Dorastanie i surfing

8 października rozpoczął się 26. Międzynarodowy Warszawski Festiwal Filmowy. Do wieloletniej tradycji tej imprezy należą spotkania z twórcami po projekcjach ich filmów. Podczas tegorocznej edycji takich spotkań jest jak zwykle sporo – codziennie na stronie WFF można znaleźć listę przeprowadzanych rozmów, w których można wziąć udział po wybranym przez siebie seansie.

 

Jednym z pierwszych gości festiwalu był reżyser szwedzkiego filmu „Pod bezchmurnym niebem” („Behind Blue Skies”) – Hannes Holm. Towarzyszyli mu producent obrazu Patrick Ryborn oraz operator Goran Hallberg. „Pod bez chmurnym niebem” zaprezentowano w ramach sekcji Pokazy Galowe. Reżyser wspominał, że jeszcze jako twórca pracujący w szwedzkiej telewizji pobierał nauki u pracującej tam polskiej montażystki. – Jestem twórcą wielu komedii, film który państwo właśnie obejrzeli to pierwszy nakręcony przeze mnie dramat i jest to film, który chodził mi po głowie od jakichś 20 lat – powiedział Holm. W jednej z poprzednich edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego widzowie mogli obejrzeć film „Adam i Ewa” (1997) tego reżysera. Fabuła filmu „Pod bezchmurnym niebem” rozgrywa się latem 1975 roku w wakacyjnej miejscowości na Archipelagu Sztokholmskim i opowiada o prawdziwych wydarzeniach, związanych z ujawnionym wówczas skandalem i wykryciem szajki handlarzy narkotyków.

 

– Chciałem zrobić film o młodych ludziach, którzy dorastają, nie mają jeszcze pieniędzy, kiedy są świeżymi ludźmi i popełniają wiele błędów. Zainspirowała mine również aura wokół prawdziwego skandalu, który miał miejsce w latach 70-tych w Szwecji. Społeczeństwo szwedzkie uważało wtedy, że jest to wspaniały kraj, w którym nie dzieje się nic złego. Ten skandal uświadomił wielu ludziom, że takze w naszym kraju dzieją się złe rzeczy – podkreślił Holm. Film opowiadany jest z perspektywy nastolatka, uczestnika tamtych zdarzeń – jak przyznał reżyser, jest to wątek mocno autobiograficzny. W rolę Martina – głównego bohatera wcielił się pochodzący ze słynnej szwedzkiej dynastii aktorskiej Bill Skarsgård. – Takich filmów jak ten najbardziej brakuje w Polsce – padały głosy z publiczności, która spotkała się ze szwedzkimi twórcami. – U nas filmy są albo ogromnym chichotem i jest to komedia sama w sobie, albo cierpimy i płaczemy nad losem bohatera. Natomiast w pana filmie mieszanka jest idealna, czegoś takiego u nas nie ma – mówił jeden z widzów. -Wie pan, w Szwecji istnieje ten sam problem. Widziałem wiele polskich filmów, ale w większości klasyków – filmy Wajdy, Kieślowskiego czy Polańskiego. Ich wielkość polega właśnie na tym, że potrafią znaleźć równowagę między lżejszymi i cięższymi tematami. W Szwecji mamy filmy Ingmara Bergmana i w jego kinie są niezwykle ciężkie motywy. Ja bardzo lubię wybierać poważne, trudne tematy, ale pokazywać je w lekki, zabawny sposób (…). Czasem dobrze jest obejrzeć film z innego kraju – wtedy wszystko wydaje nam się inne, ciekawsze, nietypowe i zupełnie inne niż nasza rzeczywistość. My na przykład w Szwecji nie przepadamy za naszymi aktorami a bardzo cenimy tych z Polski czy Danii (…) Być może z polskiej przeszłości można by wyciągnąć wiele ciekawych historii” – dodał reżyser.

