Nikolaj Nikitin o polskim kinie

N. Nikitin. Fot. Paulina Bez, PISF
Nikolaj Nikitin. Fot. Paulina Bez, PISF

 

Podczas 12. edycji współfinansowanego przez PISF – Polski Instytut Sztuki Filmowej festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty, rozmawialiśmy z Nikolajem Nikitinem, selekcjonerem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie.


PISF: Czy może nam Pan opowiedzieć o selekcji filmów na Berlinale?

Nikolaj Nikitin: Berlinale ma tak zwanych „delegatów” dla różnych obszarów geograficznych. Ja i moi koledzy jesteśmy „zwiadowcami” i często pierwszymi osobami, które oglądają nowe produkcje powstające w krajach, za które jesteśmy odpowiedzialni. Następnie wyrażamy o nich swoją opinię: czy film jest dla nas interesujący i która z sekcji mogłaby być zainteresowana, żeby go pokazać. Następnym krokiem jest selekcja: dyrektor Berlinale Dieter Kosslick decyduje o konkursie głównym, Wieland Speck o Panoramie, Christoph Terhechte o Forum, o sekcji Gerneration Marianne Redpath i Florian Leghorn, w tym roku członek jury oceniającego we Wrocławiu filmy krótkometrażowe, a także Maike Mia Höhne o sekcji filmów krótkometrażowych Berlinale Shorts.

 

Teraz, kiedy jesteśmy tutaj w Polsce, proponuję moim kolegom, żeby obejrzeli najciekawsze moim zdaniem polskie filmy. Wspieram geograficznie najsilniejsze filmy, które nadają się na nasz festiwal. Do wszystkich sekcji potrzebujemy światowych albo międzynarodowych premier, to oznacza, że film powinien być pokazany tylko w kraju, z którego pochodzi. W niektórych przypadkach akceptujemy również premiery europejskie. Filmy muszą mieć również określoną długość. To niektóre z zagadnień, które musimy sprawdzać. Następnie komitet selekcyjny naradza się w sprawie filmów i jeżeli film jest wybrany to wtedy wszyscy bardzo się cieszymy.

 

W tym roku dwa polskie filmy były pokazane w czasie Berlinale: „Sekret” Przemysława Wojcieszka i „Sponsoring” Małgorzaty Szumowskiej.

Dokładnie. Oboje są nam bardzo bliscy. Przemek jest dla mnie jednym z najwybitniejszych głosów w polskim kinie i jestem naprawdę wielkim wielbicielem jego filmów. Jest jednym z niewielu europejskich reżyserów, który ciągle próbuje robić coś nowego. Każdy z jego filmów jest inny. Jako reżyser ma „czysty charakter pisma”, ale ciągle i naprawdę rozwija się i próbuje nowych rzeczy. To jest dla nas bardzo interesujące, a on jest jednym z niewielu, któremu udało się wracać często w krótkim okresie. Był w Berlinie trzy razy z naprawdę wspaniałymi filmami i mam nadzieję, że w przyszłym roku, albo za dwa lata, wróci z nową produkcją.

 

Długa historia łączy nas również z Gosią, pokazaliśmy „Ono” i jestem bardzo szczęśliwy, że wróciła ze „Sponsoringiem” i że mówi o ważnych, kobiecych tematach. Jest reżyserką rzucającą się w oczy nie tylko w Polsce, ale również w Europie i w świecie. To był bardzo ważny film również politycznie, ponieważ porusza bardzo ważne kwestie. Zrobiła ten film w bardzo europejskim stylu. Juliette Binoche była niesamowita. Film spodobał się nam tak bardzo, że otworzyliśmy nim nawet sekcję Panorama. Wiem od Wielanda Specka, że bardzo ucieszył go sposób, w jaki film zaistniał na festiwalu i również po jego zakończeniu.

 

Co Pan myśli o polskim kinie?


Myślę, że polskie kino jest na dobrej drodze, bo kiedy mówimy o kinie musimy zawsze pamiętać, że to jest praca wielu osób i że zazwyczaj kosztuje dużo pieniędzy. To nie literatura, gdzie można jednego utalentowanego autora posadzić w domu i pozwolić mu napisać książkę. Żeby móc zrobić interesujące filmy, trzeba mieć odpowiednią infrastrukturę. Z jednej strony jest ważne, żeby mieć młode talenty, wyszkolonych profesjonalistów. Dobrze, że w Polsce są możliwości, żeby studiować film. Z drugiej strony potrzebne są instytucje, które są w stanie wspierać filmy. Jestem szczęśliwy i nawet zazdrosny o polskich filmowców, patrząc na inne kraje, jak silny i rozwinięty jest Polski Instytut Sztuki Filmowej. Macie rozwinięte prawo filmowe, jest poważny budżet na wsparcie produkcji filmowej, na dystrybucję.

