Łoziński: Idź na całość, mówię ci!

Marcel Łoziński

Marcel Łoziński i Jacek Bławut. Fot M. Kułakowski, PISF

 

Kilkudniowe zjazdy i zajęcia organizowane są w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy raz na kilka tygodni. W tym roku w drugiej połowie stycznia odbył jednocześnie warsztat dokumentalny i fabularny.

 

Na pierwszym piętrze budynku przy Chełmskiej o projektach dokumentalnych dyskutowali ze studentami Marcel Łoziński, Jacek Bławut i Vita Żelakeviciute. Zasadą zajęć jest omawianie krok po kroku, przez całą grupę, najpierw scenariuszy, a potem nakręconych już materiałów do filmu danego uczestnika kursu. Atmosfera jest naprawdę życzliwa: nawet ostra krytyka ze strony mistrzów i kolegów nie radzi, bo wypowiedziana jest przez partnera, a nie surowego nauczyciela.

 

– Pokażę dziś dwu i pół godzinny materiał, już po selekcji. Wybrałam to, co jest najbardziej poruszające, emocjonujące. Na jutro przygotuję coś odnoszącego się bardziej do historii moich bohaterek. – mówi Magda.

 

– Ważne, jak się te emocje się w widzu wyzwala, a nie to, co dokładnie pokazujemy. – radzi Vita.

 

– Robię film o dwóch starszych kobietach, Polce i Niemce, które łączy historia Szczecina i wysiedleń – zdradza nam w przerwie Magda. – Sama mieszkam w Szczecinie, w poniemieckim domu. Wiele osób przyjeżdża do tego miasta szukać swoich śladów. Mam nadzieję, że film będzie gotowy do końca roku. Szkoła jest jego koproducentem.


Studenci dokumentu są ostrożni w opisywaniu swojej pracy, nie chcą dużo mówić. W filmach pokazują prawdziwych ludzi, dlatego boją się, że ujawniając zbyt wiele mogliby naruszyć czyjąś prywatność.
Marta jest najbardziej tajemnicza: – Przygotowuję dokument o mieszkańcach domu starców. Na razie nic więcej nie powiem.


Wszyscy studenci pokazują fragmenty filmów albo prawie już gotowe obrazy na ekranie naprzeciw półokrągłego stołu, wokół którego siedzą uczestnicy zjazdu. Wykładowcy i koledzy mówią o swoich pomysłach i spostrzeżeniach. Dyskutują też o konkretach: jak umieścić na ekranie napisy końcowe i dobrze oświetlić filmowy obiekt.

 

– Nie jestem zwolennikiem tego pomysłu, radzę szukać innego. – zastanawia się głośno Jacek Bławut po jednej z projekcji. – Mam wrażenie, że stoimy w miejscu. Nie myślmy za dużo! Marzę o tym, żeby powstawało więcej głupich filmów, żeby twórcy ryzykowali. Ta autocenzura jest bez sensu. Już mnie te klasyczne dokumenty tak znudziły, że nie mogę na nie patrzeć!


– Idź na całość, mówię ci! – wtóruje mu Marceł Łoziński, zachęcając studenta do odwagi w poszukiwaniach.

 

Przerwy między zajęciami i wspólne obiady to też część kursu. Można wtedy w swobodnej atmosferze jeszcze raz wrócić do niektórych pomysłów, szukać wspólnie nowych rozwiązań narracyjnych.

 

Eliza, która robi dwa filmy, może zdradzić trochę więcej, niż reszta grupy.

 

– Kończę dokument o wyprawie pary alpinistów na najwyższy klif świata. Byłam częścią tej pary, uczestniczyłam w tym. Film powinien być gotowy do końca lutego. Chcę już go zakończyć, pracuję nad nim prawie dwa lata. Powstaje dzięki dotacji PISF.

