Anca Damian o "Crulicu"

Podczas 27. Warszawskiego Festiwalu Filmowego obraz „Crulic. Droga na drugą stronę” w reżyserii Ancy Damian zdobył wyróżnienie jury międzynarodowego oraz wyróżnienie jury ekumenicznego. „Crulic” jest współfinansowaną przez PISF rumuńsko-polską koprodukcją, której polska premiera odbyła się właśnie na warszawskim festiwalu.

Droga na drugą stronę

„Droga na drugą stronę” to historia 33-letniego Rumuna Claudiu Crulica, oskarżonego o kradzież portfela sędziemu Sądu Najwyższego latem 2007 roku. Umieszczony w krakowskim areszcie mężczyzna natychmiast rozpoczął strajk głodowy. W wyniku opieszałości służb sądowniczych, więziennych i lekarzy, kilka miesięcy później Crulic umarł.

Dyskusje o filmie

Podczas warszawskiego festiwalu Kalina Cybulska rozmawiała z Ancą Damian. Z widzami, po premierze filmu, spotkali się: polski producent Arkadiusz Wojnarowski oraz Rafał Orlicki, szef krakowskiego Regionalnego Funduszu Filmowego, który również dofinansował projekt. Zapraszamy do przeczytania zapisu naszej rozmowy i dyskusji z widzami.

Rozmowa z Ancą Damian

Anca Damian

PISF: Polski producent Twojego filmu „Crulic. Droga na drugą stronę”, Arkadiusz Wojnarowski, mówi o Tobie jako o specjalistce od tematyki więziennej.

 

Anca Damian: Zrobiłam wcześniej dwa filmy, których centralnym punktem było więzienie. Jeden był opartą na faktach fabułą o więźniu, który przybrał pseudonim rumuńskiego gwiazdora radiowego. Do zrobienia filmu zainspirowała mnie notka prasowa, w której ten rumuński gwiazdor pisał, że chciałby poznać więźnia, ponieważ sądził, że może być on jego lustrzanym odbiciem. Kimś takim jak on, kto nie miał jednak tyle szczęścia. Kiedy robiłam dokumentację do tego filmu, zaproszono mnie na wystawianą przez więźniów sztukę teatralną, którą sami napisali. Wydała mi się interesująca, dostrzegłam w niej podobieństwa do twórczości Pirandella i postanowiłam zrobić dokument o tej grupie teatralnej. „Crulic” zamyka zatem trylogię więzienną.

 

PISF: Oglądając Twój najnowszy film odniosłam wrażenie, że ta opowieść ma w pewnym sensie wymiar osobisty.

 

Anca Damian: Nie miałam z Claudiu Cruliciem nic wspólnego, nigdy go nie spotkałam i nie wiedziałam wcześniej o jego istnieniu. Gdyby żył, prawdopodobnie nigdy nie zwróciłabym na niego uwagi, ponieważ w jego życiu nie było nic niezwykłego. Byłam natomiast pod wrażeniem jego śmierci. Używając w kontekście Claudiu pojęcia bohaterstwa, należałoby powiedzieć, że nie był on bohaterem poprzez to jak żył, ale poprzez sposób, w jaki umarł walcząc o ideały kosztem swojego życia. To wynosi go na inny poziom. Śmierć głodowa jest śmiercią długotrwałą. Masz wiele szans na powiedzenie sobie: OK. Chcę przestać i nie chcę iść do końca. Decyzja o kontynuacji i oddaniu życia za to, w co wierzysz, nie jest czymś powszechnym. Nie znalazłabyś wielu ludzi, którzy postąpiliby tak samo. Znalazłabyś za to wielu, którzy powiedzieliby, że on był głupcem i że zamiast śmierci, mógł wybrać inną drogą.

 

PISF: Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś o Claudiu i czy decyzję o zrobieniu o nim filmu podjęłaś od razu?