 

Bez takiego systemu wsparcia ciężko jest robić filmy. Polska ma podpisanych wiele umów np. z Niemcami. Mieszkam w Kolonii, gdzie mamy największy regionalny niemiecki fundusz filmowy. Wiem, że ma on silne powiązania z Polską, tak jak inne niemieckie regiony, które były zaangażowane w wiele polsko-niemieckich koprodukcji.  Film i Medienstiftung NRW wsparł na przykład „Sponsoring”, był również zaangażowany w ostatnie projekty Andrzeja Wajdy i jego szkoły. Tak samo Fundusz Filmowy w Berlinie i w Lipsku, które założyły swój własny fundusz co-developmentowy dla projektów realizowanych pomiędzy Polską i Niemcami.

Cieszę się, że te dwa filmy, o których wspomnieliśmy i które zostały pokazane w Berlinie, są częścią nowej generacji polskiego kina, naprawdę pokazującej to, co się dzieje obecnie. Zawsze szukamy filmów politycznych, bo jako festiwal mamy polityczną historię. Powstaliśmy krótko po 1945 roku, kiedy Berlin został podzielony przez Amerykanów, żeby przywrócić to miasto z powrotem Europie, światu. „Polityczny” nie oznacza, że film musi być historyczny i dotyczyć tematów politycznych. Postawa filmowca powinna być polityczna i powinna odzwierciedlać to, co dzieje się obecnie w jego kraju. Dla mnie na przykład „Sponsoring” jest filmem politycznym, bo Gosia zajmuje bardzo silne stanowisko autora, pokazując swoje własne tematy.

 

Jaka jest Pana zdaniem pozycja polskiego kina w Europie środkowo-wschodniej?


Myślę, że staje się ono bardzo centralne i silne, w całej Europie, nie tylko Wschodniej, ale również Zachodniej i że jest teraz bardzo interesujące, ponieważ macie wybitnych twórców, bardzo silną tradycję filmową, o której nie powinniście nigdy zapominać. Polska miała Kieślowskiego, macie Wajdę – dla mnie dwóch najwybitniejszych europejskich i światowych twórców filmowych w prawie 120-letniej historii kina. To dobrze, że jest historia, z której młodzi filmowcy mogą czerpać i do której mogą się odnosić, ale są również reżyserzy, którzy rozwijają się sami i odnajdują swój własny styl. Myślę, że teraz bardzo ważnym zagadnieniem jest skupienie się na młodych reżyserach i pomaganie im. Nie uważam, że powinniście zapomnieć o reżyserach, którzy tworzą od wielu lat, ponieważ wielu z nich nadal tworzy wspaniałe dzieła.

 

Na przykład Andrzej Wajda miał ponad 80 lat, kiedy zrealizował „Tatarak”. Gdybyście nie wiedzieli, że jest jednym z wielkich twórców polskiego kina, moglibyście pomyśleć, że ten film został zrobiony przez debiutanta. Byłem obecny, kiedy dostał nagrodę Alfreda Bauera za „Tatarak”. Andrzej otrzymał ją ex aequo z młodym twórcą z Ameryki Południowej i był bardzo szczęśliwy, że został uhonorowany jako świeży i innowacyjny filmowiec. Było wspaniałe móc zobaczyć, że ktoś w jego wieku, z jego reputacją, ktoś, kto wydaje się, że osiągnął juz wszytko, ciągle próbuje nowych środków i kierunków w robieniu filmów.

Co doradziłby Pan polskim filmowcom, którzy chcą odnieść sukces za granicą?

Zazwyczaj nie udzielam porad. Nasza praca polega na oglądaniu filmów i potem powiedzeniu „tak” albo „nie”, czasami nawet „może”, ale mogę udzielić jednej rady. Dla mnie jedyną drogą, żeby osiągnąć sukces jako filmowiec, co oznacza odnieść sukces jako artysta, jest uwierzenie naprawdę w to, co się robi, robienie tylko takich filmów i projektów, które uważacie za ważne i które poruszają kwestie, o których trzeba opowiedzieć. Nigdy nie myślcie o tym, jaki rodzaj projektu może być interesujący dla widzów, sponsorów, telewizji i festiwali. Myślę, że słusznym i jednym sposobem na osiągnięcie sukcesu jest zdanie sobie sprawy, co wypływa z Was samych. Chcemy zobaczyć, że za tymi projektami stoją osobowości, chcemy zobaczyć i poczuć prawdę, wiarę i chęć zmiany świata, bo to właśnie jest to, co artyści chcą i muszą robić. Chcemy poczuć energię, poczuć, że twórcy robią filmy, bo naprawdę mają coś do przekazania i idee, które chcą wyrazić. Po prostu uwierzcie w siebie!

 

Z Nikolajem Nikitinem rozmawiała Paulina Bez

08.10.2012