Nowe filmy Studia Munka

Animacja i trzy fabuły zostały zaprezentowane 18 czerwca w kinie Kultura podczas czerwcowych premier Studia Munka. Produkcje powstały w ramach programów „Młoda Animacja” i „30 Minut”.

„Dobry dzień”

Premierę otworzyła czarno-biała, rysowana poklatkowo animacja Filipa Grudziela „Dobry dzień” będąca próbą pokazania burzliwego charakteru procesu twórczego, uświadomienia niezwykłości doznań targających autorem. – Wyszedłem od muzyki. Bohaterem jest organista kościelny, ale kościół jest tylko tłem do historii. To jest raczej film o procesie tworzenia, jego zawiłościach. Sam tworzę i chciałem pokazać, jak przypadkowo i w jak dziwnych okolicznościach potrafi powstać pomysł – wyjaśniał autor.

Filip Grudziel pracował nad filmem trzy i pół roku i zrobił w nim niemal wszystko: – Pracuję sam, ponieważ mam nad wszystkim kontrolę. Jedna rzecz, której nie potrafiłem zrobić, to zaśpiewać. Dlatego poprosiłem o to Wojtka Myrczka, który podkładał głos pod główną postać. „Dobry dzień” powstał w ramach programu „Młoda Animacja”. Jego koproducentem jest Inguin Studio.

„Stwór”

Zrealizowany w ramach programu „30 Minut” „Stwór” w reżyserii Aleksandry Gowin i Ireneusza Grzyba opowiada o Agnieszce, której właśnie umarła mama. Ta śmierć wytrąciła ją z życiowej rutyny i kazała spojrzeć na to, kim jest z dystansu. Główna bohaterka jest ciepłą mamą dla swoich córek, jest też nauczycielką wątpiącą w sens swojej pracy oraz żoną, dla której mąż stał się zupełnie obcy. W główną rolę wcieliła się Anita Jancia. Za zdjęcia do „Stwora” odpowiada Jakub Burakiewicz. Film powstał w koprodukcji z Koi Studio.

– Zdjęcia do „Stwora” odbyły się przed zdjęciami do naszego debiutu pełnometrażowego –  „Małych stłuczek”, tylko że proces montażu i postprodukcji trwał trzy lata, m.in. dlatego, że pracowaliśmy nad debiutem pełnometrażowym, a nie dlatego, że tak strasznie wolno montujemy. „Stwora” początkowo rozpisaliśmy na pełen metraż, ale w związku z tym, że nie dałoby się pewnie tego zrobić jako debiutancki film pełnometrażowy, to Irek przepisał go na 30 minut. Wykorzystując ten format chcieliśmy się zabawić dramaturgią tzn. nie chcieliśmy, żeby była klasyczna. Chcieliśmy, żeby była trochę dziwna. My nie opowiadamy tutaj historii, jest to bardziej portret bohaterki, jej świata wewnętrznego – mówiła Aleksandra Gowin.

Ireneusz Grzyb z kolei opowiadał o znaczeniu przedmiotów w „Stworze”: – Chodziło nam o szukanie w przedmiotach własnej osobowości albo źródeł własnej osobowości tzn. co z tego, co zostawiliśmy w takim domu, gdzie spędziliśmy dzieciństwo odpowiada za to, kim jesteśmy dzisiaj i ile straciliśmy zostawiając to, a nie zabierając choćby gdzieś z tyłu naszej głowy ze sobą. O tym zresztą w ogóle jest ten film – ile tracimy przez decyzje, które nie są do końca nasze, które są podjęte na skutek różnych nacisków, a więc na pewno nie są przejawem wolnej woli, tylko pewnej sytuacji, której musimy się podporządkować.

„Córka”

Jako trzecia została pokazana krótkometrażowa fabuła Tomasza Wolskiego „Córka” będąca opowieścią o matce i córce, które od lat nie utrzymują ze sobą kontaktu. Kobiety są jednak zmuszone do tego, aby wspólnie spędzić kilka nocnych godzin, z powodu zaginięcia córki młodszej z nich.  Ruszają na wspólne poszukiwania, które stają się okazją do wyjaśnienia drażliwych spraw z przeszłości. W filmie zagrali Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Katarzyna Krzanowska, Andrzej Konopka, Dagmara Bąk, Jowita Mazurkiewicz. Autorem zdjęć jest Patryk Jordanowicz, a koproducentem Kijora Film.

