Pokrzepia serca, rozgrzewa dusze

Jerzy Hoffman. Fot. Marcin Kułakowski
Jerzy Hoffman. Fot. Marcin Kułakowski

 

Jestem widzem, który potrafi płakać na filmie, dlatego staram się tworzyć kino pełne emocji, a nie zimnego intelektu – powiedział obchodzący 15 marca 80. urodziny Jerzy Hoffman – jeden z najwybitniejszych polskich twórców filmowych.

Pokrzepiał serca Polaków

Do historii polskiego kina wszedł jako ten, który pokrzepiał serca milionów Polaków ekranizując z godną podziwu konsekwencją sienkiewiczowską Trylogię. Nie wstydził się wzruszeń wielomilionowej publiczności, oglądającej jego „Trędowatą”. Przywrócił pamięci ulubioną lekturę naszych dziadków i pradziadków, czyli „Starą baśń”. Polakom i cudzoziemcom przypomniał legendę marszałka Piłsudskiego.

 

Choć życie wielokrotnie dawało mu w kość potrafi zachować optymizm i nadzieję. Hoffman pochodzi z rodziny lekarskiej. Dzieciństwo spędził w Gorlicach. W 1939 roku został wywieziony wraz z rodziną na Syberię. Po powrocie do Polski, w drugiej połowie lat 40. zamieszkał w Bydgoszczy. Po skończeniu liceum zdecydował się na studia reżyserskie w Instytucie Filmowym w Moskwie.

27 filmów dokumentalnych

Swoją przygodę z filmem zaczął od dokumentów. Debiutował w 1955 roku, kiedy wraz z Edwardem Skórzewskim zrealizował film „Chuligani”, za który otrzymał nagrodę Polskiej Krytyki Filmowej. Hoffman i Skórzewski zrealizowali wspólnie 27 filmów dokumentalnych, między innymi: „Dzieci oskarżają”, „Karuzela Łowicka”, „Typy na dziś”, „Pocztówka z Zakopanego”, „Pamiątka z Kalwarii”, „Dwa oblicza Boga”. Ich filmy otrzymywały nagrody w Oberhausen, Mannheim, Wenecji, Moskwie i Krakowie.

 

Dokument stał się dla nas szkołą polskiej rzeczywistości i oczywiście szkołą warsztatu – przyznał w jednym z wywiadów. – Zaplecze doświadczeń dokumentalnych nauczyło nas przywiązywania wagi do realiów, do zwracania uwagi na szczegóły, do troski o to wszystko, co budzi wiarę widza w autentyczność pokazywanych mu wydarzeń.

„Gangsterzy i filantropi”

Wieloletnie doświadczenia spółki autorskiej Hoffman-Skórzewski w „zapisywaniu” rzeczywistości widoczne są także w ich debiucie fabularnym, czyli „Gangsterach i filantropach”. Ponad połowa filmu zrealizowana została w plenerach: na ulicach Warszawy i w stołecznych lokalach. Wszystko to po to, by bardziej osadzić film w konkretnej rzeczywistości. Te oglądane do dziś z dużym zainteresowaniem nowele znakomicie odsłaniają absurdy PRL-owskiej rzeczywistości. Co ciekawe film otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki III stopnia.

 

Potem, także ze Skórzewskim, zrealizowali „Prawo i pięść”, określany mianem polskiego westernu. Przewija się w nim słynna ballada Agnieszki Osieckiej i Krzysztofa Komedy w wykonaniu Edmunda Fettinga.

Charlie Chaplin ideałem aktora

Jerzy Hoffman zawsze podkreśla, że kino jest sztuką masową, że pusta sala to klęska. Ideałem aktora pozostaje dla niego Charlie Chaplin. Bo jemu właśnie udało się swoją sztuką połączyć gusta intelektualistów i pensjonarek.

 

Wybrałem kino, a nie teatr, bo nie jestem typem reżysera mózgowca – mówił w niedawnym wywiadzie artysta. – Kieruję się impulsem, odczuciem. Film daje mi możliwość własnego wyobrażenia o bohaterach i takiego pokazania ich widzowi, żeby uznał ich za swoich, choć nie zawsze było łatwo. Kiedy zdecydowałem, że Daniel Olbrychski ma zagrać Kmicica, w kraju zawrzało. Prowadzono nawet kampanię, żeby storpedować ten pomysł. ,,On nie może być naszym Kmicicem, bo garbaty, bo rudy. Bo, bo…, bo…” – słyszałem. A potem ogromna większość tych przeciwników przyjęła Kmicica-Daniela za swojego. I do dzisiaj nie potrafimy wyobrazić sobie innego. Do tego możliwość uzewnętrzniania własnej wyobraźni i widzenia jest pasjonująca.