 

Eliza opowiada o swoim projekcie

Eliza opowiada o swoim projekcie. Fot M. Kułakowski, PISF

– Pracuję jednocześnie nad drugim projektem, tym właściwym, który rozwijam w Szkole Wajdy. Tytuł roboczy to „Droga przez Baltoro”. Będzie opowiadał historię karawany pod najtrudniejszy ośmiotysięcznik świata, czyli K2 w Karakorum. Niezwykłość tej wyprawy polega na tym, że biorą w niej udział dzieci zmarłych alpinistów. Dla nich to rozrachunek z przeszłością. Bo rodziny alpinistów, a szczególnie ich dzieci, całe życie zmagają się z tym, że ich ojciec albo matka ruszają pewnego dnia na wyprawę, która trwa wiele miesięcy. Nie zawsze wracają. Ci dorośli już dziś ludzie chcą pójść na ostatnie spotkanie z rodzicami, chcą odwiedzić ich groby. Mam poczucie, że taki film powinien powstać, bo dokumentu na ten temat jeszcze nie ma. Dla reżysera jest to temat delikatny. Do tego niełatwe zdjęcia, bo przecież ekipa będzie musiała ruszyć z tą karawaną, a nie wszyscy dobrze znoszą takie warunki.


Zajęcia z fabuły odbywają się zwykle podobnie, jak na kursie dokumentu. Czasami jednak młodzi reżyserzy spotykają się na zjazdy czysto warsztatowe. Tak było 21 stycznia, kiedy to w krótkim czasie musieli sobie poradzić z konkretnym zadaniem.

 

– To nietypowe zajęcia jak na ten kurs. – przyznała jego uczestniczka, operatorka i reżyserka Maria Zbąska. – Podzieliliśmy się na grupy, wymyśliliśmy sceny i mamy teraz dwadzieścia minut na ich wyreżyserowanie. Nie zawsze grają aktorzy, czasem nasi znajomi z zajęć.

 

Każda grupa ćwiczyła scenę w innej sali. Marysia wymyśliła taką, w której małżeństwo z kilkuletnim stażem je razem kolację. Przy stole jako trzecia usiadła reżyserka. Co jakiś czas do pokoju zaglądał ktoś ze szkoły, dorzucając swoje uwagi.

 

– Jeden reżyser w pokoju! – interweniował Udayan Prasad, brytyjski scenarzysta i reżyser, prowadzący zajęcia.

 

Po około pół godzinie każdy zespół zaprezentował scenkę reszcie, która mówiła, jak ją odbiera. Chodziło o zestawienie oczekiwań reżysera z efektem „scenicznym”.

 

– Każdy detal ma znaczenie. Za późno zaczęliście ćwiczyć sceny, przegadaliście część czasu. Zawsze za dużo mówimy, a trzeba skoncentrować się na próbach, na działaniu. – podsumował spotkanie wykładowca.

 

– Przewaga nauki w Szkole Andrzeja Wajdy nad innymi warsztatami reżyserskimi polega na tym, że przychodzimy tu z jakimiś projektami i je rozwijamy. Rozmawiamy o nich w większej grupie studentów i wykładowców. To jest jak terapia grupowa – śmieje się Marysia. Każdy ma dużo pomysłów, co się fantastycznie sprawdza.

 

– Dla mnie najcenniejsza jest szansa omawiania tego z mistrzami, bo pracują z nami między innymi Wojciech Marczewski i Edward Żebrowski. Każdy z pięciu wykładowców kursu fabularnego ma często inną opinię o konkretnym projekcie. Nie narzucają nam swojego zdania, tylko mówią, co myślą, sugerują, naprowadzają na jakiś trop. Dzięki temu można znaleźć własną drogę.


– Ja pracuję ciągle nad scenariuszem historii o młodej fotografce, która jedzie do Hawany, gdzie odkrywa siebie i swoją pasję. Chcę zrobić z tego filmu pełnometrażowy. Będę go jeszcze dopracowywać w ramach programu Ekran.


Aleksandra Różdżyńska

26.01.2010