Dama w środku charakterystyczna

 

Ewa Wiśniewska. Fot. Marcin Kułakowski
Ewa Wiśniewska. Fot. Marcin Kułakowski

 

Rzadko która aktorka, tak jak ona, potrafi łączyć w sobie talent i urodę. Kiedy w latach 70. wystąpiła w tytułowej roli w serialu „Doktor Ewa”, niemal każdy z oglądających serial mężczyzn chciał zostać jej pacjentem. Jedna z najpopularniejszych aktorek teatralnych i filmowych obchodzi dziś 70. urodziny.

 

Uzdolnienia artystyczne zarówno ona, jak i jej siostra, również aktorka, Małgorzata Niemirska, odziedziczyła prawdopodobnie po rodzicach: ojcu – skrzypku i matce – choć z wykształcenia prawniku – pięknie tańczącej i śpiewającej.

„Piękne dziewczęta – na ekrany!”

Od dziecka obracałam się w świecie sztuki, stąd też planowałam zarówno studia aktorskie, jak również dekorację wnętrz w ASP. Moją miłością były jednocześnie równania algebraiczne z wieloma niewiadomymi i milionami nawiasów. Do dziś pozostała we mnie ciekawość niewiadomych. Zapewne dlatego lubię stawiać pasjanse. One pozwalają mi bezustannie rozwiązywać życiowe zagadki i wyzwalać się z chaosu, w którym tkwię na co dzień.

 

W 1959 roku, kiedy była uczennicą warszawskiego Liceum im. Narcyzy Żmichowskiej, zwyciężyła w konkursie „Piękne dziewczęta – na ekrany!”, zorganizowanego przez tygodnik „Film”.

Monolog z nożem

Kiedy na pierwszym roku warszawskiej szkoły teatralnej profesor Aleksander Bardini poprosił studentów o wybranie ulubionej postaci, Ewa Wiśniewska zaproponowała monolog z nożem Balladyny. Profesor spojrzał zdumiony na śliczną, jasnowłosą panienkę o niewinnym obliczu i zapytał: – Dziecko, na miłość boską, czemu ty wybierasz taki tekst? Na co ona, z ogniem w oczach, powiedziała – Panie profesorze, ja tylko tak wyglądam, a w środku to ja jestem charakterystyczna…

 

Na dużym ekranie po raz pierwszy pojawiła się trzy lata przed studiami, w 1956 roku, w „Kanale” Andrzeja Wajdy, gdzie grała epizodyczną rolę dziewczyny podającej wodę powstańcom.

„Nigdy specjalnie nie zabiegała o popularność czy uwielbienie”

W 1963 roku zagrała, u boku Andrzeja Łapickiego i Tadeusza Łomnickiego, w filmie Janusza Morgensterna „Życie raz jeszcze”. Kolejne filmy z jej udziałem to m.in.: „Prawo i pięść” Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego (1964), „Sam pośród miasta” Haliny Bielińskiej (1965), „Tylko umarły odpowie” Sylwestra Chęcińskiego (1969).

 

Nie zauważyłem nigdy, by specjalnie zabiegała o popularność czy uwielbienie, być może dlatego, że je po prostu miała. Nie brakowało jej ani propozycji zawodowych, ani ofert matrymonialnych – zauważył niedawno z uśmiechem dyrektor jej macierzystego Teatru Narodowego, Jan Englert.

 

Podziwiamy ją w filmach „Prawo i pięść”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”, „Dolina Issy”. Szczególne miejsce w jej aktorskiej karierze mają filmy wyreżyserowane przez Jerzego Hoffmana: „Ogniem i mieczem”, „Stara baśń” i „1920. Bitwa Warszawska”.

