Dusza Hamleta. 50 lat pracy artystycznej Mariana Opani

10 października Marian Opania obchodzi 50-lecie kariery aktorskiej.

 

Przyszły aktor urodził się 1 lutego 1943 roku w Puławach. W wywiadzie z Ewą Jaśkiewicz z AKPA tak wspomina swoje dzieciństwo: – Pochodziłem z inteligenckiej rodziny, ale zbiedniałej. Mieliśmy w Puławach dużą kamienicę po dziadkach, otoczoną olbrzymim ogrodem, w którym rosło dosłownie wszystko, łącznie z chwastami. Jednym słowem, był to absolutnie angielski ogród (śmiech). Ale rodził wszystko w nieprzebranych ilościach – śliwki, jabłka, gruszki, wiśnie, orzechy. Babcia sadziła też warzywa. Po wojnie, z racji tego, że nasz dom był dość obszerny, dokwaterowano nam jakichś partyjnych, a może nawet byli to ludzie z SB. Pamiętam pana ze złotymi zębami, który siedział na zydelku i grał na organkach. Czasem dawał mi się pobawić swoim rewolwerem. Ja rąbałem mu drewno, żeby zarobić parę groszy. Podkreśla, że choć całe dorosłe życie mieszkał w Warszawie, a jego ojciec walczył w Powstaniu, wciąż czuje się puławiakiem.

 

W 1960 roku Opania zdawał egzamin na wydział aktorski PWST w Warszawie. Dostał się za pierwszym razem, otrzymał nawet stypendium naukowe. – Po pierwszym roku studiów, czerwienię się wypowiadając te słowa, ogłoszono, że narodził się „drugi Jaracz”. Szkołę skończyłem jednak bez wyróżnienia – mówił.

Role filmowe

Od jego debiutu scenicznego – roli Księcia Edwarda w sztuce „Edward II” Christophera Marlowe’a w reżyserii Stanisława Bugajskiego mija pół wieku, ale w filmie pojawił się dwa lata wcześniej. Jeszcze w trakcie studiów w szkole teatralnej, Andrzej Wajda zaangażował Opanię do niewielkiej roli Miśka w polsko-japońsko-niemiecko-włoskim filmie nowelowym „Miłość dwudziestolatków” (1962). Wspomina, że: przez tę rolę o mało mnie nie wyrzucili ze szkoły! Rektor Jan Kreczmar był bardzo ortodoksyjny. Nie wolno było występować w niczym poza szkołą teatralną. Nie tak jak teraz. Ponieważ jednak w filmie tym zagrała cała czołówka roku, musiałby rozwiązać rok. Tak więc nam się upiekło.

 

Pierwszą dużą rolę w kinie – w „Beacie” Anny Sokołowskiej (1964) – zagrał w tym samym roku, w którym ukończył studia. Jego bohater, licealista Olek, jest zakochany w koleżance z klasy (w tej roli młodziutka Pola Raksa), Beacie i gdy ta ucieka z domu, chłopak samodzielnie wyrusza na poszukiwanie. W kolejnych latach Opania grał drobne role w takich filmach jak „Westerplatte” Stanisława Różewicza (1967), „Stajnia na Salwadorze” Pawła Komorowskiego (1967), „Morderca zostawia ślad” Aleksandra Ścibora-Rylskiego (1968) czy „Lalce” Wojciecha Jerzego Hasa (1968). Z kolei w obyczajowo-sensacyjnym „Skoku” Kazimierza Kutza (1968) stworzył kapitalny pierwszoplanowy duet z Danielem Olbrychskim. Ich bohaterowie, po oblaniu matury dają się wciągnąć w intrygę kryminalną z pieniędzmi w tle. Bohater Opani, spokojniejszy i rozsądniejszy z dwójki, próbuje odwieść kumpla od przestępczej przygody. Reżyser filmu określił wówczas aktora jako Niepozornego facecika, od którego nie można oderwać wzroku, sam Opania zaś przyznawał, że z powodu swojej młodzieńczej postury, przez wiele lat był obsadzany w rolach żołnierzyków, harcerzyków i specjalistów od pierwszej miłości. Mając 28 lat grałem jeszcze 14-letniego Tomka Sawyera. Ról w teatrze dla mnie nie było – grywałem paziów. Jeszcze po trzydziestce kreowałem postaci młodzieńców.

 

Tuż przed 30-stką zagrał wchodzącego w dorosłe życie, początkującego aktora w filmie Antoniego Krauzego „Palec Boży” (1972). Tadek jest jakby rewersem Opani: nie zdaje kolejnych egzaminów do PWST, a występy w teatrze amatorskim każą mu kwestionować sens poświęcenia się aktorskiemu fachowi. Opania za „Palec Boży” otrzymał nagrodę na festiwalach w Koszalinie i Łagowie. Kolejną duża rolę zagrał u Janusza Zaorskiego, w jego „Awansie” (1974) na podstawie powieści Edwarda Redlińskiego pojawił się jako ambitny magister wracający po studiach z dużego miasta do rodzinnej miejscowości. W kolejnych latach Opania pojawił się między innymi w „Ocaleniu” Edwarda Żebrowskiego (1972), „Indeksie” Janusza Kijowskiego (1977), „Golemie” Piotra Szulkina (1979), „Dreszczach” Wojciecha Marczewskiego (1981).

