Jubileusz Mariana Kociniaka

Marian Kociniak
Marian Kociniak. Fot. Marcin Kułakowski, PISF

 

Mimo, że wielką popularność dał mu film, zawsze czuł się przede wszystkim aktorem teatralnym. Dlatego właśnie 75. urodziny przypadające 11 stycznia obchodził na deskach warszawskiego Teatru Capitol w sztuce „Gotowane głowy”. Tę świetną, przewrotną, czarną komedię czeską Marka Horoščaka przygotowała, młoda reżyserka filmowa Kinga Dębska.

 

Przezabawna historia małżeństwa 60-latków (Kociniakowi partneruje tu Magda Zawadzka), w których życie dość nieoczekiwanie wpadła śliczna nastolatka, kończy się masakrą w stylu Tarantino…

 

Kociniak – który czuje się w tej komedii jak ryba w wodzie –  przyznaje, że na aktorstwo był skazany. Sprawdzał się w nim już w dzieciństwie. 

 

Jestem chłopak z Dolnego Mokotowa – mówił w jednym z wywiadów. – Mieszkałem przy Łazienkach, na Bończy, ulicy, której dziś nie ma. W okolicy było sporo męt społecznych. Panowała straszna bieda. Ojciec kupował tytoń i gilzy i robił papierosy. a ja je sprzedawałem. Jeszcze przed okupacją biegałem po ulicy i krzyczałem: papierosy swej roboty. Papierosy! To były zaczątki mego aktorstwa

 

Jest absolwentem warszawskiej PWST. Jednym z jego profesorów był słynny Ludwik Sempoliński. To on nauczył go miłości do piosenki i estrady. Od 1959 roku przez niemal pół wieku grał na deskach Teatru Ateneum, gdzie pojawiał się w najistotniejszych jego sztukach. To z myślą o nim, jak sam twierdził, Ronald Harwood napisał sztukę „Herbatka u Stalina”. Często występował w Teatrze Telewizji, m.in. w „Łuku Triumfalnym”, „Moskwie Pietuszkach”, „Elegii dla jednej pani”, „Igraszkach z diabłem” oraz w spektaklu „Coś w rodzaju miłości”. Występował również w Kabarecie Starszych Panów. Przez lata był podporą magazynu „60 minut na godzinę”.

 

W filmie Marian Kociniak debiutował w „Niewinnych czarodziejach” gdzie zagrał niewielki epizod. Potem był znany obraz „O dwóch takich, co ukradli księżyc” i „Czerwone berety”. W filmografii liczącej niemal 50 pozycji są m.in. takie obrazy jak „Chudy i inni”, „Bariera”, „Dzięcioł”, „Janosik”, „Jan Serce”, „Danton”, „CK. Dezerterzy”, „Pan Tadeusz” czy „Ostatnia akcja”. Największą popularność przyniosła mu główna postać serialu „Jak rozpętałem II wojnę światową” w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego.

 

Franciszek Dolas to była rola bliska cwaniakowi z Dolnego Mokotowa. Nie musiałem się więc specjalnie naginać -mówił przed rokiem. – Dziś już nie umiałbym zagrać tak w trzy karty. Nie ta sprawność rąk. Ale kiedyś – i owszem. Rola Dolasa przyniosła mi ogromną satysfakcję i wielką popularność. Film jest zabawny. Najlepszy dowód, że chodzi w telewizji na okrągło, a Polonia amerykańska zażądała pokolorowania, co wiele kosztowało. Jednocześnie praca mnie zmęczyła. Kręciliśmy z półtora roku. Zaplanowaliśmy jeden film, a wyszły trzy serie. Dolas zwiedzał niemal cały świat. My głownie Związek Radziecki. Tam było wszystko. Sahara też. Przyjemność polegała na tym, że pojechałem do Jałty, a zanim nastąpił pierwszy klaps upłynęły trzy tygodnie. Wziąłem żonę, leżeliśmy sobie na plaży. Opalaliśmy się.  

 

Swym znawstwem i miłością do kina dzielił się na falach radiowej „Trójki”. Tam wraz z Andrzejem Zaorskim tworzyli parę jako Maniek i Jędrek w cyklu „Para-męt Pikczers, czyli kulisy srebrnego ekranu”. Każdy odcinek zaczynał się od dialogu „Fajny film wczoraj widziałem” „Momenty były?” „No masz…”.

 

W 2003 roku podczas VIII Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach Marian Kociniak odcisnął dłoń na Promenadzie Gwiazd. W kwietniu 2010 z okazji 50 lecia pracy artystycznej trafił do księgarń wywiad-rzeka z aktorem pt. „Spełniony”. 

 

Jan Bończa-Szabłowski

12.01.2011