Aktorka wszechstronna

O tym, jak prawdziwą jest aktorką, jak nie ma problemów z oszpeceniem się dla potrzeb roli, świadczy nie tylko rola kniahini w „Ogniem i mieczem”, ale także następna, którą zagrała w „Starej baśni” – wiedźmy Jaruchy. Piękna kobieta pozwoliła zrobić z siebie straszydło dla dobra roli – mówił Jerzy Hoffman – i dodał: – Ewa jest aktorką bardzo wszechstronną, która do perfekcji opanowała niezwykle trudną sztukę – fantastycznie nosi kostium. Niesamowicie czuje styl i epokę. Kostium leży na niej olśniewająco.

 

Mamy sporo cech charakteru wspólnych i myślę, że to nas do siebie tak zbliża i wyjaśnia, dlaczego nasza przyjaźń trwa tyle lat. Ewa jest świetnym kumplem. Przede wszystkim cenimy pracę ponad wszystko. Jak się pracuje, to się pracuje. Nie ma ustępstw, zwolnień od reguły. Ewa pracuje na pełnych obrotach. Jest aktorką bardzo dociekliwą i poszukującą. Nieustannie szuka czegoś, co mogłoby wzbogacić jej role. To prawdziwa satysfakcja dla reżysera pracować z taką aktorką. Ona należy do pokolenia aktorów pracowitych, ale tę cechę jeszcze dodatkowo w sobie rozbudowała. Natomiast kochamy też życie – jak się bankietuje, to na całego, i podobnie jest z grą w brydża. Jesteśmy pasjonatami tej gry.

 

Zagrała w dziesiątkach filmów, z których największą popularność przyniósł jej serial „Doktor Ewa” i udział m.in. w „Stawce większej niż życie”. Ma na swoim koncie wiele kreacji królowych i heroin, stworzonych na deskach warszawskich teatrów. Występowała w komediach i dramatach, a za swe filmowe osiągnięcia otrzymała m.in. Złotą Kaczkę – nagrodę tygodnika „Film”. Za znakomitą kreację Róży, kobiety pełnej zmiennych nastrojów i nieustannej niepewności, którą stworzyła w filmie „Cudzoziemka” według powieści Marii Kuncewiczowej, otrzymała nagrodę na festiwalu filmowym w Gdyni. Niestety, film nie został wypromowany i przeszedł niemal bez echa.

„Nie czuję się gwiazdą”

Ewie Wiśniewskiej nieobce są zarówno role postaci historycznych, jak i kobiet współczesnych. W jednych i drugich czuje się znakomicie, czego dowodem są m.in. takie filmy, jak: „Lata dwudzieste, lata trzydzieste”, „Halo, Szpicbródka”, „Paciorki jednego różańca”, „Ucieczka z kina Wolność”. Potrafi być stanowcza, wyniosła, apodyktyczna, ale też pełna ciepła i wyrozumiałości, jak w serialu „Miasteczko”. Była okrutną Beatrice Cenci i silną królową Lwicą Calanthe w świecie elfów i krasnoludów w filmowym „Wiedźminie”. Koledzy aktorzy mówią o niej: – Jest jak rączy koń, żywokrwista, narowista. Niełatwa w pracy, bo ma silną osobowość, jasno sprecyzowane poglądy i potrafi walczyć o własną wizję granej postaci. Ale praca z nią to prawdziwa przyjemność, jak z każdym rasowym aktorem. Jest szalenie wytworna, o nieskazitelnych manierach, a przy tym serdeczna, promieniejąca uśmiechem i poczuciem humoru. Ewa Wiśniewska – piękna kobieta i świetna aktorka.

 

Nie czuję się gwiazdą i wręcz nie życzę sobie, by tak o mnie mówiono czy pisano – przyznała w jednym z wywiadów. – To słowo zostało dziś tak wyświechtane, że już nic nie znaczy. Jeśli o młodym człowieku, który nie wie, co na scenie zrobić z rękami i nogami, pisze się, że stworzył kreację i jest gwiazdą – to ja wolę pozostać tylko aktorką.

 

Jan Bończa-Szabłowski

 

25.04.2012