Rozmowa z Frédéricem Boyerem

Podczas 12. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego T-Mobile Nowe Horyzonty rozmawialiśmy z Frédéricem Boyerem, dyrektorem artystycznym amerykańskiego festiwalu Tribeca, dawniej selekcjonerem canneńskiej sekcji Directors' Fortnight (Frédéric Boyer współtworzył program festiwalu w Cannes w latach 2004 – 2011). Obecnie współpracuje również z festiwalem Les Arcs we Francji i jest gościem wielu międzynarodowych imprez filmowych.

PISF: Jak zareagował Pan na zaproszenie do udziału w wydarzeniach branżowych festiwalu we Wrocławiu?

Frederic Boyer: Bardzo zainteresowała mnie informacja o Polskich Dniach, które zorganizowano po raz pierwszy. Polska to spory kraj i mam wrażenie, że obserwujemy tu teraz bardzo ciekawe młode kino. Jesteście również znakomitym partnerem do koprodukcji. Dobrze jest spotkać nie tylko reżyserów, ale również producentów, by zrozumieć, co mają do przekazania. Staram się spotykać również ze studentami ze szkół filmowych, z Łodzi i innych miejsc. Najbardziej interesujące jest to, jak poszczególne kraje różnią się od siebie. Byłem niedawno na festiwalach w Sarajewie, Karlowych Warach, teraz jestem tutaj. Dużo podróżuję i zawsze staram się wybadać nastroje panujące w danej kinematografii, także zbadać otaczający ją klimat polityczny. Wiadomo, że polityka dotycząca kina jest w tej chwili bardzo niekorzystna w takich krajach jak Węgry czy Bułgaria. Ważne, by wiedzieć, co dzieje się w różnych krajach i dostrzegać miejsca przyjazne kinu.

Jakie są Pana wrażenia dotyczące prezentacji pitchingowych i works-in-progress?

Obie prezentacje były naprawdę dobre, znakomicie wręcz wypadły pokazy works-in-progress, które były krótkie. Czasem na festiwalach filmy są prezentowane w tej formule zbyt wcześnie, wstęp przed prezentacją filmów jest naprawdę za długi i w konsekwencji nie masz już ochoty tego filmu zobaczyć. Tutaj, co ważne, pokazywane były obrazy naprawdę będące już w postprodukcji, może oprócz filmu Ari Folmana. W jego przypadku najważniejsze było jednak zobaczenie, jaki kształt będzie miał nowy film Folmana, oraz jak Polska zaangażowana jest w powstawanie filmu, który ma spore szanse, by znaleźć się w konkursie głównym festiwalu w Cannes. Dla nas to był prezent, prawdziwa „wisienka na torcie”. Mogliśmy jako pierwsi na świecie zobaczyć fragmenty filmu, który zapowiada się wspaniale.
Pitching też był bardzo interesujący, mogliśmy poznać filmy z niewielkimi i sporymi budżetami, naprawdę ciekawe.

Które projekty zainteresowały Pana szczególnie? Które z tych filmów chciałby Pan zobaczyć już gotowe?

W works-in-progress podobał mi się projekt Wiktorii Szymańskiej, opowiadający o lalkarzu. Zainteresował mnie też film „Chce się żyć”. Nie znam jeszcze tego projektu dobrze, ale pierwsze zaprezentowane fragmenty pokazują, że film ten będzie miał duże szanse na dużych, światowych festiwalach. Czekam, aż zostanie on ukończony i będę mógł go zobaczyć. Filmy najlepiej radzą sobie tam, gdzie są najbardziej pożądane. Czasami lepiej zaistnieć w Karlowych Warach, Locarno czy na Tribece, gdzie mogą mieć większy rozgłos niż np. w Berlinie.

Przez jaki proces selekcyjny muszą przejść np. polskie filmy, by znaleźć się na festiwalu Tribeca?