– W tym filmie są dwie kobiety, dlatego, że to wydawało nam się ciekawsze niż dwóch mężczyzn. Kobieta, która z założenia powinna być matką i opiekować się córką, nagle rezygnuje z tego, bo okazuje się, że coś było dla niej ważniejsze. Pytanie brzmi: Co się wówczas traci? Czy to się uda nadrobić? – wyjaśniał konstrukcję fabuły Tomasz Wolski i kontynuował: –  Powtarzamy błędy rodziców i córka w tym filmie może mieć wyrzuty wobec matki, a jednak prawdopodobnie popełnia jak nie takie same, to podobne do niej błędy.

Prowadząca spotkanie z twórcami Patrycja Wanat spytała Tomasza Wolskiego, który realizował do tej pory filmy dokumentalne, o krok w stronę fabuły. – Film dokumentalny przestał w pewnym momencie spełniać moje oczekiwania. Nigdy nie chciałem robić filmów, które sprzedają prywatność, życie osobiste, problemy bohatera. Zawsze to zamykałem w jakimś określonym budynku, instytucji i bohaterów w moich filmach zawsze było mnóstwo. Portret zbiorowy sprawiał, że spadała moja odpowiedzialność. A jednak chciałbym opowiadać, idąc dalej, wchodząc głębiej w problemy człowieka. Stąd krok, który nie był zamierzony – nigdy nie planowałem robić filmu fabularnego, wręcz odwrotnie, zawsze mówiłem, że nigdy nie będę tego robił – tłumaczył reżyser „Córki”.

„Circus Maximus”

„Circus Maximus” Bartka Kulasa przedstawia losy upadającego cyrku. Racjonalne próby ratowania go przez Dyrektora stopniowo przekraczają granice rozsądku. Poznajemy świat cyrkowców, a przede wszystkim historię nastoletniej Marianny – podrzuconej tam jako dziecko. Czy uda się uratować cyrk? Czy kalectwo Marianny pozwoli jej w końcu wystąpić w „Wielkim Cyrku Świata”? W roli Marianny wystąpiła Marta Mazurek, której partnerują m.in. Piotr Loretz i Katarzyna Kwiatkowska. Zdjęcia do filmu zrealizował Cezary Stolecki. „Circus Maximus” powstał w koprodukcji z Kosma Films.

Bartek Kulas realizował do tej pory filmy animowane. Efekty specjalne do „Circus Maximus” robił sam. Film jest utrzymany w konwencji baśni i musicalu. – Musical wprowadza nową jakość do filmu, nagle pojawiają się całkiem inne emocje, czytamy obraz na dodatkowej przestrzeni. Całe życie zajmowałem się obrazem i w fabule brakuje mi jakości graficznej. Nie ma jej, ale za to może być całkiem coś innego – śpiew czy poezja, bo  nagle mamy dostęp do bohatera, do jego przeżyć, emocji w całkiem innym aspekcie.

Część pieniędzy na realizację „Circus Maximus” została zebrana w ramach crowdfundingu. – Przy crowdfundingu można zrobić zapowiedź filmu, zainteresować publiczność, zaciekawić kogoś, więc to jest dodatkowy skarb, który zdobywamy się przy okazji zbierania pieniędzy – stwierdził reżyser.

Publiczność pytała, dlaczego z filmu został usunięty wątek romantyczny. – Trzeba było trochę ściąć film. Był półtoragodzinny, a tu się nagle okazało, że to jest program 30 Minut i właśnie wtedy ten wątek romantyczny wyleciał, chociaż żałuję. Jest na sali aktor, który grał akrobatę i rzeczywiście jest mi głupio na niego patrzeć teraz. Ale nagrałem mu to wszystko, ma na DVD i mówi, że ogląda – żartował Bartek Kulas.

„Córka” i „Circus Maximus” swoje festiwalowe premiery miały podczas tegorocznego Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Obie produkcje walczyły o nagrody w konkursie polskim, a „Córka” zakwalifikowała się także do konkursu międzynarodowego. Pod koniec czerwca wszystkie cztery premierowe tytuły będzie można zobaczyć w Koszalinie podczas Festiwalu „Młodzi i Film”, który rozpoczyna się 22 czerwca.

W tekście wykorzystano elementy informacji prasowej Studia Munka

19.06.2015