J. Stożek o "Poza zasięgiem"

Jakub Stożek. Fot. Marcin Kułakowski
Jakub Stożek. Fot. Marcin Kułakowski

 

Wywiad z Jakubem Stożkiem – reżyserem nagrodzonym Złotym Smokiem za najlepszy film krótkometrażowy na 50. Krakowskim Festiwalu Filmowym. Jego dokument „Poza zasięgiem” został także wyróżniony w Konkursie Polskim.

 

Co znaczy dla Ciebie nagroda zdobyta na 50. Krakowskim Festiwalu Filmowym? Jak podobała Ci się tegoroczna, jubileuszowa edycja festiwalu – co ciekawego widziałeś, jakie filmy Cię poruszyły? Czy bywałeś na poprzednich edycjach imprezy?

 

Nagroda zdobyta na Krakowskim Festiwalu Filmowym ma dla mnie znaczenie szczególne. Złoty Smok jest zaszczytem dla każdego filmowca, a dla mnie czymś zupełnie wyjątkowym, bo otrzymałem go w moim rodzinnym mieście podczas jubileuszowej edycji festiwalu. Na pokazach festiwalowych bywam co roku i za każdym razem odkrywam filmy głęboko zapadające w pamięć. W tym roku absolutnym faworytem była dla mnie „Deklaracja nieśmiertelności” Marcina Koszałki. Kino świetne warsztatowo i głęboko uniwersalne w wymowie. Sam autor nazywa ten film – filmem górskim, ale to tak jakby powiedzieć o „Lśnieniu” Kubricka, że jest horrorem. Film Marcina wymyka się łatwym klasyfikacjom. Intensywnie i wieloznacznie pokazuje problem przemijania, odchodzenia w niebyt, jednocześnie budując coś o co w kinie najtrudniej – tajemnicę.


Jak rozpoczęła się twoja przygoda z realizowaniem filmów? Skąd zainteresowanie dokumentem?

 

Filmy zacząłem realizować w szkole filmowej w Katowicach. Dokument jest świetną szkołą realizacji filmów w ogóle. Pozwala dotknąć prawdziwej tkanki życia, uczy wnikliwego obserwowania rzeczywistości, odróżniania prawdy od fałszu, pozy od szczerych emocji. Mam wrażenie, że wielu reżyserów próbuje kreować rzeczywistość, nie potrafiąc jej nawet obserwować i analizować, a to w zawodzie reżysera jest przecież niezbędne i tego uczy właśnie film dokumentalny.

 

W swoich wcześniejszych filmach, takich jak szkolna etiuda „Jestem” czy „Wszystko się ułoży”, podobnie jak w „Poza zasięgiem” dotykasz tematu rodziny, bliskości, trudności z odnalezieniem się w „zwyczajnym” życiu. Skąd zainteresowanie takimi „ciężkimi” tematami? Skąd umiejętność – jak w przypadku „Poza zasięgiem” – tak bliskiego podejścia do bohatera, zezwolenia ze strony  – w tym wypadku bardzo młodych osób –  na wejście w ich życie z kamerą?

 

Ja w ogóle myślę, że podział na tematy ciężkie i lekkie jest podziałem fałszywym. Nie liczy się temat, ale wnikliwość jego zobrazowania. Można temat miłosnego zauroczenia pokazać tak jak Haneke w „Pianistce” i można tak jak w wielu komediach romantycznych, gdzie wszystko jest do bólu przewidywalne, a bohaterowie są ulepieni z plastiku. W obu przypadkach temat filmu jest ten sam, ale głębia spojrzenia reżysera zupełnie inna. Jeśli chodzi o bliskość wobec bohatera to wydaje mi się to sprawą bardzo ważną, zwłaszcza w przypadku dokumentu. Podchodząc blisko z kamerą można wejść w rytm życia bohatera, oddychać jednym tempem. Niekiedy mam wrażenie, że autorzy filmów nie są nawet specjalnie zainteresowani filmowaną przez siebie historią. Ustawiają kamerę daleko od bohaterów, filmują coś udając, że ani ich, ani kamery tam nie ma i oczekują aż „coś się wydarzy”. Po co udawać, że nie ma kamery, ani ekipy skoro bohaterowie i widzowie wiedzą, że one tam są?

