Kino niepokorne w Zwierzyńcu

To już półmetek 11. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Obok retrospektyw kina światowego organizatorzy przygotowali wiele spotkań z kinem polskim i jego twórcami.

 

W cyklach „Polskie kino w perspektywie Szkoły” oraz „Indeks Filmówki”, przygotowanych z okazji 60-lecia łódzkiej PWSFTviT, zwierzynieccy widzowie oglądają etiudy szkolne dziś już uznanych reżyserów, a także ich najnowsze filmy fabularne. Pokazane zostały już: „Wenecja” Jana Jakuba Kolskiego, „Jestem twój” Mariusza Grzegorzka (pokaz połączony był z prezentacją szkolnego filmu „Krakatau” tego twórcy z roku 1986). W najbliższych dniach widzowie obejrzą jeszcze „Cudowne lato” Ryszarda Brylskiego i „Fundację” Filipa Bajona.

 

Polskie kino, także filmy należące już do klasyki, prezentowane jest na zwierzynieckim festiwalu również w cyklach „Kłopoty z Witkacym” i „Elegia dla konia”. W pierwszej z tych prezentacji, obok filmów pełnometrażowych, takich jak „Gwiazda Piołun” Henryka Kluby z 1988 r., „Maskarada” Janusza Kijowskiego z 1986 r. czy „Pożegnanie jesieni” Mariusza Trelińskiego z 1990 r., pojawiły się krótkie metraże inspirowane Witkacym i opowiadające o jego życiu.

 

W „Elegii dla konia” – prezentacji filmowych portretów tego jednego z najbliższych człowiekowi zwierząt – polską kinematografię reprezentują filmy „Lotna” Andrzeja Wajdy z 1959 r. oraz „Pograbek” Jana Jakuba Kolskiego z 1992 r. Ciekawostką jest prezentacja filmów krótkich opowiadających o koniach – wśród ich autorów znaleźli się m.in. Witold Giersz, Jacek Bławut i Grzegorz Królikiewicz.

 

Szeroką prezentacją najnowszych dokonań polskiego kina jest także cykl „W polskim obiektywie”. Obok fabuł m.in. Pawła Borowskiego („Zero”), Macieja Ślesickiego („Trzy minuty. 21:37″) czy Gerwazego Reguły („Droga do raju”) i dokumentów – „Beats of Freedom. Zew wolności” Leszka Gnoińskiego i Wojciecha Słoty czy „Pomału” i „H2O” Tomasza Wolskiego swoje filmy zaprezentowały reżyserki: Kinga Dębska („Hel”) oraz Dagmara Drzazga (dokumenty „Pekin 2008″ oraz „Lech Majewski. Świat według Bruegela”). Obie autorki spotkały się w Zwierzyńcu z publicznością po projekcjach swoich filmów.

 

W środę spotkali się z gośćmi zwierzynieckiej imprezy również bohaterowie i współtwórcy prezentacji pod wspólnym tytułem „Seans z…”. Cykl ten w tym roku przedstawił sylwetki dwóch niepokornych, będących poza głównym nurtem kina twórców – autora niezależnych produkcji a także aktora Lecha Mackiewicza i dokumentalisty Henryka Dederki.

 

Pierwszy z tych twórców nie dotarł do Zwierzyńca – zamiast niego publiczność mogła spotkać się z przyjaciółmi reżysera – aktorami pojawiającymi się m.in. w jednej z realizacji, której projekcja poprzedziła spotkanie – „To tu, to tam” z 2002 r. O współpracy z Mackiewiczem, atmosferze na planie i związkach koleżeńsko-rodzinnych między ekipą opowiedzieli Wenanty Nosul i Lech Dyblik.