 

Publiczność pytała także o to, ile czasu zajęło reżyserowi i twórcom obrazu przygotowanie i zmontowanie filmu, a także jak udało się sprawić, żeby aktorzy grali w niezwykle naturalny sposób. – Chciałem się skoncentrować na głównym bohaterze, chodziliśmy za nim i patrzyliśmy, jak on się zachowuje. Prowadziliśmy oczywiście próby w filmowych lokalizacjach, ale na planie pojawiło się wiele improwizacji i dawaliśmy aktorom bardzo dużo swobody podkreślał operator filmu Goran Hallberg.

 

Po sobotniej projekcji filmu fabularnego „Jo jak Jonatan” publiczność WFF miała możliwość rozmowy z reżyserem obrazu – pochodzącym z Kanady Maxime Giroux. Film Giroux, podobnie jak film „Pod bezchmurnym niebem” jest opowieścią o dorastaniu – tyle, że rozgrywa się współcześnie. Opowiada o dwóch braciach i ich pasji – wyścigach samochodowych. Młodszy brat (w tej roli Raphaël Lacaille) będzie musiał szybko dorosnąć, kiedy jego wielka fascynacja i wzór – starszy brat Thomas (Jean-Sébastien Courchesne) poważnie ucierpi w wypadku. Widzowie podczas spotkania z reżyserem pytali m.in. o to, czy aktorzy którzy zagrali w „Jo jak Jonatan” są amatorami. – Można powiedzieć, że w moim filmie wystąpiła mieszanka: są tutaj ludzie, którzy jeszcze nigdy nie grali i są profesjonaliści, jednak nie ma tutaj aktorów, dla których byłby to inny film niż pierwszy. Nie lubię pracować z bardzo doświadczonymi aktorami, wszyscy starają się za bardzo naśladować Roberta De Niro – żartował reżyser. Inspiracją dla powstania filmu był okres dorastania twórcy, który podobnie jak bohaterowie filmu mieszkał na przedmieściach. – Oczywiście, w filmie jest temat samochodów, ale przede wszystkim chodziło o ukazanie braterskiej więzi, o pokazanie stawania się dorosłym – podkreślał Giroux, który wspólnie z widzami analizował niektóre ze scen, będąc ogromnie ciekawym interpretacji kilku wątków. – Generalnie w kinie bardziej interesuje mnie to, co nie zostało powiedziane niż to, co zostało wyartykułowane, bo to jest jakieś pole do wysiłku i do pracy – mówił reżyser. Film prezentowany był dotychczas m.in. na festiwalach w Reykjaviku i Locarno. Na 26. Międzynarodowym Warszawskim Festiwalu Filmowym prezentowany jest w konkursie Wolny Duch.

W piątek i w sobotę z festiwalowymi widzami spotkał się również reżyser dokumentu „Po prostu surfuj” („Keep Surfing”) – pochodzący z Niemiec Björn Richie Lob. W swoim pełnometrażowym debiucie, nad którym pracował 10 lat reżyser sportretował środowisko surferów, w tym także nestorów tego ruchu i pionierów surfingu rzecznego. – Tak się składa, że film i surfing to moje dwie wielkie pasje i bardzo się cieszę, że mogę je wykonywać jednocześnie (…) Większość lokalizacji, które pokazałem w filmie sam wypróbowałem jako surfer – powiedział na początku spotkania reżyser. Film początkowo powstawał z własnych środków reżysera, po 5 latach pracy udało mu się zdobyć dofinansowanie, m.in. z Bawarskiego Funduszu Filmowego (FFF Bayern). Reżyser w filmie pokazał m.in. miejsce na rzece Izerze, gdzie od ponad 20 lat w centrum Monachium ćwiczą surferzy. Początkowo było to nielegalne, jednak ponoć po obejrzeniu filmu autorstwa Björna Richie Loba burmistrz miasta dostrzegł w prezentowanym materiale wartości promocyjne i pozwolił na uprawianie tego sportu na własne ryzyko. Polskiej publiczności ogromnie spodobały się zdjęcia w filmie, połączone z dynamiczną muzyką a także duch rywalizacji towarzyszący prezentowanym na ekranie ewolucjom. Na 26. Międzynarodowym Warszawskim Festiwalu Filmowym obraz „Po prostu surfuj” prezentowany jest w sekcji Odkrycia – wizje współczesnego świata.

 

Marta Sikorska

11.10.2010