„Poza zasięgiem” współprodukowała firma Natalii i Marcina Koszałków – czy możesz opowiedzieć o tym, jak do tego doszło?

 

Znam się z Natalią i Marcinem od dłuższego czasu. Pochodzimy z tego samego miasta. Wcześniej byłem asystentem Marcina przy jego filmie dokumentalnym „Wyrok na życie”. Ukończyliśmy tę samą szkołę filmową, choć na różnych kierunkach. Kiedy zdokumentowałem już dokładnie temat swojego filmu, poprosiłem Natalię o pomoc produkcyjną. To było dla mnie być, albo nie być, bo wiedziałem, że bez wsparcia doświadczonego producenta i bez dofinansowania film nie powstanie.

Jak znalazłeś bohaterki „Poza zasięgiem”? Słyszałam, że początkowo miał to być zupełnie inny film? O czym chciałeś opowiedzieć najbardziej?

 

Początkowo miał to być film o człowieku, który po wyjściu z nałogu alkoholowego odbudowuje swoje relacje z najbliższymi. Bohaterem filmu miał być ojciec Karoliny i Klaudii i to przez niego poznałem dziewczyny. Szybko zorientowałem się, że filmu, w takiej postaci jak zamierzałem, nie zrobię, bo bohater nie był w stanie zdobyć się na szczerość przed kamerą. Zamiast dokumentu chciał, żeby powstała laurka na jego cześć. Odbyliśmy kilka szczerych rozmów, w których przekonywałem go, że szacunek widza zdobywa się nie poprzez pokazywanie siebie jako supermana i cudotwórcę ale przez odwagę jaką może wykazać się bohater w odsłanianiu swoich słabości i błędów. Przyznał mi rację, ale postawy nie zmienił.

Jak istotne jest znaczenie tytułu Twojego dokumentu? Czy bohaterki widziały film?

 

Bohaterki były jednymi z pierwszych widzów gotowego materiału. Bez ich zgody nie chciałem filmu pokazywać szerszej publiczności. Tytuł filmu nawiązuje do relacji między bohaterkami filmu, a ich matką, która pozostaje dla nich nieuchwytna. Tytuł ma też nawiązywać do tego czego w życiu pragniemy najbardziej – do rzeczy, które są właśnie poza naszym zasięgiem.

Chciałam zapytać o momenty realizacji, które zapamiętałeś jakoś szczególnie. Może historie, które nie znalazły się w filmie?

 

Jednym z najbardziej znaczących momentów był ten kiedy zobaczyłem, że początkowo oschła i wyrachowana postawa obu sióstr wobec matki jest tylko maską, pod którą kryją się niezwykle silne uczucia – tęsknota za bliskością matki, bezwarunkowa gotowość na wybaczenie wszystkich krzywd i nadzieja na poprawę wzajemnych stosunków w przyszłości.

Jak wygląda twój warsztat pracy jako dokumentalisty? Czy jest coś, czego byś nie zrobił w dokumencie? Gdzie twoim zdaniem przebiega granica ingerencji w życie bohatera?

 

Bardzo trudno tu generalizować. Każde uogólnienie jest niebezpiecznym uproszczeniem. Film dokumentalny jest pracą na prawdziwych emocjach prawdziwych ludzi. Reżyser powinien zawsze dobierać sposób działania do konkretnej sytuacji i konkretnego bohatera. Podstawową zasadą jest dla mnie nie krzywdzić bohatera. Granicy ingerencji w życie bohatera też nie da się określić. Ona za każdym razem leży gdzie indziej i za każdym razem reżyser musi ją sobie wyznaczać zgodnie ze swoim sumieniem i swoją wrażliwością.

Czy pracujesz nad czymś nowym?

 

Pracuję jednocześnie nad kolejnym filmem dokumentalnym oraz scenariuszem do filmu fabularnego. Obie rzeczy są jednak w dość wczesnym stadium realizacji, więc nie chciałbym więcej zdradzać, żeby nie zapeszyć.

 

Rozmawiała Marta Sikorska

21.06.2010