Romantyczny reżyser na polu bitwy

Następnymi filmami („Potop”, „Trędowata”, „Znachor” i in.) udowodnił Hoffman swoje zamiłowanie do form kina popularnego, adresowanego do najszerszej publiczności, które jednak wykracza często poza funkcje rozrywkowe w potocznym znaczeniu tego słowa. Patrząc na jego dorobek można przyznać, że prawie zawsze był „reżyserem na polu bitwy”. Prawie… bo bywało i romantycznie: „Znachor”, „Trędowata”, „Piękna nieznajoma”. Jak sam przyznaje to mama nauczyła go miłości do literatury i poezji romantycznej.

 

Zawsze potrafił zachować pogodę ducha i nie dawać się nawet w najtrudniejszych chwilach. A takich chwil było sporo. Jako artysta o korzeniach żydowskich bardzo boleśnie przeżył rok 1968. Władze PRL nie dały mu wówczas zrealizować serialu według nakręconego wcześniej „Pana Wołodyjowskiego”. Serial taki pt. „Przygody Pana Michała” z wykorzystaniem części materiałów filmowych Hoffmana zrealizował dla telewizji Paweł Komorowski.

Bitwa warszawska w 3D

O możliwość realizacji niektórych swoich filmów zabiegał bardzo długo. Wyjątkiem, jak przyznaje był najnowszy obraz, pierwszy w Polsce film zrealizowany w technice 3D czyli „1920 Bitwa Warszawska”.

 

To realizacja marzenia, z którym nosiłem się od wielu lat – mówił niedawno. – W czasach PRL oczywiście dość szybko zrozumiałem, że to jeden z co najmniej kilku tematów, które nie mają szans na filmową realizację. Na początku epoki Gierka wśród kilku propozycji zgłosiłem chęć nakręcenia filmu o bitwie pod Monte Cassino. Wtedy, o dziwo, zaproponowano mi tzw. transakcję wiązaną: najpierw zrobię film „Do krwi ostatniej”, czyli opowieść o bitwie pod Lenino, a potem będę mógł przystąpić do nakręcenia bitwy pod Monte Cassino. Z tego drugiego, mimo zapewnień władz, oczywiście nic nie wyszło.

O filmie i historii

Jerzy Hoffman podkreśla często, że gdyby nie był filmowcem zostałby historykiem. Przestrzega jednak, by z jego filmów uczyć się historii.

 

Uczyć się historii trzeba z podręczników, dzieł naukowych – twierdzi. – Ani Trylogia Sienkiewicza, ani „Stara baśń” Kraszewskiego nie są podręcznikami historii, przekazują punkt widzenia artysty. „Wojna i pokój” Lwa Tołstoja też nie jest podręcznikiem historii. Jest to widzenie czasu przez wielkiego pisarza. Historii uczmy się w szkołach. Kto bardziej ją lubi, niech dodatkowo się dokształca, czytając ciekawe monografie na ten temat, a film oglądajmy jako dzieło sztuki. Film historyczny, a takim jest „Bitwa warszawska 1920”, ma się odwoływać do pewnej świadomości historycznej, do wydarzeń, które nie powinny ulec zapomnieniu. A my w przeciwieństwie do innych mamy jakąś szczególną umiejętność pomniejszania naszych zasług. Gdy w grę wchodzi oddanie komuś należnej czci, od razu znajduje się grono takich, którzy starają się ich rangę zanegować. Dlaczego dziś na świecie sądzą, że zburzenie muru berlińskiego rozpoczęło cały proces dekomunizacji? Bośmy własną legendę „Solidarności” rozszarpali, zdeptali i opluli. Lubimy to robić. W przypadku legendy Piłsudskiego nie mam zamiaru konfrontować się z ludźmi zacietrzewionymi, bo to bez sensu. Chcę mówić do osób normalnych.

Nagrody i wyróżnienia

W latach 1983-87 Jerzy Hoffman był wiceprezesem ZG SFP. W latach 1987-89 członkiem Komitetu Kinematografii. Był także kierownikiem artystycznym Zespołu Filmowego „Zodiak” (1980-97). Od 1997 jest współwłaścicielem spółki „Zodiak Jerzy Hoffman Production”. Został uhonorowany wieloma nagrodami i odznaczeniami. Jest posiadaczem m.in. tytułu honorowego „Zasłużony dla kultury narodowej”. Jego filmy nagradzano laurami festiwalowymi i wyróżnieniami, m.in. na MFF w Wenecji, Nagrodami Ministra Kultury i Sztuki, był także nominowany do Oscara.

 

Jan Bończa-Szabłowski

 

15.03.2012