 

Anca Damian: Claudiu zmarł 18 stycznia 2008. W marcu przeczytałam o jego śmierci w gazecie. Było dwóch dziennikarzy – w Polsce Małgorzata Nocuń, w Rumuni Cristian Vasilcoiu – którzy przeprowadzali dziennikarskie śledztwa w tej sprawie. Film postanowiłam zrobić od razu, ale nie byłam zainteresowana dochodzeniem. W tamtym czasie rumuńskie HBO chciało sfinansować mój projekt, pod warunkiem, że zrobię go w stylu Michaela Moore’a i że będę szukać winnych. Odmówiłam, bo zależało mi na czymś głębszym. Dla mnie najsilniejszym punktem tej historii była śmierć głodowa. Śmierć jest, według mnie, najbardziej fundamentalnym zagadnieniem. Wszystkie istniejące tematy można tak naprawdę sprowadzić do tego jednego. Ale nie zrozumiesz właściwie czyjejś śmierci, dopóki ta osoba nie stanie się wcześniej w Twoich oczach kompletna.

 

PISF: Twój film jest hybrydą gatunkową.

 

Anca Damian: Faktycznie gatunek mojego filmu jest problematyczny. „Crulic” to dokument, ponieważ opieram się na faktach, ale zrobiony przy użyciu narzędzi animacji. Dodatkowo posiada elementy fikcyjne, ponieważ narracja, prowadzona w filmie głosem aktora, była napisana przeze mnie. Odtworzyłam osobę, której nigdy nie znałam. To jest coś nowego, czego nie było ani w „Persepolis” ani w „Walcu z Baszirem”. „Crulic” jest zapraszany na festiwale zarówno do sekcji dokumentalnych, jak i fabularnych, ponieważ jest problem z jego klasyfikacją. Mój film jest jednostkowy. Myślę, że to jeden z powodów, dla których szybko się go nie zapomina.

 

PISF: Jaka była twoja technika podczas pracy nad scenariuszem?

 

Anca Damian: Posługiwanie się językiem wizualnym nie jest dla mnie problemem, ponieważ mam odpowiednie zaplecze. Skończyłam szkołę artystyczną i pracowałam jako operator. Wykonanie animacji trwało 1,5 roku. Zanim na dobre zaczęliśmy, spędziliśmy 3 lub 4 miesiące na testach, podczas których decydowaliśmy o wyborze stylu.

 

PISF: A kwestia narracji? W jakim stopniu oparłaś ją na dzienniku i listach Claudiu?

 

Anca Damian: Zapisków Claudiu nie można nazwać dziennikiem. To były pozbawione emocji notatki pisane po to, żeby nie zapomnieć pewnych rzeczy zrobić. O Claudiu chciałam dowiedzieć się wszystkiego, spotkałam się z mnóstwem ludzi, dotarłam tak głęboko jak mogłam. Kiedy zaczęłam pracować nad narracją, zamknęłam drzwi do rzeczywistości i po prostu zaczęłam pisać. Nie chcę tu używać doniosłych słów, ale wydaje mi się, że w jakimś sensie wtedy go spotkałam, intuicyjnie go poznałam, zaczęłam go czuć. To samo zresztą mówił Vlad Ivanov, który podkładał głos w rumuńskiej wersji filmu. Powiedział: Czułem się, jakbym nie był już sobą. Były również osobliwe momenty, jak np. ten, kiedy chciałam odwiedzić raz jeszcze krewnych Claudiu na północy Rumunii. Nie mogłam się jednak z nimi skontaktować, żeby ich uprzedzić. Była zima i dojechaliśmy już w nocy. Zapukałam w okno, ponieważ nie mają dzwonka i kiedy otworzyli drzwi usłyszałam, że Claudiu zazwyczaj pojawiał się w taki sam sposób – późno i pukając w okno, zamiast do drzwi. Gdy przyjechałam na 10 dni do Polski chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o jego życiu w Krakowie, nie miałam żadnego planu, nie miałam pojęcia gdzie się udać, z kim się spotkać. Wyglądało na to, że po 2 dniach będę mogła już wyjechać i nagle wyłoniło się przede mną tyle tropów, że po 10 dniach dalej miałam mnóstwo pracy. Robiąc ten film, czułam, że coś nade mną czuwa.

 

PISF: Czy chciałaś w tym filmie pokazać, że w pewnym sensie mógł to być każdy z nas?