 

– Opowiedzieć o tym, jak robić filmy offowe to tak, jakby opowiedzieć, jak kupić mały bank. Najpierw trzeba kupić duży i poczekać. Musisz mieć duży dom, sprzedać, zrobić jeden film, kupić mniejszy dom, zrobić film, sprzedać dom, kupić mniejszy, a później się zostaje bezdomnym. Tak się robi filmy – rozpoczął spotkanie Nosul. Obaj aktorzy opowiadali o tym, jak po powrocie z emigracji w połowie lat 90-tych Lech Mackiewicz zaczął realizować swoje pomysły i jak trafili do filmu „Krok” Marka Piwowskiego. Prowadzący spotkanie Grzegorz Pieńkowski podkreślił, że publiczność ma możliwość zetknięcia się z prawdziwymi legendami polskiego kina offowego (pierwszy film – „Rozwód, czyli odrobina szczęścia w miłości” powstawał w roku 1996), dziś już aktorami chętnie zatrudnianymi przez filmowców z głównego nurtu kina czy przez realizatorów seriali. Organizatorzy LAF-u, prezentacją 4 tytułów z filmografii Mackiewicza mają nadzieję, jak piszą w festiwalowym katalogu, rozpocząć penetrację nurtu polskiego kina określanego jako off (…) To początek odkrywania rodzimego kina i twórców, którzy mają coś do powiedzenia i robią to w sposób niebanalny.

 

W środę wieczorem spotkał się z publicznością twórca filmów fabularnych i dokumentalnych Henryk Dederko. W Zwierzyńcu widzowie mogli obejrzeć m.in. jego realizacje takie jak „Wyłap”(1982 r.), „Incognito” (1988 r.) czy „Byłem bóstwem Shinto” (1998 r.) oraz najnowszą produkcję – „Witajcie w mroku” (2009 r.). Film ten prezentuje środowisko uczestników imprez odbywających się cyklicznie jako Castle Party w Bolkowie. Po projekcji dokumentu widzowie podczas trwającego niemal godzinę spotkania pytali reżysera m.in. o to, jak trafił na bohaterów swojej historii i jak film ten został przez nich odebrany. Spotkanie z reżyserem poprowadził Wojciech Kałużyński.

 

– Konsultant tego filmu męczył mnie przez 10 lat, że istnieje coś takiego, jak subkultura gotyku i opowiadaliśmy o tym projekcie różnym producentom, którzy uciekali na drzewo przed takim tematem (…) większość bohaterów znalazłem przez Internet (…) Są to autorzy stron (…) oni bez przerwy starają się coś nowego odczuć – to tacy kolekcjonerzy przeżyć – zwierzał się publiczności Dederko.

 

Zapytany o to, czy uważa swoich bohaterów za osoby normalne z prostotą odparł – To tak jak z nami – trudno powiedzieć (…) Oni traktowali mnie trochę jak nienormalnego. Dlatego, jak opowiadał Dederko, goci pozwolili mu na pokazanie siebie tak otwarcie i prawdziwie.

 

– Pana bohaterowie pragną wyjść poza siebie – nakręcił pan film o harcerzu, który odbudowywał Warszawę, kiedy ona była już odbudowana, nakręcił pan film o zapaśniku, który na rencie zajął się sumo i wyjechał do Japonii na Mistrzostwa Świata. Nakręcił pan film o facecie, którego w domu dziecka symbolicznie adoptowała znana hollywoodzka aktorka i on przez całe życie, a został mechanikiem, robił sobie zdjęcia ucharakteryzowany na różne znane osoby. Cały czas szuka pan w ludziach czegoś, co powoduje, że chcą oni wyjść poza własną kondycję. Czy coś takiego jest? Robi pan to świadomie? – pytał prowadzący spotkanie. – Świadomie. Istnieją ludzie, którzy uważają, że są dopiero pewną propozycją, prefabrykatem, czymś słabo, mętnie zarysowanym, które trzeba skonstruować. To się udaje, ale potem nie można się zatrzymać – następna kreacja, następna iluzja, następne wcielenie. I życie zamienia się w sen. Tak jak dziewczyna zmienia fryzury, tak oni zmieniają tożsamości. Jest pogoń za odmiennymi stanami świadomości – mówił reżyser.

 

W filmie „Witajcie w mroku” pojawiają się także naukowcy – jednym z narratorów jest dr Jan Witold Suliga – Użyłem tej postaci do tego, żeby pokazać ludzkie wyobrażenie o normalności, o normalności własnej, o normalności którą uzyskam (…). To wszystko, mimo że wygląda dość odjechanie, racjonalizuje się, staje się ofertą dla dość dużego rynku. Rynek nieboszczyków, rynek gotycki i rynek nas wszystkich – uzależnionych od wszystkiego – konstatował Dederko.

 

11. Letnia Akademia Filmowa potrwa w Zwierzyńcu do 15 sierpnia.

12.08.2010