Mamy normalny system naboru, ale zawsze łatwo skontaktować się ze mną. Oglądamy wszystkie nadsyłane filmy. Mam mniej pracy, ponieważ znam wcześniej wiele z tych projektów, jestem też w stałym kontakcie z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej. Zajmuję się również sekcją works-in-progress na festiwalu Les Arcs i projekt ten cieszy się dużym powodzeniem. W grudniu będę na pewno potrzebował czegoś z Polski na to wydarzenie. Przyjeżdżają na Les Arcs selekcjonerzy m.in. z Cannes, dystrybutorzy, ludzie z firm zajmujących się sprzedażą. Jeśli chodzi o charakter filmów które mogą się znaleźć na tych reprezentowanych przeze mnie festiwalach, to nie szukamy filmów realizowanych w sposób naprawdę klasyczny. Na Tribece mogą znaleźć się takie filmy tylko jeśli są z USA lub Wielkiej Brytanii. Nie interesują nas filmy akademickie, zbyt telewizyjne. One nie są dla nas. Poszukujemy nowych filmowców, świeżych tytułów. Nasz festiwal jest miejscem, w ramach którego można odbyć wiele podróży. Ta impreza otwiera drzwi, oglądanie filmu przypomina śnienie, więc filmy powinny być piękne dla publiczności. Lubię na festiwalach oglądać realizacje, o których wcześniej nic nie wiem, w trakcie oglądania dostrzegać ich jakość. Ważne, by nie ulegać wpływom prasy, rynku. Dystrybucja kinowa upada, maleje sprzedaż płyt dvd, vod nie zostało jak na razie dobrze zorganizowane, zwłaszcza jeśli chodzi o dystrybucję kina artystycznego. Najistotniejszym miejscem prezentowania filmów stały się festiwale, przyjeżdżają na nie młodzi ludzie, chcący oglądać bezkompromisowe filmy. Takie spotkania są wspaniałe, pełne energii. To paradoks, bo w klasycznej dystrybucji rzadko można przyciągnąć do kin młodych, zainteresowanych kinem artystycznym. Ciekawe w czym leży problem. Widzowie chcą teraz czegoś wyjątkowego. Na przykład tutaj w programie znalazła się sekcja mockumentów, fałszywych filmów dokumentalnych – to fantastyczne, nikt nie robi czegoś takiego, to piękne. Tribeca to festiwal poświęcony w dużej mierze kinu, ale również popkulturze. Filmy dokumentalne, muzyka, sztuka – nasz festiwal to misz-masz, ekstaza, rock’n’roll. Nasz festiwal jest naprawdę żywy.

Ogromną część roku spędza Pan podróżując i odwiedzając festiwale filmowe. Czy brakuje Panu polskich filmów na tych imprezach?

Tak, oczywiście. Chociaż są tytuły, które zaistniały szerzej – jak bardzo dobry film „Ki”, czy „Lęk wysokości”. Na szczęście to się zmienia, polskie kino musi pojawiać się szerzej na świecie. Chcemy oglądać polskie filmy na festiwalach. Na przykład film o kalekim chłopcu („Chce się żyć”) naprawdę mi się spodobał. Znakomite zdjęcia, piękne aktorstwo, film zaangażowany w wielką sprawę. Wszystko to dostrzegam w prezentowanym kilkuminutowym fragmencie i chcę zobaczyć więcej.

Jaką radę dałby Pan polskim filmowcom, jeśli chodzi o festiwale, zaistnienie wśród zagranicznej publiczności?

Czasami dobrze jest trochę zmienić tematykę, odświeżyć język filmu. Znakomicie robią to teraz filmowcy z Bałkanów. Filmy z Polski często mówią o „Solidarności”, co jest bardzo dobre, ale czekam na te historie opowiedziane pod innym kątem. Macie fantastycznych aktorów, znakomitych operatorów i reżyserów. Brak w polskim kinie scenariuszy, ale macie wielu, wielu utalentowanych twórców. W Polsce robi się teraz znakomite filmy krótkometrażowe, które coraz częściej znakomicie radzą sobie na festiwalach. Namawiam polskich filmowców do spotkań z przedstawicielami festiwali, z selekcjonerami, dystrybutorami, ludźmi o podobnych funkcjach jak ja. Chcemy promować dobre kino, które znakomicie radzi sobie teraz ekonomicznie, wspierane przez PISF. To bardzo ważne, by istniała taka instytucja. Podobne instytucje są w Belgii, które teraz działają znakomicie, tak jak instytucje w Polsce, Izraelu czy Francji. Bardzo ważne jest wspieranie młodych talentów, bez publicznych pieniędzy będzie im naprawdę ciężko.

 

Rozmawiała Marta Sikorska

31.07.2012