 

Anca Damian: Tak. Dlatego zdecydowałam się na narrację pierwszoosobową. To był jedyny sposób na zidentyfikowanie widza z bohaterem. W przeciwnym wypadku jego śmiercią nikt by się nie przejął. Codziennie umiera przecież wielu ludzi. Tylko utożsamienie się z bohaterem mogło dać widzowi poczucie, że każdego z nas mogło to spotkać. Więzienie jest sytuacją graniczną. Tracisz wolność i musisz skupić się na tych wartościach, które są dla Ciebie najistotniejsze. Jako artystka również powinnam kierunkować uwagę widzów na to, co naprawdę ważne.

 

PISF: Kiedy skontaktowałaś się z Polakami?

 

Anca Damian: Pod koniec 2008 zaczęłam nawiązywać kontakty z polskimi producentami. Spotkałam się z kilkoma. W lutym 2009 podczas Berlinale poznałam przedstawicieli Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, dzięki czemu miałam okazję wytłumaczyć, że w centrum mojego zainteresowania stoi człowiek, a nie poszukiwanie winnych. Arkadiusz Wojnarowski był jedynym producentem, który był w stanie złożyć wniosek do PISF jeszcze w marcu. Inni byli zajęci swoimi projektami. Decyzję o dofinansowaniu dostaliśmy w grudniu. Koprodukcja rumuńsko-polska była w przypadku tego projektu czymś jak najbardziej naturalnym. Uważam, że polskie elementy kreatywne – dźwięk i muzyka – nadają mojemu filmowi większą siłę wyrazu. Również sądowo-więzienna dokumentacja byłaby niemożliwa, gdybym nie miała w Polsce wsparcia.

 

PISF: Czy zatem nadal chcesz współpracować z Polakami?

 

Anca Damian: Na pewno. Tak naprawdę z dokumentacji do filmu „Crulic” wyłoniła się jeszcze jedna opowieść. Portret mediów i dziennikarzy, którzy kreują bohatera. Z tego względu mogą nawet pozwolić komuś umrzeć albo robić inne straszne rzeczy. Media dają poczucie władzy, a władza zawsze psuje ludzi. Mam zatem taką fikcyjną historię, którą można nazwać dodatkiem do historii Crulica. Odkładam ją jednak do czasu ukończenia projektu, który zaczęłam już wcześniej. Myślę, że w przyszłym roku zajmę się nią na dobre, bo współpraca z Polakami była dla mnie inspirująca. Polacy zrobili muzykę i dźwięk do „Crulica” inaczej niż zrobiliby to Rumuni. Istota polega na tym, żeby umieć osoby spoza swojego kraju integralnie wcielić w projekt i żeby zrobiły to, co mają zrobić, ze swojego punktu widzenia i na swój sposób. Koprodukcje nadają filmom bardziej uniwersalny charakter.

 

PISF: „Crulic” na Warszawskim Festiwalu Filmowym został doceniony zarówno przez jury międzynarodowe, jak i ekumeniczne.

 

Anca Damian: Cieszę się, że mój film podoba się właśnie w Polsce. Wyróżnienia otrzymane tu są dla mnie dużo ważniejsze niż inne.

Dyskusja po premierze

Jaka była reakcja opinii publicznej na sprawę Claudiu Crulica i na film w Rumunii?

 

Arkadiusz Wojnarowski: Nie wiem, czy Państwo to z filmu wyłapali, ale podał się do dymisji Minister Spraw Zagranicznych Adrian Cioroianu. Wydaje mi się, że w Polsce to nie miałoby miejsca. Ta sprawa była bardzo głośna i znacznie obciążyła stosunki polsko-rumuńskie. Wtedy do Rumunów doszło tak naprawdę, że są postrzegani w Polsce jako Romowie, którzy kradną i żebrzą na ulicach. A jeśli chodzi o reakcję na film, to premiera odbyła 7 października. Był to film otwarcia prestiżowego już festiwalu Anim’est, który ma za zadanie reaktywować animację w Rumunii. Film był bardzo dobrze przyjęty. Nikt z niego nie wyszedł na napisach i wszyscy zostali na sesję Pytań i Odpowiedzi.

 

Czy wiadomo, co stało się z pozostałymi osobami zamieszanymi w tą sprawę? Lekarzem więziennym, asesorem itd.

