Rozmowa z Agnieszką Odorowicz

Na stronie internetowej kampanii społecznej Legalna Kultura ukazał się wywiad Magdy Sendeckiej z dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszką Odorowicz. Pełna treść dostępna jest na stronie www.legalnakultura.pl.

[O sukcesach polskich filmów]

Mamy rozmawiać o scenariuszach, ale trudno nie wspomnieć o Oscarach, Berlinale i innych ostatnich sukcesach polskiego kina. To świetny prezent na dziesięciolecie PISF – ukoronowanie dotychczasowej działalności.

Bardzo się cieszymy, że nagrody nadeszły w takim momencie. To wielki sukces Pawła Pawlikowskiego, ale też Piotra Dzięcioła i Ewy Puszczyńskiej. Producenci dużo wnieśli do tego filmu, nie ograniczając się jedynie do zapewnienia twórcom maksymalnego komfortu realizacji. To dobry, pouczający przykład, jaką rolę mogą odegrać kreatywni producenci.

A najbardziej cieszy szansa, otwierająca się przy tej okazji dla polskiego filmu i filmowców. Selekcjonerzy międzynarodowych festiwali co najmniej dwa razy się zastanowią, zanim odrzucą jakikolwiek polski film. A przynajmniej na pewno go obejrzą, co do tej pory nie było oczywiste.

[…]

Nie zapominajmy o udziale w tym sukcesie PISF, który zaangażował się w promocję.

Staraliśmy się pomóc najlepiej jak umiemy. Nie tylko finansowo, ale też organizacyjnie. To zasługa zbudowanego systemu dofinansowań i sieci międzynarodowych kontaktów, które udało nam się stworzyć. Jeśli masz dobry film i ambicje, żeby wysłać go na międzynarodowe festiwale czy zaprezentować na kluczowych targach filmowych, możesz być pewny, że w PISF znajdą się środki finansowe, aby wesprzeć promocyjnie twoje działania.

[O scenariuszach]

Jesteśmy przy promocji, a chciałabym wrócić do początku – do scenariuszy. Od dziesięciu lat czyta je pani w ilościach hurtowych…

A przez to mniej książek niż kiedyś, nad czym głęboko ubolewam. Ale czytam wszystko, nawet teksty, które nie przeszły przez komisje eksperckie. Ich autorzy mają prawo do odwołania, często chcą się spotkać, a nie wyobrażam sobie rozmowy o tekście, którego nie znam! To chyba cecha charakteru, bo tak samo jest z komisją selekcyjną Festiwalu w Gdyni: oglądam wszystkie filmy, choć dostajemy kopie zwykle bardzo późno, co oznacza zarwane noce. A od początku istnienia Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej mam zasadę, że czytam wszystko: scenariusze dokumentów, fabuł i animacji. Czasu na lekturę nie wystarcza mi tylko w przypadku wniosków na development – jest ich za dużo, poprzestaję na streszczeniach.

[…]

dziesięć lat to sporo – co widać z tej perspektywy?

Przede wszystkim pojawiła się ostra konkurencja. Odkąd istnieje Instytut, do zawodu weszły już dwa nowe pokolenia twórców. I dzisiaj nie jest oczywiste, że jeśli uznany reżyser złoży scenariusz, to na pewno dostanie dofinansowanie.

[…]

Tego z kolei nie ma w młodym pokoleniu. To wyraźna zmiana jakościowa. Młodzi producenci i reżyserzy nie mają żadnego problemu, aby traktować nas jak partnerów. Przychodzą wcześniej, pokazują teksty działowi literackiemu, pracują nad poprawkami, szukają najlepszego rozwiązania…

Jeszcze przed złożeniem wniosku?

Tak! Każdy twórca profesjonalny, scenarzysta, reżyser czy producent filmowy ma prawo przyjść do działu literackiego, złożyć scenariusz i poprosić o zapoznanie się z tekstem i uwagi. To taki rodzaj script doctoringu, pierwsza ocena kogoś, kto nie ma emocjonalnego i osobistego stosunku do ciężkiej pracy autora. Daje to szansę zastanowienia się, czy przypadkiem nie warto dopracować tekstu, żeby zwiększyć swoje szanse na wsparcie. Osobiście uważam, że warto skorzystać z doświadczenia i bezinteresownej pomocy takich osób jak Ernest Bryll, Michał Komar czy Jacek Fuksiewicz.

[…]

Mam wrażenie, że opinia publiczna czasami zupełnie nie zdaje sobie sprawy z obiektywnych trudności związanych z decyzją o dofinansowaniu. Ludzie nie rozumieją, że my wszyscy – producent, eksperci PISF, a na końcu dyrektor Instytutu jako osoba, która za to odpowiada – musimy wyobrazić sobie film na podstawie scenariusza. Stworzyć obraz ze słów. Jeśli reżyser ma już jakiś dorobek, wtedy czytając tekst, można sobie wyobrazić kształt przyszłego filmu. Zwłaszcza jeśli ma już kilka filmów na koncie…

…albo wyraźną stylistykę?

…tak, swój gust, charakterystyczną formę wypowiedzi. Ale jeśli jest to debiutant, który ma za sobą etiudy szkolne i trzydziestkę [krótką fabułę zrealizowaną w ramach Programu 30 Minut – przyp. M.S.], które mogą być kompletnie inne, to już jest pewien kłopot. To jest zawsze potwornie trudne. Założę się, że gdyby spytać szóstkę liderów komisji eksperckich, jak sobie wyobrażają film według ocenianego właśnie scenariusza, mielibyśmy sześć wersji.

[O wyzwaniach]

Polskie kino przekonało zagranicę, przekonało polską publiczność, czy jest szansa, że przekona również polskich polityków? I że zaczną oni myśleć o ulgach podatkowych i ochronie praw autorskich? Teraz, gdy tak miło cieszyć się z laurów?

Ulgi podatkowe to trudny temat, to jedna z tych kwestii, z którymi być może zechce się zmierzyć mój następca czy następczyni w PISF. Kończymy wspólnie z PwC przygotowywanie raportu o stratach wynikających z braku tych instrumentów Polsce.

Drugim wyzwaniem jest problem piractwa i braku skutecznej polityki ochrony własności intelektualnej. I powiedzmy to wyraźnie, nie chodzi nam o to, żeby ścigać zwykłych użytkowników, którzy oglądają filmy w sieci, tylko o tępienie procederu, w którym zyski z rozpowszechniania filmów mają nie ich producenci i twórcy, którzy włożyli w ich powstanie ciężką pracę, wysiłek i pieniądze, tylko właściciele serwerów na Wyspach Bahama. Działania Legalnej Kultury to wspaniała praca, ale obawiam się, że jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie, zanim ludzie zrozumieją, że jeśli płacą za coś w sieci, to nie znaczy automatycznie, że to pochodzi z legalnych źródeł. Poza tym – wieloletnie zaniedbania w tej kwestii spowodowały, że stworzył się niedobry zwyczaj, pewien naganny sposób postępowania stał się normą. Odkręcenie tego, zmiana nawyków jest o wiele trudniejsza niż budowanie dobrych praktyk. Kibicuję Legalnej Kulturze, bo wasza działalność to światełko w tunelu.

Całą rozmowę Magdy Sendeckiej z dyrektor Agnieszką Odorowicz można przeczytać na stronie kampanii społecznej Legalna Kultura www.legalnakultura.pl.

30.03.2015