Dawne legendy kina znów na ekranie w filmie Jacka Bławuta

Wiele wzruszeń wywołał wczoraj w Sejmie przedpremierowy pokaz filmu Jacka Bławuta „Jeszcze nie wieczór”. Było wiele gwiazd występujących w filmie, m.in. Nina Andrycz, Irena Kwiatkowska, Zofia Perczyńska, Ewa Krasnodębska, Zofia Wilczyńska, Witold Skaruch, Jan Nowicki.

 

– Kilka miesięcy temu przeżyłam chwilę naprawdę wzruszającą. Będę ją pamiętać do końca życia. To było przyjęcie w Gdyni filmu Jacka Bławuta „Jeszcze nie wieczór” – wspominała przed projekcją Agnieszka Odorowicz, dyrektor PISF. – Znakomity dokumentalista pojawił się przed rokiem w Instytucie z projektem, na który od 11 lat próbował zdobyć fundusze. Jak mówił, każdy, do kogo się zwraca, przekonuje go, że z tych opowieści nie da się zrobić fabuły, że to najwyżej materiał na film dokumentalny. Mnie przekonał od razu. Pomyślałam, że to wielkie wyzwanie robić film z legendami polskiego ekranu i sceny. Z artystami, z których wielu od lat nie pojawia się na ekranach, nie widzimy ich na łamach kolorowych gazet, niewiele wiemy o tym, co robią. I postanowiliśmy ten projekt realizować. Potem włączyła się telewizja.

– Nawet w najszczerszych marzeniach nie przypuszczałam, że efekt będzie aż taki – mówiła Odorowicz. – Myślę, że podobnie zachwyceni byli jurorzy w Gdyni, którzy przyznali mu Srebrne Lwy, bo powstał wzruszający film o godności i pięknie późnego wieku. I o tym, że tak naprawdę, jeśli zachowa się człowieczeństwo, życie do końca potrafi być piękne.

Film Jacka Bławuta rozgrywa się w Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Pensjonariusze grają w większości samych siebie. Przybywa do nich legendarny Wielki Szu, czyli Jan Nowicki i proponuje rozpoczęcie prób do wspólnego wystawienia „Fausta”. Bohaterowie filmu, mimo zaawansowanego wieku i nienajlepszego zdrowia, przyjmują propozycję.

Bławut opowiadał, jak to, że nie mógł zrobić tego filmu przez 11 lat, zmieniło obsadę i scenariusz. Zmarło kilka osób, dla których napisano role, m.in. wielka dama teatru i filmu, od lat zapomniana Irena Malkiewicz oraz Leon Niemczyk, którzy mieli zagrać jedną z głównych par opowieści. Reżyser, nieco odmładzając obsadę, zaproponował nagłe zastępstwo Beacie Tyszkiewicz i Janowi Nowickiemu.

– Ja tu zrobiłem nagłe zastępstwo za kogoś zupełnie niezwykłego w polskiej kinematografii, czyli Leona Niemczyka, który przed laty wracając ze mną ze Szczecina opowiadał mi o swojej roli w tym projekcie – wspominał Jan Nowicki. – On już miał niemal rozrysowane poszczególne sceny ze swoim udziałem i mówił, że może załatwi mi w tej opowieści choćby epizodzik. Życie potoczyło się inaczej. Przejąłem za niego tę rolę w aktorskiej sztafecie pokoleń. Trzeba było nieco pozmieniać scenariusz. Ten film to bardzo piękna rzecz dla mojego środowiska. On wnosi satysfakcję, nadzieję i ciekawość życia.

– Państwo jesteście wspaniali, najwięksi, dlatego, że wcale do tego nie zmierzacie – zwrócił się do aktorów.

Najmłodszy w obsadzie Antoni Pawlicki mówił, że udział w tym filmie jest dla niego – aktora zaczynającego pracę w zawodzie – ogromnym zaszczytem.

Ze wzruszeniem mówiły o filmie Zofia Wilczyńska i Ewa Krasnodębska. Obie aktorki przyznały, że reżyser doskonale wplótł w scenariusz ich własne opowieści. Nina Andrycz żałowała, że z kilkudziesięciu godzin opowieści pozostało niewiele ponad 90 minut. Miała nadzieję, że może udałoby się zrobić dłuższą, telewizyjną opowieść.

Spotkanie prowadził Jerzy Fedorowicz, wiceprzewodniczący sejmowej komisji kultury. Był to kolejny seans przygotowany przez PISF w ramach cyklu „Film polski w kulturze narodowej”.

04.12.2008