 

Arkadiusz Wojnarowski: Sprawa trwa. Otóż ofiarami tego postępowania, bo nie mogło się to skończyć tylko na medialnym fakcie, są lekarze więzienni. Ja nie chcę dociekać czy na pewno oni tylko są winni. Wydaje mi się, że sam film nie szuka winnych. Jest to po prostu artystyczne zdanie reżyserki na ten temat, pokazanie, że winni tak naprawdę są wszyscy, łącznie z rodziną. Winny jest brak miłości, tak to określa reżyserka. Natomiast trwa postępowanie wobec trzech lekarzy. Na świadka został m.in. powołany lekarz, którego mogliśmy zobaczyć na końcu filmu, który użyczył nam swojego głosu i wizerunku. W filmie widzimy, jak po śmierci Claudiu mówił, że nie było szans na uratowanie tego pacjenta, bo był w stanie skrajnego wycieńczenia. Na rozprawie jako świadek, po roku czy dwóch, powiedział zupełnie co innego – że pacjent trafił do jego szpitala w nie takiej złej kondycji. Prowdopodobnie lekarz musiał ulec presji środowiska. Niestety lekarze są tu ofiarami systemu, bo prawnicy nie dadzą sobie zrobić krzywdy. Zresztą sądownictwo i prawodawstwo pozwala im chronić się nawzajem, dlatego, że wszystkie działania wykonane przy okazji sprawy Crulica były teoretycznie zgodne z prawem, natomiast zawiodły procedury. Zawiodły też pewne działania, które mają miejsce w polskich sądach, co chcemy naświetlić tutaj, czyli np. fakt, że wypuszcza się więźniów w stanie skrajnego wyczerpania do szpitali zewnętrznych, pozawięziennych. Claudiu Crulic został wypuszczony kilka godzin przed śmiercią, czyli jest to po prostu zmienianie statystyk, żeby czasem nie umierali w więzieniu. Kolejną rzeczą jest przedłużanie aresztu. Proszę sobie wyobrazić, że w tej sprawie nigdy nie orzekał ani sędzia ani prokurator. Wszędzie są podpisy asesor prokuratury, czyli asystent prokuratury przed nominacją lub asesor sędziego, czyli asystent sędziego, który jest przed powołaniem. I proszę sobie zadać pytanie, co taki człowiek zrobi, jeżeli jest po 10 latach studiów i aplikacji i ma podjąć decyzję, czy przedłużyć tymczasowe aresztowanie obywatelowi Rumunii, jeżeli jest on oskarżony o kradzież portfela sędziego Sądu Najwyższego.

 

W filmie pojawiła się informacja, że Crulic był już wcześniej podejrzany w podobnej sprawie. Czy to wpłynęło na aresztowanie?

 

Arkadiusz Wojnarowski: Tak, on był wcześniej podejrzany w podobnej sprawie i spędził w areszcie kilka miesięcy. To właśnie spowodowało, że od razu został przez kryminalnego policjanta krakowskiego wytypowany do okazania ofierze, czyli sędziemu Sądu Najwyższego. Do Wrocławia na zasadzie pomocy prawnej zostały przesłane cztery fotografie każdego z jeszcze nieoskarżonych. Sędzia wskazał na Claudiu Crulica i jego partnerkę Likę Tomescu, której zdjęcie zrobiono telefonem komórkowym na korytarzu sądowym. Natomiast ja czytając akta badałem inne sprawy. Testy DNA wykluczyły, że należące do sędziego karty bankomatowe, które później zostały znalezione, trzymał w ręku Claudiu Crulic. Widziałem zdjęcia z monitoringu załączone do akt. To nie jest Claudiu Crulic, to nie jest Lika Tomescu. On w tej sprawie był niewinny i dlatego był tak zdeterminowany. Problem jest inny. Problem jest taki, że nikt go nie chciał słuchać.

 

Czy jest to pierwszy film Ancy Damian robiony tą techniką?

