Rozmowa z Yachem Paszkiewiczem

Yach Paszkiewicz

Yach Paszkiewicz. Fot. Marcin Kułakowski, PISF

 

Podczas 4. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Animowanych „Animator” rozmawialiśmy z Yachem Paszkiewiczem – „Ojcem Polskiego Wideoklipu”, twórcą Festiwalu Polskich Wideoklipów Yach Film, który w tym roku odbędzie się już po raz dwudziesty. Na festiwalu „Animator” Yach Paszkiewicz prowadził Warsztaty Animacji Błyskawicznej.

 

PISF: Na czym polega specyfika wideoklipu?

 

Yach Paszkiewicz: Wideoklip jest formą otwartą, jeżeli chodzi o kompozycję filmową – scenariusz nie jest koniecznie liniowy, jak w filmie fabularnym. Jest to również poligon różnego rodzaju nowych języków filmu, nowego sposobu obrazowania. To w wideoklipie pojawiają się nowinki techniczne, jeżeli chodzi o sposób montażu, o sposób postprodukcji, efekty specjalne. To jest krótka, nośna forma filmowa, która bardzo pasuje do debiutu, do pierwszych kroków stawianych w filmie, dlatego młodzi ludzie często wybierają ten rodzaj ekspresji. To pierwszy krok w stronę filmu, bowiem, z jednej strony, jest to muzyka, która zwykle jest dla młodych ludzi inspirująca, szczególnie, jeżeli dotyczy ich własnego życia, egzystencji, a z drugiej strony można tę muzykę opisać kamerą, przy użyciu rożnych zabiegów rozszerzyć myśl twórców piosenki, tekstu i dźwięków. Kiedyś była to forma zakazana w szkołach filmowych. Pamiętam przypadek studenta łódzkiej filmówki, którego na początku lat 90-tych wydalono ze szkoły z powodu zrobionego Stanisławowi Sojce pięknego wideoklipu. Teraz forma ta przyjęła się też jako quasi etiuda filmowa, jako sposób pokazania muzyki, fajnego tekstu przy pomocy krótkiej fabuły. Oczywiście klip niejedno ma imię, jego formy się zderzają, bywają zupełnie różne, stąd też nasza obecność na festiwalu Animator już trzeci raz.

 

Czy animacja jest popularnym zabiegiem, po który sięgają polscy twórcy?

 

Lwią część polskich wideoklipów, na bardzo dobrym zresztą poziomie, stanowi animacja. Nie oszukujmy się – łatwiej w Polsce znaleźć budżet dla jednego czy paru twórców, którzy robią animacje, niż znaleźć olbrzymi budżet na choreografię, zaangażowanie dwustu odjechanie ubranych statystów itd. To nie są takie budżety. Niestety nasz przemysł muzyczny nie należy do wiodących na świecie, więc nie mamy tu Michaela Jacksona, który sprzedaje miliony płyt.

 

Przez co twórcy niejednokrotnie podchodzą do tematu bardziej kreatywnie. Z naszym rynkiem chyba nie jest źle?

 

No oczywiście. Ja nie mówię, że nasz rynek muzyczny nie obfituje w świetne wideoklipy. Jeżeli zerkniemy do internetu, jeżeli popatrzymy sobie na to, co się dzieje w społeczności młodych ludzi, to okaże się że, jeżeli jest piękna piosenka, jest mądry tekst, jest dobra muzyka, to często obcujemy również z rewelacyjnymi pracami wizualnymi, na światowym poziomie. Żyjemy w czasach kryzysu mediów. Szczególnie dotyczy to mediów elektronicznych, które kiedyś promowały muzykę. MTV nie ma już nawet prawa do używania nazwy ‚music television’, ponieważ zajmuje się programami quasi rozrywkowymi, przypomina bardziej takie stare NRD-owskie pismo Bravo. Natomiast mało się pokazuje i mówi o muzyce, która stała się bardziej tłem tego wszystkiego. Większość światowej muzyki to zalew płytkiego komercjalizmu. U nas tak nie jest. U nas – zwłaszcza do muzyki poetyckiej – robi się wyjątkowe wideoklipy.

 

Które polskie teledyski szczególnie by Pan polecił?

 

Jest ich mnóstwo. Wymienię tylko kilka. Prace Matthew Schroedera, niemiecko-amerykańskiego młodego reżysera, który zrobił dwa wideoklipy dla Bajzla – gdyńskiego poety multiinstrumentalisty. Jeden z tych teledysków – „Nie znikaj” – dostał Grand Prix na Festiwalu Yach Film i jest to praca, która reprezentuje poziom światowy. Ten klip ma przesłanie i myślę, że za pięć, dziesięć lat również będzie mógł być emitowany. Teledyski Behemotha zrobione przez Grupę 13, czyli Łukasza Tunikowskiego i Dariusza Szermanowicza, młodych reżyserów wideoklipów z Wrocławia, to światowy poziom postprodukcji. Osiągnęli tak wysoki techniczny i filmowy poziom, że uważam, że powinno się oddać w ich ręce realizację „Wiedźmina” i innych polskich filmów fantasy. W przypadku animacji trzeba wspomnieć tandem Kijek-Adamski, którzy robili wideoklipy np. dla Tomasza Stańki, ale też dla brytyjskich grup. Ich prace są naszym eksportowym towarem artystycznym. Dobrze, że twórcy, którzy już łyknęli bakcyla realizacji dobrych wideoklipów w Polsce, tworzą fabryki i pracują nie tylko dla polskich artystów, ale mają zlecenia również z Zachodu.

 

Na czym polegają prowadzone przez Pana warsztaty animacji błyskawicznej?

