Rozmowa z selekcjonerem festiwalu Visions du Réel

Podczas 55. Krakowskiego Festiwalu Filmowego rozmawialiśmy z Emmanuelem Chiconem, selekcjonerem jednego z najważniejszych festiwali filmu dokumentalnego Visions du Réel w Nyon (Szwajcaria).

PISF: Na początku naszej rozmowy chciałabym podziękować za to, iż niemal co roku w programie festiwalu Visions du Réel pojawiają się polskie filmy dokumentalne.

Emmanuel Chicon: To chyba nie do nas należy kierować podziękowania. Te filmy są po prostu bardzo dobre. Polska jest jednym z najważniejszych krajów na rynku kina dokumentalnego. Co roku otrzymujemy całkiem sporo dobrych filmów dokumentalnych z Polski, czasem stajemy przed naprawdę trudnym wyborem, ponieważ jak się można domyślać, niestety nie możemy całej selekcji zbudować wyłącznie na filmach z Polski.

Jak podobały się panu tegoroczne projekty z Docs to Go! i Docs to Start?

Mam wrażenie, że w programie znalazły się znakomite projekty. Każdy z nich był ciekawy. Prezentacja była szczegółowa i jednocześnie ekscytująca. Znakomicie, że takie prezentacje towarzyszą Krakowskiemu Festiwalowi Filmowemu, ponieważ obecnie każdy festiwal organizuje własne pitchingi. Dla festiwalowych selekcjonerów taka prezentacja to przedsmak tego, co będą mogli zaprosić na swoje festiwale już za kilka tygodni czy miesięcy. Ale to także przegląd tego, co znajdzie się na światowych festiwalach za rok czy dwa. To jak czekanie na owoce, które dopiero dojrzewają w ogrodzie. To dotyczy zwłaszcza projektów sekcji Docs to Start – niektóre z tych pomysłów ujrzą światło dzienne dopiero ok. 2018 roku. Trudno jest też oceniać filmy na podstawie pitchu i 2 fragmentów, czekam więc na gotowe ostateczne wersje tych produkcji.

Świat filmu dokumentalnego to dosyć małe grono i los tych projektów będzie łatwo dalej śledzić – zobaczymy je na festiwalach w Jihlavie czy na IDFA. Tworzymy małą społeczność i ważne dla nas, by rzeczywiście móc już teraz zerknąć na to, co pojawi się za kilka lat. W Nyon chcemy mieć w programie filmy uznanych twórców, ale szczególnie zależy nam na odkrywaniu filmowców będących na początku swojej twórczej drogi. To oni będą tymi znaczącymi autorami za kilka lat.

Muszę też podkreślić, że selekcjonerzy nie jeżdżą na festiwale tylko żeby oglądać filmy. Jesteśmy tutaj, by poznawać ludzi i budować sieć kontaktów. Ważne, by te branżowe kontakty nieustannie poszerzać.

Czy w polskich filmach szuka pan tematów uniwersalnych, obecnych także w innych kinematografiach czy też raczej poszukuje pan czegoś wyjątkowego, typowego tylko dla Polski?

To wygląda jeszcze inaczej. Nie możemy szukać filmów, jakie spodziewamy się znaleźć. Gdy rozpoczynamy proces selekcji nie wiemy, czego się spodziewać. Wszystko zależy od tego, co do nas nadesłano. Powiem jak to działa: na przykład rok temu, w czerwcu 2014 nie przypuszczałbym, że na festiwalu w 2015 roku będziemy mieć tak wiele filmów z Bliskiego Wschodu. Niczego nie można się z góry spodziewać. Największą trudnością w pracy zespołu selekcyjnego jest to, że nie mogę podać ustalonej definicji co jest, a co nie jest filmem dokumentalnym. Nie wiem, jaki ten film ma być, musi mnie zaskoczyć. Nie poruszą mnie już tak bardzo filmy podobne do tych, które mnie poruszały rok wcześniej. Podstawą naszej pracy jest więc bycie po prostu otwartym.

Co podobało się panu szczególnie w programie festiwalu?

Zrobiłem sobie listę tytułów, jakie koniecznie muszę zobaczyć. Mam na niej „Ślimaki” Grzegorza Szczepaniaka, „Plus minus, czyli podróże muchy na Wschód” Bogdana Dziworskiego,  „Królową ciszy” Agnieszki Zwiefki, „Z łóżka powstałeś” Bartka Konopki, „Mów mi Marianna” Karoliny Bielawskiej, „Koniec świata” Moniki Pawluczuk. Część z nich obejrzę już w drodze powrotnej z festiwalu. Muszę podkreślić, że co roku w Krakowie obecni są przedstawiciele Visions du Réel i nie jest to przypadek. Wiemy, że sporą część najlepszych polskich produkcji filmowych znajdziemy właśnie tutaj. W  ubiegłym roku tutaj obejrzeliśmy „Dom na głowie” Adama Palenty, który trafił do tegorocznego programu naszej imprezy do sekcji konkursowej krótkich metraży. Kilka tytułów również do ostatniej chwili walczyło u nas o miejsca w konkursach i znalazło się w Krakowie w tym roku. Wszystko zatacza pewien krąg i tworzy festiwalowy obieg na świecie.

Pamiętam, że przed 4 laty, kiedy odbywała się pierwsza edycja Docs to Go! to przedstawiciel Visions du Réel był jednym z naszych najważniejszych gości z czołówki festiwali filmu dokumentalnego na świecie. Prezentowana wówczas na DtG! „Sztuka znikania” Bartka Konopki i Piotra Rosołowskiego trafiła wtedy do konkursu w Nyon.

Uwielbiam ten film!  Znam Annę Wydrę od czasu sukcesów „Królika po berlińsku” i bardzo nalegałem, by nowy film tej ekipy pokazać u nas. Członkowie komitetu selekcyjnego obejrzeli go w styczniu i wszyscy się natychmiast zakochali w tym projekcie. Dziś muszę niestety powiedzieć, że ku mojemu zdziwieniu jurorzy, których wówczas wybraliśmy nie dostrzegli w tym filmie tego, co ekipa tworząca festiwal. Byliśmy tym bardzo zmartwieni, bo był to naszym zdaniem jeden z najmocniejszych punktów imprezy. Może jurorzy dostrzegli coś niepokojącego w propozycji Bartka, by bohaterem uczynić kapłana voodoo i łączyć komunizm z szamanizmem? Dla mnie to było cudowne!

Ma pan jakieś rady dla twórców, którzy chcieliby pokazać film na Visions du Réel?

Trzeba robić dobre filmy. No nie, przesadziłem. Jak już wspomniałem – nie spodziewamy się niczego szczególnego, wybierając filmy. Chcemy zaskakiwać naszą publiczność. To oznacza, że my – selekcjonerzy, którzy jesteśmy pierwszymi widzami waszych filmów – też musimy zostać zaskoczeni. Musimy być poruszeni, musimy się śmiać, może czasem nawet musimy się bać, sam nie wiem. Nie ma reguły. Te filmy muszą być szczere, co nie oznacza, że mają być przezroczyste. Akceptujemy szczere wyznanie swoich wątpliwości, wahań – filmowcy nie są wszechmocni, to tylko ludzie. Doceniamy indywidualną perspektywę, emocje. Warto być szczerym w swoich filmach.

Rozmawiała Marta Sikorska

10.06.2015