Dobre oceny "Wszystko, co kocham"

„Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha, prezentowane w konkursie Sundance, zbiera dobre recenzje publiczności i krytyki.

Główny pokaz filmu odbył się w sobotę, z opóźnieniem, ponieważ reżyser z powodu zasp śnieżnych nie mógł dotrzeć do na czas do Park City. Pojawił się jednak, razem z trójką młodych aktorów grających we „Wszystko, co kocham”. Największe emocje wzbudził występujący w głównej roli Mateusz Kościukiewcz, nazywany „polskim Leonardo DiCaprio” albo „polskim Heath’em Ledgerem”. Zwracano też uwagę na kreację Andrzeja Chyry.

– Podobało mi się to, że film nie pokazuje komunistycznego żołnierza, tak, jak go sobie odruchowo wyobrażamy, jako zimnego drania i despotycznego ojca – cytuje publiczność korespondentka Gazety Wyborczej, Katarzyna Surmiak-Domańska, która pisze też o „wypełnionej do ostatniego miejsca” sali projekcyjnej i „gromkich oklaskach”.

Film podobał się także krytyce amerykańskiej. Prestiżowy tytuł Screen International nazywa obraz „Romeo i Julią” na tle politycznych przemian w komunistycznej Polsce. Docenia też zdjęcia Michała Englerta i kreację Andrzeja Chyry.

Sam Jacek Borcuch nazywany jest w Sundance „pierwszym polskim filmowcem niezależnym”.

25.01.2010

Galerie zdjęć