Od Leonarda da Vinci wolę Breugla

28 listopada w warszawskim kinie Antropos odbył się pierwszy stołeczny pokaz współfinansowanego przez PISF filmu „Jaskółka” w reżyserii Bartosza Warwasa.

 

Jak podkreślają twórcy, film jest drugim po „Rysopisie” Jerzego Skolimowskiego pełnometrażowym filmem dyplomowym w historii Łódzkiej Szkoły Filmowej. Po projekcji spotkanie z twórcami poprowadził Kuba Mikurda, prezes Stowarzyszenia „Film 1,2”, które organizuje cykl pokazów w kinie Atropos.

Zdjęcia

– Nie sądziłem, że film będzie tak długi. Przed zdjęciami myślałem, że potrwa 40 minut do godziny. Wyszło ponad 70 minut. Cześć scen, które w scenariuszy miały dwie linijki czyli teoretycznie parę sekund na ekranie, w realizacji okazały się znacznie dłuższe. Na szczęście w tamtym sezonie w szkole powstawało mniej filmów, więc dostaliśmy sygnał, że jeśli będziemy potrzebować więcej dni zdjęciowych, mamy taką możliwość – zaczął Bartosz Warwas.

Wyparcie z pamięci

„Jaskółka” jest mroczną historią dramatu rodzinnego, osadzoną w latach siedemdziesiątych i współczesnych. Współscenarzystami filmu są Ewa Kustusz i Marcin Włodarski, który zagrał w filmie główną rolę.

 

– Marcin jest nietypowym aktorem, w tym sensie, że sam poszukuje. Kiedy powiedział mi, że bardzo chce coś napisać, uznałem, że los mi sprzyja. Zaczęliśmy razem pracować nad scenariuszem. Ale wyszło to ode mnie. Wiedziałem, że to dobry układ, bo może on zagrać główną postać. Dzięki temu przy każdym nowym pomyśle mieliśmy od razu odbicie od realnej osoby. Był to też element przygotowań do roli – kontynuował reżyser. – Kryminalna historia, która mnie zainspirowała, wydarzyła się w Stanach. Najbardziej zainteresował mnie w niej aspekt związany z pamięcią: że można na tyle lat coś skutecznie wyprzeć z pamięci. Męczyło nie to. I kiedy usłyszałem „Jaskółkę uwięzioną”, ta historia nagle do mnie wróciła, a w głowie od razu ułożyła się sekwencja finałowa. Śpiewający piosenkę Stan Borys okazał się bardzo fajnym człowiekiem. Przyjechał nawet specjalnie na pokaz filmu do Szkoły.

Dźwięk

– W filmie dużo się dzieje jeśli chodzi o sam język filmowy. Widać bardzo śmiałe posunięcia. Oprócz obrazu, także na poziomie dźwięku i muzyki – mówił Kuba Mikurda.

 

– Rafał, który robił dźwięk, jest pracownikiem Szkoły. To jego pierwszy film. Ale jak wiele osób, bardzo się zaangażował w projekt, widziałem u niego pasję i chciałem, żeby się tym zajął. Bardzo dużo rozwiązań pochodzi od niego. Ale udało się nam też zrobić postprodukcję w Alvernii, w której studiach spędziliśmy dużo czasu i spokojnie mogliśmy pracować po bardzo preferencyjnych stawkach – odpowiedział reżyser.

Dramaturgia

– Opowieść jest achronologiczna, nie ma tu trójaktowej struktury, tak cenionej przez wykładowców i specjalistów od scenariusza. Nie wiadomo też, czy można wierzyć bohaterom, czy nie – kontynuował Mikurda.

 

– Pomysł, żeby umiejscowić akcję w trakcie świąt Wielkiej Nocy pojawił się dość późno, ale określił kształt tego filmu. Na początku jedynym założeniem było to, że ten świat ma być zły – podkreślał reżyser. – Jestem bardzo zadowolony ze struktury narracyjnej filmu. Wiem, że wielu osobom się ona nie podoba, bo w wielu miejscach odważnie łamie zasady. Mimo sporej krytyki dotyczącej właśnie scenariusza, nie zmieniłbym go. Myślę też, że udało nam się stworzyć fajny klimat.

Andrzej Żuławski

– Tak się złożyło, że od jakiegoś czasu ciągnęło mnie do filmów z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, do tego sposobu opowiadania. Nie udało mi się wypróbować tego przy wcześniejszych rzeczach, które robiliśmy z Bartkiem, dopiero przy „Jaskółce” – dodał autor zdjęć Ernest Wilczyński. – Pamiętam, że jeszcze zanim przeczytałem scenariusz, byłem pod wielkim wrażeniem „Trzeciej części nocy” Andrzeja Żuławskiego. I to był film, który starałem się naśladować: jego pracę kamery, jazdy. Techniczne rzeczy, ale to się przełożyło na obraz. Miałam też w tyle głowy opowiadanie w jednym ujęciu w stylu filmu „MASH”. Staraliśmy się to złamać. Współczesna część filmu jest prostsza i bardziej surowa jeśli chodzi o kolorystykę. W retrospekcjach wszystko bardziej „płynie”. Właśnie to płynięcie było naszym pierwszym punktem wyjścia w rozmowach o tym, jak ma wyglądać „Jaskółka”.

 

– Zawsze wolałem malarstwo Breugla i Boscha, niż Leonarda da Vinci. Wydaje mi się, że każe z nich opowiada o świecie dookoła, ale ten pierwszy styl bardziej mi odpowiada – komentował swoją pracę i sposób prezentacji postaci Bartosz Warwas.

Filip Bajon

– Naszym opiekunem artystycznym był Filip Bajon, przychylny różnego rodzaju eksperymentom. Bardzo nam pomagał i ufając, nie wtrącał się za bardzo w to, co robimy. Gotowy film pokazałem także Grzegorzowi Królikiewiczowi, który jest postacią barwną i ciekawą. Zdecydowałem się na to, bo byłem go bardzo ciekawy jako artysty i osobowości. Nie we wszystkim się zgadzamy, ale rozmowa z nim jest dla mnie wartościowym doświadczeniem. Bardzo wzbogacającym, bo na zajęciach w szkole nasz kontakt był siłą rzeczy ograniczony – przyznał na zakończenie Warwas.

Pokazy w kinie Antropos

W kolejny czwartek, 5 grudnia w cyklu „Film 1,2 w kinie Antropos” odbędzie się pokaz „Fuck for Forest” Michała Marczaka. Po projekcji jak zawsze spotkanie z twórcami. Wstęp wolny.

 

Aleksandra Różdżyńska

02.12.2013