Jubileusz Jadwigi Barańskiej

21 października Jadwiga Barańska kończy 80 lat.

Aktorka urodziła się w 1935 roku w Łodzi. Zdawała na wydział aktorski, ale za pierwszym razem się nie dostała. – Poszłam do zakładów dziewiarskich. To były stalinowskie czasy, ktoś napisał na mnie anonim. „Dziecko, żebyś się nie odzywała. Wysłuchaj i przeproś. A jak będziesz szła na studia, to ja ci napiszę opinię” – miałam mądrego przewodniczącego Rady Zakładowej, pana Sobisia, który tak właśnie radził mi, zanim stanęłam przed czerwonym stołem. Mija 25 lat, jest po premierze „Nocy i dni”. Dostaję list: „Nie wiem, czy pani mnie pamięta?” – pisze pan Sobiś. Odpisałam mu: „Ja pana nie tylko pamiętam, ja zawdzięczam panu życie!” – opowiadała w rozmowie z „Super Expressem”.

W 1958 roku ukończyła PWST w Łodzi, w tym samym czasie zadebiutowała przed kamerą w niewielkiej roli w „Żołnierzu królowej Madagaskaru”. – (…) grałam kwiaciareczkę, a na planie poznałam Ignacego Gogolewskiego. Potem zagrałam z nim 7 dużych ról – wspominała aktorka w jednym z wywiadów. Zagrała w sumie w siedmiu filmach kinowych i dwóch telewizyjnych, a już jej druga rola, w dramacie historycznym „Hrabina Cosel” w reżyserii męża, Jerzego Antczaka (1968) przyniosła jej ogromną sławę, a także egzotyczną nagrodę – Złotego Apsara na festiwalu w Phnom Penh w Kambodży. Laur dotarł do niej dopiero po latach – Ktoś z naszej placówki dyplomatycznej ją odebrał, ale gdy weszli Rosjanie, została zakopana w ziemi na 5 lat. Potem przemycono ją do Polski… – opowiadała.

Akcja filmu, zrealizowanego na podstawie powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego, toczy się na początku XVIII wieku. Tytułowa hrabina zjawia się na dworze odsuniętego od tronu Augusta Mocnego (w tej roli Mariusz Dmochowski). Zostaje kochanką króla, wdaje się też w polityczne intrygi, prowadzące do jej ostatecznego upadku. Barańska wspomina, że duży kłopot podczas pracy nad filmem sprawiały jej sceny jazdy konnej, której uczył jej Daniel Olbrychski, grający szwedzkiego króla Karola XII. Film oraz serial „Hrabina Cosel” odniósł ogromny sukces.

Barbara Niechcic i inne damy

Siedem lat później Jadwiga Barańska zagrała jedną z najwybitniejszych postaci w polskim kinie – Barbarę Niechcic w adaptacji „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej (1975). Realizacja miała ogromny rozmach, okres zdjęciowy obejmował ponad 400 dni, z których powstał czterogodzinny film kinowy oraz ośmiogodzinny serial telewizyjny. – To gigantyczne, monumentalne, niemal samobójcze przedsięwzięcie. Na pięć lat odszedłem wówczas z telewizji, by je zrealizować. – mówił po dekadach reżyser Jerzy Antczak (w rozmowie z portalem www.audiowizualni.pl). Z kolei Barańska tak wspomina początki pracy nad filmem: – Gustaw Holoubek czytał cudownie tę książkę w radiu. Mnie się to ogromnie podobało, bo ta książka zawiera wiele myśli ponadczasowych. Zwróciłam uwagę męża, co mi się zdarzyło raz jeden, że byłoby dobrze, gdyby on się tym zainteresował. Nie tylko dlatego, że ja bym chciała grać tę rolę, ale miałam nosa, że całość jest godna uwagi. Okazało się, że miałam rację i sama znalazłam dla siebie rolę.