Wkrótce otrzymał jedną ze swoich najważniejszych ról kinowych – redaktora Winkla w „Człowieku z żelaza” (1981) Andrzeja Wajdy. Podczas premiery odnowionego cyfrowo filmu wspominał: – Jest on słupem milowym w mojej karierze filmowej. Było przedtem może kilka takich słupków w rodzaju „Matury”, „Palca Bożego”, „Skoku”. Byłem w dość trudnym okresie przeistaczania się z młodego człowieka w już nieco podstarzałego, utytego i posiwiałego faceta i nie było dla mnie ról. Dwa lata posuchy. I nagle zjawił się spocony asystent Andrzeja Wajdy i zapytał, czy zagram w jego filmie. (…) Miałem grać redaktora Jabłonkę, fajną epizodyczną rólkę faceta, który nakręcił wypadki grudniowe. Po dwóch dniach, po obejrzeniu materiałów nagle dostaję telefon, że rola rozbudowała mi się do głównej. „To co, gram za Radziwiłowicza?”. „Za Zapasiewicza” (…) To było tak jakby niebo spadło mi na czoło.

 

Do końca dekady Opania pojawił się jeszcze między innymi w „Matce królów” Janusza Zaorskiego (1982), „Stanie wewnętrznym” Krzysztofa Tchórzewskiego (1983), „Kronice wypadków miłosnych” Andrzeja Wajdy (1985) oraz w „Piłkarskim pokerze” Janusza Zaorskiego (1988), jednej ze swoich najbardziej popularnych wśród widzów ról. Po przełomie 1989 roku pojawiał się w kinie rzadko – dwa razy zagrał u Feliksa Falka („Komornik” z 2005 i „Enen” z 2009), Filipa Bajona („Śluby panieńskie” 2010), Janusza Majewskiego („Mała matura” 2010), Andrzeja Wajdy („Wałęsa. Człowiek z nadziei” 2013). 10 października – w rocznicę scenicznego debiutu Opani – do kin wejdzie najnowszy obraz z jego udziałem, laureat Złotych Lwów, film „Bogowie” Łukasza Palkowskiego.

Role teatralne, serialowe, kabaret

Na początku kariery Marian Opania grał na deskach Teatru Klasycznego w Warszawie (1964-1971), potem przeniósł się do Teatru Studio (1971-1977), Teatru Kwadrat (1978), Teatru Komedia (1978-1981) i Teatru Ateneum (od 1981 roku). – Zakochałem się w teatrze dość późno przechodząc do Ateneum, które zawsze było moją wymarzoną sceną – mówił w „Rzeczpospolitej” w 2002 roku. Do jego najbardziej znanych ról należą Kubuś Fatalista w „Kubusiu Fataliście i jego Panu” wg Denisa Diderota w reżyserii Andrzeja Pawłowskiego (1993), Legender w „Śmierci Dantona” Georga Buchnera w reżyserii Kazimierza Kutza (1982), Dyndalski w „Zemście” Aleksandra Fredry w reżyserii Gustawa Holoubka (1990) oraz monodram „Moskwa-Pietuszki” Wienedikta Jerofiejewa w reżyserii Tomasza Zygadły (1992).

 

Do szerokiej publiczności trafił za pośrednictwem seriali. Grał już w nich na początku kariery – choćby w „Stawce większej niż życie” (1968), „Do przerwy 0:1” (1969), „Zmiennikach” (1986), ale przede wszystkim „Na dobre i na złe”, gdzie od 1999 roku kreuje postać profesora Zyberta, nauczyciela i mentora kolejnych bohaterów.

 

Występował też w kabaretach, często jako „Super Duo” z Wiktorem Zborowskim. – Mam duszę Hamleta, ale (…) widzowie lubią mnie w rolach charakterystycznych – komediowych. Ja jednak nie mam wizerunku komika (…) muszę popracować, żeby uzyskać efekt komediowy. Sam z siebie nie jestem zabawną postacią. Mam nadzieję, że się tego nauczyłem.

 

W 2003 roku Opania otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a w 2009 roku Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Do zawodu, który uprawia od pół wieku ma dystans, rzadko udziela wywiadów, nie bywa na salonach. Mawia, że drugi raz aktorstwa by nie wybrał. – To piekielny zawód. Ten permanentny ekshibicjonizm, wszystko na sprzedaż. Poza tym aktorstwo jest ulotne, trudno utrzymać się na szczycie. „Jesienna nuda” Mikołaja Niekrasowa albo „Łabędzi śpiew” – Antoniego Czechowa. Jest tam dla mnie rola. Stary aktor, grywał wielkich, a teraz nie chcą go, przemija. To sztuki o tym, że ciągle trzeba walczyć, nie można składać rynsztunku, bo gdy człowiek się podda, to najpierw umiera zawodowo, a za chwilę fizycznie. Aktorstwo jest ulotne.

 

Ola Salwa

09.10.2014