 

Arkadiusz Wojnarowski: Jest to jej pierwsza animacja. Początkowo miał to być fabularyzowany dokument, ale powstał film Steve’a McQueena „Głód”, więc reżyserka podjęła decyzję o zmianie charakteru obrazu i zrobieniu animacji, dlatego, że przez animację można też o wiele więcej powiedzieć, o wiele więcej rzeczy pokazać. Ekspert PISF Jacek Petrycki w ocenie wniosku napisał, że filmy Ancy są jakieś, że mają swój styl. „Crulic” jest wizją reżyserki przelaną na ekran w różnych formach, przez twórców najlepszego studia animacji w Rumunii. 6 osób pracowało nad tym projektem ponad rok.

 

Jak wyglądał sam proces animacji?

 

Arkadiusz Wojnarowski: Studio w Bukareszcie ściśle współpracowało z Ancą, która podejmowała kluczowe decyzje. Animacje były robione w różnych technikach, w różnych formach. W większości były ręcznie malowane, ale robiono też makiety i animacje komputerowe 3D. W Bukareszcie trwa obecnie wystawa rysunków z tego filmu. Planuję ją ściągnąć do Polski, być może na premierę krakowską.

 

Czy krakowski Regionalny Fundusz Filmowy nie obawiał się eksponowania Krakowa w tym projekcie?

 

Rafał Orlicki: Podejmując tę decyzję w zasadzie nie mieliśmy wątpliwości. Być może ryzykowaliśmy, bo w tym projekcie city placement krakowski jest dość upiorny, ale jest prawdziwy i to jest największa siła tego obrazu. W Krakowie film ma wywołać debatę. Anca Damian zajęła swoje stanowisko, to jest jej historia tej sprawy. O takie samo prawo głosu proszą szefowie aresztu przy Montelupich, prosi prokuratura krakowska, proszą krakowscy lekarze i ten głos w Krakowie będą mieć. Odbędzie się konferencja, na której będą mieli prawo skomentować, jaka ich zdaniem była prawda Claudiu Crulica.

 

Arkadiusz Wojnarowski: Ja od początku pisząc wniosek wiedziałem, że tu chodzi o coś innego. Tu nie chodzi o reklamę miasta jako pięknych ulic, bo wszycy wiedzą, że Kraków jest piękny. We wniosku podkreśliłem, że będziemy promować Kraków na całym świecie jeżdżąc z filmem na festiwale. I tak się dzieje. „Crulic” podróżuje. Był w Telluride, Locarno, Busan. Będzie w Londynie na festiwalu BFI London Film Festival, będzie w Kopenhadze, Jihlavie i jeszcze wiele festiwali odwiedzi. Ten film promuje Kraków jako koproducenta. To jest po prostu inne podejście do promocji miasta i Kraków to dostrzegł.

 

Jak film był odbierany na innych festiwalach?

 

Arkadiusz Wojnarowski: Film miał swoją światową premierę w Locarno w Konkursie Głównym. To, że film tam trafił, jest naprawdę wielkim wyróżnieniem. Zostaliśmy poproszeni o zgodę na organizację czwartego pokazu, bo takie było zainteresowanie widowni szwajcarskiej i międzynarodowej. „Crulic” był typowany jako jeden z kandydatów do nagrody. Reżyserka dostała informację, żeby zmienić termin odlotu i zostać do gali. Film okazał się bardzo uniwersalny. Świetnie odebrała go w Busan publiczność azjatycka.

 

Kto będzie dystrybutorem tego filmu i jakie są plany dystrybucyjne?

 

Arkadiusz Wojnarowski: Niestety rynek dystrybucji się teraz bardzo zmienia. Dystrybutorzy narzekają na to, że widzowie nie chodzą do kina, bo wolą odwiedzać festiwale. Takie są realia. Na filmy tego typu w Polsce w ogóle się nie chodzi. Dlatego podjąłem decyzję, żeby insytucja, która wyprodukowała ten film, czyli Fundacja Magellan, była jego dystrybutorem. Film od końca listopada przez grudzień będzie do obejrzenia w kinach studyjnych, które są wyposażone w cyfrowe rzutniki. W lecie zacznie się dystrybucja w kanale płatnej telewizji Canal +, potem w płatnych platformach VoD, czyli wypożyczalniach cyfrowych i dopiero później, czyli mniej więcej za 2 lata, film trafi do telewizji.

 

Kalina Cybulska

20.10.2011