Laureaci Konkursu Prelegentów

Podczas 11 Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu odbywał się Ogólnopolski Konkurs Prelegentów Filmowych. 14 sierpnia poznaliśmy jego laureatów.

 

Ośmiu młodych pasjonatów kina (najmłodszy uczestnik konkursu urodził się w 1990 roku) przedstawiało przed seansami filmy takie jak „Gorzkie mleko” Claudii Llosy, „Liban” Samuela Maoza czy „Bonnie i Clyde” Arthura Penna. Spośród nich Jury i publiczność wybrała najlepszych.

 

Ogólnopolski Konkurs Prelegentów Filmowych 2010 został dofinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Przed ogłoszeniem wyników jeden z organizatorów Konkursu Maciej Gil – Przewodniczący Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych poprosił o zabranie głosu przedstawiciela PISF – Jacka Fuksiewicza. – Zabieram głos z satysfakcją i wzruszeniem. Otóż z satysfakcją dlatego, że konkurs jest świetnie zorganizowany, a wszystkie prelekcje uczestników konkursu miały bardzo wysoki poziom. Ze wzruszeniem zaś dlatego, że zaczynałem od klubów filmowych (…). Jako krytyk i prelegent byłem zapraszany do klubów dyskusyjnych w całej Polsce. I stąd, z własnego doświadczenia wiem, jak ważna jest dobra prelekcja. Taka, która informuje o podstawowych faktach dotyczących reżysera, jego twórczości, prądów w jakich dany film się lokuje, broń Boże bez streszczania filmu, podpowiadania jakichś tropów interpretacyjnych (…). Gratuluję raz jeszcze organizatorom, uczestnikom i zwycięzcy tego konkursu.

 

Nagrodę Publiczności otrzymał Piotr Wojtanek za prelekcję przed filmem „Biała wstążka” Michaela Haneke. – Jest to dla mnie wielkie wyróżnienie. Nigdy nie miałem okazji wygłaszać prelekcji przed tak wymagającym audytorium (…). Ta nagroda pokazuje mi, że to co robię ma sens. Dziękuję za zachętę do dalszej pracy – powiedział.

 

 

Jury przyznało dwa równorzędne wyróżnienia – pierwsze otrzymała Edyta Kaszyca za prelekcję przed filmem „Jaśniejsza od gwiazd” w reż. Jane Campion. Drugie natomiast przypadło Agnieszce Niezgodzie za prelekcję przed filmem „Gainsbourg” autorstwa Joanna Sfara.

 

Nagrodę Główną Ogólnopolskiego Konkursu Prelegentów Filmowych 2010 otrzymał także Piotr Wojtanek. Jury przyznało ją jednogłośnie, co podkreślił Marcin Jauksz – przewodniczący Jury i  ubiegłoroczny laureat.

 

Mieliśmy okazję porozmawiać z nagrodzonym prelegentem o tym, jak przygotowywał się do konkursowego występu, o wyborze filmu i zdobytym podczas LAF-u doświadczeniu.

 

PISF: Jak wygłasza się zwycięską prelekcję? Czym zjednałeś sobie Jury i publiczność?

 

Piotr Wojtanek: Nie ma takiej recepty, nie wiem, jak to się robi – ja chciałem to zrobić dobrze. Tak naprawdę postawiłem sobie jeden cel przed tą prelekcją – żeby wzbudzić zainteresowanie. Nagroda Publiczności pokazała najlepiej, że to mi się udało uzyskać. Czym? Może głosem, może też sobą i pokazaniem, że duże znaczenie ma oczywiście słowo, ale też w jaki sposób jest mówione.

 

Jak dowiedziałeś się o Ogólnopolskim Konkursie Prelegentów Filmowych?

