ewelina wraz mężem z powodów finansowych decyduje się zagrać w filmie porno. Para poznaje ludzi z branży: kilka lat starszą od Eweliny gwiazdę porno i starzejącą się kobietę, która z powodu wieku, najlepsze lata pracy ma już za sobą. Czy obserwacja tych kobiet da Ewelinie do myślenia? Czy zdecyduje się zostać w branży?

 

Film jest pełnometrażowym debiutem fabularnym firmy producenckiej Vostok8, założonej przez Wojciecha Kasperskiego i Dawida Janickiego. Dawid Janicki, który jest gościem festiwalu, odpowiedział na kilka naszych pytań.

 

Co nas nie zabije, to nas wzmocni

 

PISF: Pewnie dużo osób Cię o to pyta: czy film, w którym pojawia się polski przemysł porno był wyzwaniem dla producenta? Natknęliście się na jakiś opór z tym związany?

 

Dawid Janicki: Przyznaję, to było wyzwanie. Ale szukaliśmy mocnego tematu na nasz producencki, pełnometrażowy debiut. Takiego, którego jeszcze nikt przed nami w polskim kinie nie podjął. Trafiliśmy na scenariusz Ani Jadowskiej i pomyśleliśmy, że to jest taki temat. Zaryzykowaliśmy. Branża porno w Polsce jest bardzo hermetyczna i z racji pruderyjności naszego społeczeństwa „zabarykadowana”. Przyjęliśmy założenie, że nie można opowiedzieć filmu o pornografii bez pokazania pornografii, co bardzo skomplikowało produkcję. W naszym filmie mamy dużą scenę bicia seksualnego rekordu świata, który polega na tym, że kobieta bijąca rekord, jednego dnia odbywa ponad 800 stosunków seksualnych. Aby pokazać to wiarygodnie potrzebowaliśmy zatrudnić aktorów i statystów z branży porno. Jeśli pytasz o opór, z jakim się zetknęliśmy, to na każdym etapie w jakimś stopniu się z nim stykaliśmy. Dziś w momencie, w którym film jest skończony, zmagamy się z oporem ze strony dystrybutorów. Ale podejmując taki temat nie można się poddawać!

 

Ale ten film opowiada tak naprawdę o kobietach.

 

W rozumieniu metaforycznym jest to opowieść o jednej kobiecie, której trzy etapy życia obserwujemy w trzech obrazach kobiet będących w różnym wieku i na różnych etapach uwikłania w świat pornografii. Pornografię przyjęło się uważać za temat męski i w tym kontekście bardzo ciekawy jest fakt, że nasz film został napisany i wyreżyserowany przez kobietę, opowiada o kobietach i chyba w dużej mierze jest skierowany do kobiet. Myślę, że Ania Jadowska jest bezkompromisowym i odważnym twórcą, ale największe wyzwanie podjęły aktorki: Marta Nieradkiewicz, Anna Ilczuk i Elżbieta Gruca, które stworzyły przejmujące role, kobiet uwikłanych w świat, o którym istnieniu często wolimy nawet nie wiedzieć.

 

To jest pełnometrażowy debiut fabularny waszej firmy producenckiej Vostok8. Jaka jest największa różnica w pracy nad krótkimi i długimi metrażami?

 

Zupełnie inna perspektywa i skala w porównaniu z krótkim metrażem. Jako debiutujący producenci, żeby sobie „utrudnić”, pomijając fakt tematyki filmu, weszliśmy w okres zdjęciowy zimą, chociaż nie wynikało to ze scenariusza. Patrząc z perspektywy dwóch lat pracy nad tym projektem, było to dla nas duże wyzwanie, skok na głęboką wodę. Pełen metraż to już nie jest zabawa w kino. Wydaje się miliony złotych, zatrudnia małą armię ludzi i trzeba to robić w sposób odpowiedzialny wobec instytucji i partnerów współfinansujących, ale także wobec przyszłego widza. Produkowanie filmów to bardzo trudna praca, która na każdym etapie musi być dobrze przemyślana, przekalkulowana i dostosowana do specyfiki konkretnego projektu.

Ten film to była dla mnie wielką nauką. Udowodniłem przede wszystkim sobie, że determinacją i uporem można osiągać najwyższe cele, chociaż czasami jest to okupione nieprzespanymi nocami. Ale jak mawia klasyk: „co nas nie zabije, to nas wzmocni!”

Rozmawiała Aleksandra Różdżyńska

12.04.2011