Rozmowa z Piotrem Dumałą

Piotr Dumała

Piotr Dumała. Fot. Marcin Kułakowski, PISF


Jednym z jurorów w tegorocznym konkursie festiwalu Animator był Piotr Dumała – reżyser, scenarzysta, pisarz, rysownik, grafik, prozaik i autor wielu docenionych filmów animowanych. W trakcie Animatora odbyła się również retrospektywa twórczości Piotra Dumały, podczas której – oprócz filmów animowanych – zaprezentowano fabularny „Las”.

PISF: Co – zarówno pod względem formalnym, jak i treściowym – dominuje w nadesłanych na Animatora pracach? Czy na podstawie obejrzanych przez Pana filmów konkursowych jest Pan w stanie wyłonić jakieś szczególne tendencje w animacji?

Piotr Dumała: Oglądane przez nas filmy to obraz selekcji dokonanej przez inną komisję. Moim zdaniem animacja jak zwykle prezentuje dużą różnorodność pod względem formy i tematów. Z drugiej strony, wszechobecność technik komputerowych upodobnia te filmy do siebie. Osobiście dla mnie liczą się indywidualności i znalazło się ich tu kilka, aczkolwiek niewiele. Zauważalna była polska animacja, choć uplasowała się tuż poza obszarem filmów nagrodzonych. Tendencji jako takiej nie zauważyłem, jest bardziej rozbicie by nie powiedzieć chaos i zagubienie w doborze technik i tematów.

Jest wiele określeń charakteryzujących animację. Nazywa się ją np. „sztuką totalną” lub „kinem w czystej postaci”. W czym Pana zdaniem tkwi największa siła animacji?

Na pewno w wolności kreacji twórczej, łatwości przeniesienia wewnętrznego świata wyobraźni na światło dzienne. I znów podkreślę – komputery pozwalają robić wielu ludziom filmy w warunkach domowych, ale spowodowało to zaburzenie granic między profesjonalizmem i amatorszczyzną i odebrały twórcom inwencję wymyślania własnych technik. Niemniej, na szczęście można zaobserwować stopniowy nawrót do poszukiwań w zakresie rękodzieła.

Powiedział Pan kiedyś: „Moim marzeniem od dziecka było zobaczyć, wyświetlić na ekranie sen”. Czy po wielu latach pracy jako animator może Pan powiedzieć, że zdołał Pan ‚wyprojektować’ na ekran swoje sny?

Tak.

Z pewnością jest Pan twórcą, który stara się przełamywać przyzwyczajenia widzów. Dzięki Pana pracom wielu ludzi przestało traktować animację jako formę przedstawienia żartu. Jakie przyzwyczajenia chciał Pan przełamać realizując „Las”?

Chyba żadnych. Chciałem pokazać procesy i zjawiska towarzyszące sytuacji granicznej, przechodzenia w śmierć. Zrobiłem to na swój sposób, na spokojnie, nawet odrobinę żartobliwie, co niewiele osób zauważyło. Potem dopiero okazało się, że tym filmem naruszyłem przyzwyczajenia widzów do traktowania czasu w filmie.


Film w Pana pojęciu jest żywym organizmem. „Las” chciał Pan potraktować jako istotę niezależną, obdarzoną własnym życiem. Czy gdy zobaczył Pan pierwszy raz końcowy efekt „Las” Pana zaskoczył?

 

Miałem wrażenie, że zrobiłem film przedwojenny. I byłem z tego zadowolony.

Festiwal Animator stara się podkreślić rolę muzyki nieodłącznie z animacją związanej. W Pana filmach może nie tyle muzyka, co dźwięk w ogóle odgrywa ogromną rolę. Czy nie jest tak, że prowadzi Pan działanie dwukierunkowe, polegające na tym, że dźwiękiem buduje Pan realizm a obrazem surrealizm?

To ciekawa teoria. Wydaje mi się, że zawsze dbałem o integrację tych warstw z pełną świadomością, co każda z nich wnosi do filmu. W moich filmach animowanych przy braku dialogów dźwięk i język obrazu ma kluczowe znaczenie. To samo dotyczy w dużym stopniu filmu „Las”.

W prawie każdym Pana filmie tyka zegar. To jakby stały bohater Pana filmów. Czy ma Pan obsesję czasu?

Czas nie istnieje, to pojęcie abstrakcyjne porządkujące nasze życie. Film jest jego formą cielesną, czas w pewnym sensie jest tworzywem filmu. Zegar w moich filmach występuje niczym metronom, tworzy rytm. Mówi o powtarzalności. Jest machiną wspomnień. Lubię zegary z zawartą w nich filozofią nieskończoności i księżycową pełnią, z ich tykaniem i biciem, są jak serca. Nie lubię nagromadzenia tykających zegarów. Nie lubię zegarów stojących lub zepsutych.

Wiele inspiracji czerpie Pan z literatury. Czy jest jakiś współczesny pisarz, którego prozę chciałby Pan zanimować?

Chyba nie. Prędzej coś z pogranicza literatury faktu.


Pracuje Pan teraz nad filmem „Dr Charakter 2”. Na czym skupi się Pan po tej realizacji?

Rozpocznę następny artystyczny film animowany. Pracuję też nad przygotowaniami do dość dużej fabuły aktorskiej. Obydwa na podstawie własnych scenariuszy. Oprócz tego w wydawnictwie „Słowo/obraz terytoria” powstaje mój autorski album – książka ukazująca efekty mej pracy w kilku dziedzinach: plastyki, filmu i literatury. Pretekstem dla jej wydania jest mijająca w tym roku trzydziesta rocznica mojego filmowego debiutu.

Rozmawiała Kalina Cybulska

21.07.2011