– To długa historia. Przez Maćka Gila – Przewodniczącego Polskiej Federacji DKF-ów. Spotkaliśmy się przy Wałeckim Festiwalu Filmu i Sportu i tam się poznaliśmy. Przy jednym ze spotkań – dyskutowaliśmy całą noc – tak zachwalał Zwierzyniec i Akademię Filmową, mówił o konkursie. Dowiedział się też, że jestem prelegentem, więc zaprosił mnie tutaj. Przemyślałem to wszystko – tak to fajnie opowiedział, z emocjami i fascynacją, więc, wspólnie z żoną podjąłem decyzję, że warto w tym wziąć udział. Zadzwoniłem do Maćka, wysłałem swoje zgłoszenie. Jestem tu po raz pierwszy i mam mnóstwo pozytywnych wrażeń.

 

Dlaczego wybrałeś do konkursowej prelekcji „Białą wstążkę” – film tak niejednoznaczny? Co o tym zadecydowało?

 

– W sumie dwie rzeczy: film widziałem, bardzo go lubię i cenię, uważam że to jeden z lepszych filmów, jakie ostatnimi czasy widziałem. To po pierwsze. Po drugie, tak jak powiedziałaś – film jest niejednoznaczny, nie ma tam prostych odpowiedzi. To jest film idealny wręcz do DKF-u. Prowadzę DKF w Wałczu i wygłosiłem przed tym filmem inną prelekcję niż tutaj, totalnie inną. Taka dyskusja towarzyszyła temu pokazowi, że gdy zobaczyłem „Białą wstążkę” na liście tutaj to nawet się nie zawahałem. Film nie może być, jak ja to nazywam „podsuwaniem pod nos” odpowiedzi. Reżyser nie powinien wszystkiego pokazywać w kategoriach białe-czarne, ten jest dobry, ten zły. W prelekcji nie ma prostych pytań i prostych odpowiedzi i to jest genialne, że ten film można rozumieć, interpretować na tyle sposobów, jak i dyskutować o nim; dlatego go wybrałem, po prostu.

 

Jak sądzisz – co najbardziej spodobało się w twojej prelekcji?

 

– Dyskutowaliśmy o tym ze znajomymi, także potem i z członkami Jury. Powiedzieli mi jedną rzecz – co jest bardzo ważne, że od momentu kiedy wstałem, chwyciłem mikrofon, było widać, że robię to, co lubię. Ponoć barwa głosu, ta pewność siebie, tonacja, stopniowanie głośniej – ciszej i nie wszystko na jednej fali; ja na przykład lubię robić przerwy, nie boję się tego robić. Wiem, że cisza jest ważna w mojej prelekcji i w mowieniu o „Białej wstążce” ta cisza była wręcz potrzebna. Ważne zapewne było i to, że lubię kontakt z publicznością, lubię patrzeć ludziom w oczy, kiedy mówię. Myślę, że to odczuli, że nie wygłaszam czegoś „z ambony”, że mówię pewnie, nie boję się mikrofonu.

 

Pracujesz jako prelegent. Co udział w tegorocznej Akademii wniesie do twojego warsztatu?

 

– Miałem okazję zobaczyć osoby, o których wiedziałem, których do tej pory czytałem recenzje – na stronach czy też w różnych publikacjach. Można powiedzieć, że w swojej pracy jako prelegent wzorowałem się, czy też korzystałem z ich dorobku. Teraz miałem okazję zobaczyć ich na żywo – kto jak mówi, jak to jest odbierane. Pewne rzeczy na pewno wzbogacą mój warsztat – chciałbym, w miarę możliwości, coraz szerzej poznawać historię kina. Poznałem tez pewne niuanse, negatywne aspekty – wiem, czego będę starał się unikać. Miałem okazję zobaczyć fachowców i profesjonalistów w swojej dziedzinie, którzy siedzą w tym od lat. To dla mnie było duże przeżycie. Zobaczyć ich przy pracy, jak oni to robią – więc mogę ściągać od najlepszych i eliminować to, co jest złe.

 

Czy można mówić o istnieniu „prelegenta idealnego”? Jak powinien mówić, jakie cechy powinna mieć taka osoba?