 

Animacja kojarzy się ze żmudnym warsztatem animatora, który dziennie może zrealizować 3 do 10 sekund animacji, musi przeliczać czas, budować przestrzenie itd. W wideoklipie animacja przybiera różne formy wyrazu, różne smaki. Może być to animacja z samym artystą, żywymi postaciami, przedmiotami, może być to rysunek poklatkowy albo np. rysunek przypomniany przez piękną pracę Sebastiana Pańczyka dla Fisha „Kryminalny Bluez”, czyli tzw. animacja zeszytowa, znana ze szkoły podstawowej, kiedy na brzegu książki można było rysować klatka po klatce i w ten sposób człowiek się uczył, o co w ogóle chodzi w animacji. Ja pokazuję warsztat, w którym szybko podejmujemy decyzje. To nie jest warsztat konwencjonalny, który kojarzy się z ciężką wielomiesięczną robotą. Wideoklip jest krótką formą, którą przeliczona na klatki filmowe obejmuje od 3,5 tysiąca do 5 tysięcy klatek filmowych. Jeżeli będziemy samplować to co dwie klatki, to zuboży nam się ta liczba klatek, czyli tak naprawdę rysując 1250 klatek rysunków, możemy już zrealizować cały teledysk. Oczywiście ja uczę, jak do tego się zabierać, że należy się przygotować, rozpisać sobie sceny. Musimy również wiedzieć, o co nam chodzi, musimy wypowiedzieć się jako artysta.

 

Na początku warsztatów analizujemy tekst i muzykę, rozpisujemy time code’y, każdy dostaje swoją przestrzeń do zagospodarowania, każdy rysuje storyboardy, które później zaczynamy realizować. Na warsztatach tworzymy od razu parę stanowisk. Jedno stanowisko do reprodukcji kolejnych rysowanych klatek filmu, drugie stanowisko do animacji kolażowej, gdzie przesuwa się elementy wycięte z rysunków, oprócz tego animacje poklatkowe. Później jest sam etap realizacji. W trakcie drugiego dnia warsztatów już zaczęliśmy montaż. Nie będziemy tu przecież siedzieć 2 miesiące. Potrzebujemy sukcesu od razu, bo po czterech dniach musimy pokazać gotową pracę, żeby przekonać wszystkich, że wspólnie albo nawet samemu, można szybko coś fajnego zrobić.

 

Do jakiej muzyki jest robiony ten teledysk i czy to Pan ją wybierał?

 

To jest kapela, która nie ma jeszcze żadnego wideoklipu. Nazywa się Half Past Moment. Zespół jest z Poznania. Robiąc podobne warsztaty w rożnych miejscach w kraju zawsze staram się, żeby autorem muzyki była jakaś dobra, lokalna kapela, bo mam nadzieję, że po spotkaniu, do którego dochodzi na warsztatach, uaktywni się pewne środowisko i młodzi ludzie zaczną współpracować i rzeczywiście tak jest.

 

Zespół jest na naszym planie filmowym i oddaje się do dyspozycji. To jedno z założeń, żeby zespół opowiedział o sobie, żeby twórcy poznali ten zespół, tak jak poznaje się modela, kiedy się go rzeźbi. Autor tekstu mówi, co chciał powiedzieć, a uczestnicy znajdują przekazy związane z jakimiś ekwiwalentami obrazowymi w stosunku do muzyki. Ja przez wiele lat pracy nauczyłem się, jak rozmawiać z artystami, którym tworzy się wideoklipy. Nie można tu być dyktatorem. Relacje, jakie zachodzą pomiędzy artystą, jego muzyką, jego sposobem wykonania, a twórcą klipu są bardzo intymne.

 

Piosenka, nad którą pracujemy jest o przemijającym czasie, więc założyliśmy, że nie chcemy pokazywać zegara, bo to by było banalne. Niektórzy mają świeże pomysły i realizują trudne wyzwania, takie jak grafika 3D. Autorzy pomysłów musieli przed zespołem i przede mną referować, co chcą pokazać i dlaczego to robią. Musimy mieć na uwadze pierwszoplanową rolę tego filmu, czyli zespół, ludzi, którzy mają się wypromować. Wideoklip jest nie tylko dziełem sztuki, ale ma też wartość reklamową.

 

Jakie są zasadnicze różnice pomiędzy reżyserem filmowym a reżyserem wideoklipów?

 

Reżyser filmowy dostaje gotowy scenariusz albo jest współscenarzystą i to on na castingu dobiera role pierwszoplanowe, drugoplanowe, statystów, rozmawia ze scenografem, rozmawia z muzykiem. Sytuacja reżysera wideoklipów jest zupełnie inna, bo on już dostał pierwszoplanową rolę, którą jest zespół, wokalista, wykonawca. Ten zespół powinien wyglądać korzystnie, klip powinien mieć przekaz, który nawiązuje do charyzmy zespołu i jego muzycznej postawy. Jednocześnie reżyser wideoklipu musi mieć świadomość, że jego praca nie będzie podpisywana przez niego, tylko przez zespół i wykonawcę. Cały splendor przechodzi na autorów muzyki. Festiwal Yach Film stara się to zmienić, odrzeć tą zasłonę anonimowości, wyłonić tych reżyserów, którzy mają swój sposób kreacji, są nastawieni na eksperyment, na poszukiwanie nowego języka filmu, nowego sposobu obrazowania tak jak np. Łukasz Rusinek czy Florian Malak.

 

Klip zrobiony w ramach Warsztatów Animacji Błyskawicznej odbywających się na Festiwalu Animator:
www.youtube.com.

 

Rozmawiała Kalina Cybulska

29.07.2011