Na ekranie obserwujemy sześćdziesiąt lat z życia Barbary i, jak wspomina aktorka: – czasem rano grałam młodą Barbarę, po południu starą. Barańska otrzymała za swoją rolę Srebrnego Niedźwiedzia za festiwalu w Berlinie, nagrodę na festiwalu w Gdyni, a także Diamentowe Lwy dla najlepszej aktorki z okazji 40. edycji tej ostatniej imprezy. Film był nominowany do Oskara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Zapytana o to, czy zastanawiała się, jakie są dalsze losy książkowej i filmowej Barbary Niechcic, Barańska odpowiadała: – Nie. Na tym polega tajemnica tej sztuki i książki. To już nie jest ważne, jak się potoczą. Co się może w jej życiu dalej stać? Nic wielkiego. Mogła żyć przy dzieciach swoich i przy jednym dożyć swoich ostatnich dni.

Antczak wielokrotnie podkreślał, że „Noce i dnie” były źle traktowane przez komunistyczne władze i choć on sam nie doznał prześladowań i otrzymywał środki na realizację filmów, to w 1979 roku razem z Jadwigą Barańską wyemigrował do USA. – Jadzia była w bardzo trudnej sytuacji. Aktorka u szczytu sławy stanęła przed trudnym wyborem – mogła kontynuować wspaniałą karierę w kraju lub jechać w nieznane za mężem. Podjęła niezwykłą decyzję i pożegnała się z aktorstwem, ani na chwilę nie przestając się uśmiechać, z wysoko podniesioną głową – opowiadał po latach Antczak.

Przed wyjazdem aktorka zagrała jeszcze w melodramacie „Trędowata” w reżyserii Jerzego Hoffmana na podstawie powieści Heleny Mniszkówny (1976) oraz w amerykańsko-hiszpańskim „Nido de Viudas” Tony’ego Navarro (1977). Para Antczak-Barańska zrealizowała w Polsce wspólnie jeszcze jeden film: „Chopin. Pragnienie miłości” (2002). Barańska zagrała matkę Chopina, współpisała scenariusz, pracowała też z obsadą. – Pracowałam z nimi. Aktorstwo jest przecież moim zawodem. Dużo ćwiczyliśmy, mieliśmy próby jak w teatrze. Mąż nakreślił tylko ogólny zarys tego, w jakim kierunku to wszystko ma pójść. Potem była ogromna praca – żeby te role pasowały do siebie, żeby każdą rolę właściwie poprowadzić, żeby znaleźć punkt kulminacyjny, żeby się zmieścić w 74 dniach zdjęciowych. To była ogromna odpowiedzialność. Ja miałam już doświadczenie – “Noce i dnie” kręciliśmy dwa lata, 440 dni zdjęciowe. Wiedziałam jak ich przygotować do rozłożenia energii. Aktorska strona filmu to jakby moje dziecko. – wyjaśniała aktorka w rozmowie z Magda Voigt w 2002 roku.

Role w teatrze i w telewizji

Jadwiga Barańska zaraz po studiach związana była z łódzkim Teatrem Klasycznym (do 1966 roku), następnie przeniosła się na sześć sezonów do Teatru Polskiego w Warszawie. Zagrała też w ponad dwudziestu spektaklach telewizji między 1961 a 1996 rokiem. Była Lavinią w „Żałoba przystoi Elektrze” Eugenie O’Neilla, Madmoiselle w „Asmodeuszu” Francois Mauriaca, napisała i współwyreżyserowała też w 1996 roku „Cezara i Pompejusza”.

Zapytana o to, czy nie tęskni za aktorstwem, odpowiedziała: – Nie! Zupełnie nie. Może dlatego, że grałam tak różne role, że dzisiaj jest to prawie niemożliwe. A ja się czuję spełniona. Wiem, że teraz się narażę swoim kolegom, ale uważam, że aktor powinien grać na scenie 20 lat najwyżej.

21.10.2015