Forum Scenarzystów Polskich za nami

W piątek odbyło się w Warszawie IV Forum Scenarzystów Polskich. Ważną jego częścią był panel dyskusyjny scenarzystów i producentów.

 

– W polskiej kinematografii to PISF jest regulatorem rynku. Tworząc zasady tego rynku, możemy walczyć o jakość projektów: wpisywanie do umów kosztów researchu, podróży, dokumentacji. Wierzę , że podpisywanie umów między scenarzystą, a producentem powinno się odbywać przez agenta. Ale to wymaga ogromnej solidarności całego środowiska. Musimy doprowadzić do powstania związku zawodowego, bo tylko wtedy mamy szansę wynegocjowania pewnych standardów współpracy – zaczęła Joanna Kos-Krauze, szefowa Koła Scenarzystów SFP.

Historie oparte na doświadczeniu

– Ja jako producent marzyłbym o tym, że scenarzysta przyszedł do mnie i poprosił o wyjazd, bo pisze o danym mieście i chce tam pomieszkać. Ale nie spotykam się z tym od wielu lat – mówił Michał Kwieciński, szef Akson Studio. – Dlatego scenariusze są dosyć słabe, bo pisane z reguły w oparciu o pewne wyobrażenie, tak „z głowy”. Miłość jest z głowy, miasteczko na Śląsku – z głowy, wojna – z głowy. I to jest największą wada tych tekstów. Nie ma tam odzwierciedlenia wolności, możliwości podróżowania, otwarcia na świat – które przecież mamy.

Środowisko filmowe decyduje

– Po konsultacjach ze środowiskiem filmowym wprowadziliśmy zmiany w Programach Operacyjnych. Wcześniej byliśmy oskarżani o arbitralną ocenę projektów – tłumaczył Jacek Fuksiewicz, Pełnomocnik Dyrektora PISF ds. Produkcji Filmowej. – Od tej chwili przyznawanie pieniędzy będzie odbywało się na zasadzie samorządnej, na podstawie opinii przedstawicieli środowiska cieszących się największym zaufaniem. Oni są teraz liderami komisji eksperckich.

 

– Od zawsze staliśmy na stanowisku, że twórca powinien mieć jak najbardziej komfortowe warunki pracy i minimalizowaliśmy niesymetryczność układu między nim, a producentem – kontynuował. – Dlatego jesteśmy gotowi wprowadzić kolejne zmiany w naszych Programach, jeśli taka inicjatywa wyjdzie od środowiska.

Indywidualna umowa

– U mnie każda umowa scenarzysty jest indywidualna, nie ma żadnych reguł – podkreślał Kwieciński. – Dojście do scenariusza, na podstawie którego producent może załatwiać pieniądze, to potwornie długa droga. Dlatego trzeba szanować siebie jako partnerów: musimy wszyscy być otwarci na krytykę. Tymczasem scenarzyści bardzo szybko odpuszczają poprawki, bo uważają, że tekst jest genialny. Chciałbym namówić ich do bardziej zimnego traktowania tego zawodu. To jest normalna, bardzo ciężka praca, a nie nieustanna misja. Nie warto się obrażać, nawet jeśli duma jest urażona.

Potrzeba dopracowania

– Z naszego punktu widzenia wygląda to tak, że producent chwyta pierwszą lub drugą wersję scenariusza i idzie z tym do Instytutu. Potem na ekranie widać, że są to projekty niedopracowane. Czasem naprawdę niewiele trzeba poprawić, ale producent po prostu zbytnio się śpieszy. Być może trzeba by bardziej związać go z wynikami filmu, ilości widowni – zastanawiał się Jacek Fuksiewicz.

 

– W Polsce nie ma nawyku pracy nad scenariuszem – przyznał scenarzysta Grzegorz Łoszewski. – Już młodzi ludzie, którzy trafiają do zawodu, traktują go jako walkę o pierwszy draft. A przecież to dopiero początek pracy nad scenariuszem, czego wielu scenarzystów nie przyjmuje do wiadomości. Nawet robiąc wysublimowane kino, nie można się oderwać od realiów rynkowych.

 

Forum Scenarzystów Polskich było współfinansowane przez PISF – Polski Instytut Sztuki Filmowej.

 

Aleksandra Różdżyńska

13.12.2011