Rozmowa z Maggie Lee

Rozmawiamy z Maggie Lee, krytyczką filmową („Variety”, „The Hollywood Reporter”) i jurorką 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni.

 

PISF: Czy to pani pierwszy pobyt na polskim festiwalu?

 

Maggie Lee: Po raz pierwszy przyjechałam do Polski. Zanim się znalazłam w jury Festiwalu Filmowego w Gdyni z polskiego kina znałam jedynie klasykę, czyli filmy mistrzów takich jak Kieślowski, Polański czy Wajda. Po raz pierwszy teraz zetknęłam się ze współczesnym kinem. Dużo zawdzięczam pozostałym członkom Jury, którzy chętnie dzielili się ze mną swoją wiedzą. To oni przedstawili mi nowe prądy w kinie polskim i wyjaśniali mi, jak funkcjonuje polska kinematografia. Widzę wyraźnie tendencję do tego, by produkować w Polsce kino gatunkowe czy też poruszać szersze spektrum tematów. Dla mnie to bardzo ekscytujące, widzieć te starania.

 

Co spodobało się pani w konkursowych filmach?

 

Widzę w nowych polskich filmach świetne budowanie nastroju i odkrywanie naprawdę zajmujących tematów. Jednak dostrzegam ciągłą potrzebę zgłębiania zasad gatunku i poszerzania wiedzy o tym, jak się tworzy dobre filmy komercyjne. Dostrzegam też słabość w sposobie jak polscy twórcy planują zakończenia w swoich filmach – moim zdaniem czasami nie dorastają one do poziomu reszty filmu. Jednak znakomite jest to, co zazwyczaj docenia się w polskim kinie: zdjęcia na wysokim poziomie, podobnie muzyka, montaż czy też znakomite aktorstwo. To widzi się praktycznie w każdym filmie prezentowanym w tym roku w Gdyni. W Polsce jest wiele aktorskich talentów światowej klasy.

 

Po obejrzeniu tych kilku filmów, mimo że opowiadają np. o różnych okresach historycznych,  widzę wyraźnie, że wielu twórców filmowych pociąga temat pokazywania młodości jako okresu, gdy najwięcej się poszukuje, będąc jednocześnie zagubionym. W większości filmów powraca też temat tożsamości. Podam bardzo prosty przykład: pierwszym obejrzanym przez nas filmem był „Jack Strong”. Następnie obejrzeliśmy odrestaurowaną wersję „Potopu”. W obu tych filmach dostrzegłam podobieństwa – przede wszystkim są to historie opowiadające o polskim antybohaterze. To historie ludzi, którzy starając się zrobić coś dla kraju, muszą przekroczyć granice dla innych nie do pokonania. Obaj wiedzą, że mogąc zostać uznanym za zdrajcę muszą starać się odnaleźć moralne uzasadnienie swoich czynów. Różni ich tylko to, że bohater „Jacka Stronga” żyje w czasach zimnej wojny, a bohater „Potopu” w czasach szwedzkiego najazdu na Polskę.

 

Podobną historię opowiada film „Hardkor Disko”, gdzie do tego nie znamy motywów kierujących młodym bohaterem. To bardzo interesujące. W filmie „Obywatel” natomiast bohater to osoba, którą włada przypadek, przez co na szwank często wystawiona jest jej tożsamość, poczucie przyzwoitości, potrzeba bycia uczciwym człowiekiem. Miota nim zmienny wicher dziejów.

 

Polskie kino jest prawdopodobnie w momencie zwrotnym, gdy rewolucyjne zmiany kraj ma pomału za sobą i do głosu dochodzi nowa generacja, wychowana po przemianach roku 1989. Widzę to np. na przykładzie filmu „Miasto 44”, który, choć opowiada o Powstaniu Warszawskim to jest wyraźnie zrealizowany przez młodą osobę i przeznaczony głównie dla młodej widowni. Znakomicie pokazuje to zagubienie, o którym wspomniałam wcześniej. Zauważyłam, że reżyserzy wielu filmów pozostawiają otwarte zakończenie w swoich filmach, nie dając jednoznacznych odpowiedzi. Wielu z nich robi to w bardzo poruszający sposób. Taki jest na przykład koniec filmu „Pod Mocnym Aniołem”.

 

Widzę, że wielu twórców uczy się tego, jak opowiadać swój film. Niektórzy stawiają raczej na epizody. Widzę też wiele słabości scenariuszowych, jednak często te słabe punkty pokrywane są znakomitym montażem.

 

Porównuje pani filmy konkursowe ze sobą. Jak natomiast wypada porównanie nowych polskich filmów z tym, co kręci się na świecie? Czy widzi pani przenikanie się pewnych tendencji, czy też jest w polskim kinie coś wyjątkowego tylko dla tego regionu?

 

W polskim kinie nadal ogromną rolę odgrywają tematy historyczne. Podobnie jest z moralnością czy religią. W tym wydaje się być zanurzone polskie kino. Wydaje mi się, że pewne rzeczy na ekranie łatwiej mi zrozumieć, ponieważ jestem katoliczką. Interesująca, ale niekoniecznie w pozytywnym kontekście, wydaje mi się zbyt mała liczba pierwszoplanowych ról kobiecych, czy też brak kobiecej perspektywy. Dobrze zarysowane pierwszoplanowe postaci kobiece to w tegorocznym Konkursie praktycznie tylko „Obietnica” oraz „Jeziorak”. „Obietnica” w ogóle wydaje się wyjątkowym filmem, w pozytywnym sensie. To także opowieść o tożsamości i młodych ludziach, o tym, jak próbują być wobec siebie i świata szczerzy.

