Masterclass "Jak to się robi w Danii"

W ramach Akademii Planete Doc towarzyszącej programowi 8. edycji Planete Doc Film Festival  odbywały się spotkania z twórcami. 11maja podczas warsztatu mistrzowskiego (masterclass) rozmawiano o tym „Jak to się robi w Danii”.

 

W pierwszej części spotkania dyrektor festiwalu Artur Liebhart rozmawiał z dwójką duńskich filmowców: producentką Sigrid Dyekjær (film „Dobre życie” Evy Mulvad) oraz reżyserem filmu „Krew w twoim telefonie”, Frankiem Poulsenem-Piaseckim. Oboje przedstawili swoje filmy, które znalazły się w festiwalowym programie i przedstawili najtrudniejsze aspekty ich produkcji.

 

W naszej firmie staramy się nie pisać scenariuszy (filmów dokumentalnych). Tak naprawdę nie chcemy nic pisać, reżyserki w naszej firmie nienawidzą pisania! Może coś o tym wiecie – zwróciła się do publiczności Sigrid Dyekjær. – Lubimy rozwijać nasze projekty za pomocą kamery, ponieważ robimy filmy, nie piszemy książek. Dlatego dużo czasu spędzamy z bohaterami, filmując ich, rozmawiając z nimi. Potem montujemy, kręcimy jeszcze trochę i znów wracamy do montażowni. Próbujemy więc pisać jak najmniej. Wiem, że może nie jest to normą i nie wszyscy w Danii tak robią, ale właśnie tak działamy – mówiła producentka z firmy Danish Documentary Production.

 

Reżyser filmu „Krew w twoim telefonie” opowiedział publiczności o swoich zmaganiach z jedną z czołowych korporacji produkujących telefony komórkowe przy użyciu minerałów wydobywanych w Kongo.

 

Drugą część spotkania z duńskim filmem dokumentalnym poprowadzili reżyser filmu „Armadillo – wojna jest w nas” Janus Metz oraz Michael Haslund – konsultant z ramienia Duńskiego Instytutu Filmowego.

 

Obaj opowiedzieli o początkach pomysłu na film, który początkowo miał mieć formę serialu telewizyjnego, a także o tym, jak udało im się zdobyć zaufanie żołnierzy i wojskowych, którzy zezwolili na filmowanie w duńskiej bazie w Afganistanie – producent obrazu przez ponad rok zabiegał o uzyskanie pozwoleń na realizację.

 

– Od początku wiedzieliśmy, że chcemy stworzyć portret grupowy i będziemy śledzić z kamerą jednostkę bojową składającą się z 10 facetów. Szczególnie zainteresowany byłem pokazaniem, jak odnajdują się w sytuacji, jakie są ich wyobrażenia na temat męskości i jak ich osobiste motywacje mają wpływ na szerszy obraz wojny. Aby opowiedzieć tę historię musiałem poznać ich osobowości; jakie historie mogą mi opowiedzieć i jak będą one ze sobą współgrać. Na początku pomyślałem, że powinno to wyglądać tak, jakbym przyglądał się klasie w szkole i dowiadywał się kto jest prymusem, kto jest gnębiony, kto jest idealistą, kto złym chłopakiem a kto żartownisiem (…). Kiedy ogląda się filmy wojenne, zawsze są w nich tego rodzaju zróżnicowane charaktery – mówił reżyser „Armadillo”, wśród swoich inspiracji wymieniając m.in. film „Czas Apokalipsy” F.F. Coppoli.

 

– Chcieliśmy wiarygodnie przekazać atmosferę miejsca i uczucia towarzyszące pobytowi w bazie. Istotne było, by poprzez obrazy pokazać stan psychiczny żołnierzy, a nie realizować reportaż. Chcieliśmy zrealizować film uniwersalny, mieliśmy na to pewne pomysły, jak oddać klimat paranoi, obsesji bycia obserwowanym, wyalienowanym – mówił Janus Metz, dodając, iż na początku, kiedy pokazał film swoim bohaterom został on przez nich bardzo krytycznie przyjęty, a wojsko chciało skonfiskować część materiałów.

 

Dużą część prezentacji poświęcono budżetowi filmu oraz etapom powstawania scenariusza i analizie postaci. Twórcy opowiadali także o wątkach, które nie trafiły do filmu, jak sceny realizowane w Danii ze szkolenia przed wyjazdem do Afganistanu czy rozmowy z dziewczyną jednego z bohaterów. Podczas spotkania reżyser odpowiadał także na pytania publiczności m.in. o to, czy nosił broń będąc w bazie (nie) oraz z ilu członków składała się ekipa realizująca „Armadillo” (dwie osoby: reżyser oraz operator Lars Skree).

 

Więcej o filmie „Armadillo – wojna jest w nas”: www.againstgravity.pl.

 

Marta Sikorska

16.05.2011