 

– Ależ nie ma takich osób. Powiem tak – można dążyć do ideału, jest kilka sposobów mówienia. Ja na przykład przeżywam wystąpienie i film emocjonalnie – jeśli coś mnie zapali to od razu to słychać, nie potrafię tego odłączyć. Przygotowując się do tworzenia DKF-u przebrnąłem przez pewne publikacje, jak to wygląda, jak mówić – nie ma jednoznacznej recepty na to. Myślę, że pokazanie, że się zna film, reżysera – ja mam swoisty warsztat, na nikim się nie wzoruję. Sam buduję warsztat prelegenta. W znacznej części unikam głównych recenzji, do których każdy może zajrzeć – z popularnych portali filmowych. Każdy może tam zajrzeć. Ja szukam, grzebię w innych opiniach – np. blogerów. Najczęściej czytam opinie ludzi, które są dołączone do głównej recenzji i to jest dla mnie czasami bardziej wartościowe, bo tam są czyste emocje. Sztuką jest połączenie profesjonalnej krytyki filmowej na wysokim poziomie z emocjami, z podejściem wychodzącym „z serca”.

 

Wspominałeś, że aktywnie działasz w ruchu Dyskusyjnych Klubów Filmowych.

 

– Od przeszło roku prowadzę DKF, mamy spotkania raz w miesiącu. Na razie ta idea chwyciła. Działamy przy Wałeckim Centrum Kultury, gdzie pracują genialne osoby, które dużo pomagają mi w tym, co robię. Zaczynaliśmy z niepokojem, czy to chwyci w Wałczu, małym miasteczku. Ale chwyciło, mam taką stałą grupę klubowiczów, 30-40 osób, które przychodzą na te spotkania. Mamy grono, które przychodzi i żywo dyskutuje, czasem długo i burzliwie. Mam nadzieję, że ta nagroda jest też dla nich po części takim wyróżnieniem, że mi zaufali. Nie mogę się doczekać pierwszego po wakacjach spotkania z nimi i powiedzenia, że dzięki też nim, „trenowaniem” z nimi ta nagroda. To po części zasługa moich klubowiczów. Może będziemy robić nasze spotkania częściej, albo w innej formie – po tym LAF-ie mam mnóstwo pomysłów, zobaczymy. Wyjeżdżam ze Zwierzyńca ze sporym doświadczeniem jako prelegent – także dzięki warsztatom, ale nie tylko – dowiedziałem się, co warto pokazać, jakie filmy są super.

 

Obok działalności DKF-u organizujesz też Wałecki Festiwal Filmu i Sportu – jak doszło do zorganizowania tej imprezy?

 

– To fajna historia. Na zaproszenie mojego DKF-u przyjechał do Wałcza reżyser Janusz Zaorski. Na spotkaniu była pełna sala, świetna dyskusja. Reżyserowi tak spodobała się nasza miejscowość, że zaproponował, żeby zorganizować jakiś festiwal. Filmu i Sportu – bo, można powiedzieć, Wałcz sportem stoi – jest tutaj m.in. Centrum Przygotowań Olimpijskich (…). Tym się reżyser zainspirował i zwykłe rozmowy przerodziły się w fajny pomysł, znaleźli się ludzie, znalazły się pieniądze. Oprócz filmów fabularnych – takich jak kultowy „Piłkarski poker” czy „Boisko bezdomnych” w programie znalazły się polskie filmy dokumentalne o sporcie. Festiwalowi towarzyszyło sporo wydarzeń bardziej sportowych – Turniej Gwiazd Tenisa, w którym brali udział znani aktorzy, regaty, zawody kajakowe, maraton. Festiwal w lipcu odbył się pierwszy raz, mam nadzieję, że w przyszłym roku również go zorganizujemy w podobny sposób. Zapraszam wszystkich – chcemy pokazać, że Wałcz jest nie tylko miastem turystycznym, czy sportowym. Jest hasło promujące nasz region – tu jest dobry klimat. Trudno się z tym nie zgodzić.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Piotr Wojtanek – Laureat Głównej Nagrody i Nagrody Publiczności w Ogólnopolskim Konkursie Prelegentów Filmowych 2010. Ur. 1982 r. w Wałczu. Historyk i nauczyciel gimnazjalny, a także sportowiec. Wiceprezes i prelegent wałeckiego DKF „Premiera”.

 

Rozmawiała Marta Sikorska

15.08.2010