 

Ciekawy pomysł na postać kobiecą mamy również w filmie „Bogowie”. Tutaj żona bohatera nie jest kliszą – ona wręcz odmawia bohaterowi wsparcia, nie godząc się na wspólną przeprowadzkę. Jednak w momencie, kiedy sądzimy, że odejdzie od bohatera, to pojawia się w hotelu i mówi: „teraz ja się tym zajmę”. To silna bohaterka, która w zasadzie ratuje Religę, co mi się bardzo podoba. Sądzę, że ten wątek został oparty na prawdziwych wydarzeniach z ich życia. W „Bogach” podobało mi się także jak stopniowo rosła rola pielęgniarek, które początkowo pokazano niemal jako prostytutki. Jednak to nadal role czy też postaci drugoplanowe. Ten film to też w pewnym sensie kino historyczne, ponieważ opowiada o wydarzeniach z lat 80. Wtedy przecież umniejszano rolę kobiet, kobiety kiedyś często same trzymały się z tyłu.

 

„Miasto 44” to również ciekawe postaci kobiece. „Biedronka” to znakomicie zagrana rola, ciekawie zniuansowana pomiędzy strachem, a próbą bycia odważną, niemal bohaterską. Podobnie druga postać, „Kama”. Bardzo ciekawa wydała mi się także postać alkoholiczki w filmie „Pod Mocnym Aniołem” – nieczęsto widzi się w kinie takie postaci, w bardzo udany sposób otwierające oczy na problem alkoholizmu wśród kobiet. Mam nadzieję, że polskie kino zacznie poświęcać więcej miejsca kobietom, oferować ciekawe role zarówno młodym jak i dojrzałym aktorkom.

 

Jak wyglądała praca Jury? Jak współpracowało się w tym gronie?

 

Spędzaliśmy razem całe dnie – od 8 rano do późnych godzin wieczornych. Przyleciałam tutaj prosto z Kanady i miałam problem z zaadaptowaniem się do zmiany czasu. Intensywność doznań jednak szybko sprawiła, że przywykłam i polubiłam ten tryb pracy. Mieliśmy okazję dobrze się poznać. Po każdej projekcji, a mieliśmy ich kilka dziennie, zawsze bardzo szczegółowo omawialiśmy dany film. Oczywiście nieoceniona była pomoc polskich jurorów, którzy udzielali nam mnóstwa wskazówek i wyjaśnień, zwłaszcza w zakresie historii Polski i wiedzy o dzisiejszym społeczeństwie. Wskazywali na różnice społeczne, które mi wydały się bardzo ciekawym źródłem tematów w nowym polskim kinie.

 

Przewodniczący Jury, Ryszard Bugajski, cały czas pamiętał o tym, by nasze wybory dotyczące nagrodzonych tytułów były bardzo demokratyczne i dbał o to, by zdanie każdego z nas zostało wzięte pod uwagę. Bywało ciężko, bo każdy z nas był gotów namiętnie bronić swoich racji. Jednak wytworzyliśmy taki klimat, że nikt z członków Jury nie bał się nie zgodzić z innymi. Zauważyłam, że Polacy to naród zapalczywy i zaciekle broniący swego stanowiska, aczkolwiek bardzo inteligentny (śmiech).

 

Co pani ceni w kinie? Czego szuka pani w nowych filmach?

 

Ktoś mi kiedyś powiedział, że staramy się rozwikłać, co ma do powiedzenia reżyser, a potem oceniamy go według tego, czy to osiągnął. Dla mnie taki sposób oceniania jest trudny. Staram się oceniać filmy indywidualnie. Lubię kino z dobrą strukturą, z dobrym rytmem. Jest tylu twórców, których cenię. Bardzo podoba mi się kino rumuńskie, które jest bardzo precyzyjne i inteligentne. Czuję się zaszczycona, że mogłam oceniać filmy wspólnie z rumuńskim scenarzystą Alexandru Baciu. Film „Wtorek, po świętach”, do którego napisał scenariusz, należy do moich ulubionych. W ciągu ostatnich kilku miesięcy kilka tytułów zrobiło na mnie szczególne wrażenie, m.in. gruziński obraz „Rozkwitające” („In Bloom”) ze znakomicie napisanymi rolami kobiecymi. Film ten świetnie pokazuje, jak męski świat może zdominować kobiety. Jestem specjalistką od kina azjatyckiego, a tutaj mamy rozmaite tematy, jak też wiele przykładów kina gatunkowego. Lubię również filmy mroczne, horrory. Lubię filmy Hirokazu Koreedy czy Joon-ho Bonga, nie przepadam za Kitano. To twórcy uniwersalni, o szerszym spojrzeniu na człowieka.

 

Z Konkursu Głównego w Gdyni chętnie jeszcze raz wróciłabym do filmu „Obywatel”, by lepiej go zrozumieć i docenić kunszt opowiadania historii właśnie w ten sposób. Wydaje mi się, że polskie filmy mogą być zrozumiane i doceniane na całym świecie. Takie tytuły jak „Jack Strong” czy „Bogowie” opowiadają o specyficznych momentach w polskiej historii, jednak oba mają zrozumiałą strukturę, mówią językiem filmowym zrozumiałym na całym świecie. Możemy nic nie wiedzieć o Polsce z tamtych lat, natomiast te tytuły to znakomita lekcja historii. Podobnie „Obietnica” – ta historia mogłaby wydarzyć się wszędzie na świecie. Ciekawym komentarzem do sytuacji społecznej wydaje się być także „Hardkor Disko”, jak chociażby wątek ojca-architekta, który być może chciał zostać „drugim Gaudim”, ale zajął się bardzo komercyjnymi projektami.

 

Rozmawiała Marta Sikorska

07.10.2014