Scorsese: "Każdy film to moje życie"

Barbara Hollender: Pana montażystka Thelma Schoonmaker opowiada, że w waszej montażowni wisi plakat „Popiołu i diamentu”…

Po przylocie do Warszawy spotkałem się z Andrzejem Wajdą i dałem mu zdjęcie z czasów, gdy pracowałem nad „Wściekłym bykiem”. Jest na nim właśnie ten plakat. Zawsze byłem pod wielkim wrażeniem polskich filmów – Munka, Polańskiego, Skolimowskiego, Wajdy – zwłaszcza „Popiołu i diamentu” czy „Kanału”.

Teraz dostał pan doktorat honoris causa łódzkiej Filmówki.

Na uniwersytecie nowojorskim miałem ogromnie surowego wykładowcę, który prowadził zajęcia z teorii filmu. Pamiętam, że stale robił nam testy. Odpowiadaliśmy na pytania ze wstępnego egzaminu do łódzkiej szkoły. Często mówił nam o tej uczelni, uważał ją za najlepszą na świecie. To był rok 1961. Dzisiaj czuję się zaszczycony, że profesorowie tej szkoły przyznali mi honorowy doktorat.

Które filmy z własnego dorobku są dla pana najważniejsze?


Z pewnością „Ulice nędzy”. Wspaniale przyjęte przez krytyków i widzów, dały mi siłę i wiarę, że jestem na właściwej drodze. Specjalnym czasem był dla mnie okres kręcenia „Wściekłego byka”. Czułem, że jakiś etap się w moim życiu kończy, a inny zaczyna. Niedługo potem zrobiłem „Ostatnie kuszenie Chrystusa”. Ostatnio ekscytującym doświadczeniem stała się dla mnie realizacja „Awiatora”. Ważne są jednak nie tylko tytuły, także ludzie. Z wieloma stale pracuję, dobrze się znamy i rozumiemy. De Niro czy Di Caprio zawsze mnie inspirowali. Robert namówił mnie do zrobienia „Wściekłego byka” i „Króla komedii”, Leo przekonał do „Awiatora”. Choć jest ode mnie dużo młodszy, mamy podobne podejście do życia.


Rada, jaką dałby pan dzisiaj początkującym reżyserom.

Życzyłbym im też odwagi. Ja jestem oddany tradycyjnemu kinu. Ale młodzi – jeśli uznają sztukę filmową za swoje medium – powinni ją definiować od nowa, iść z duchem czasu. Kino ciągle jest wspaniałym sposobem na porozumiewanie się z innymi. 3D czy nie – wszystko jedno. Chodzi o to, by mówić własnym głosem i nie ulegać restrykcyjnemu myśleniu. Powiedziałbym więc młodym: nie poddawajcie się, macie prawo marzyć.

 

Martin Scorsese był z wizytą w Polsce na zaproszenie Stowarzyszenia Filmowców Poskich i Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

 

13.12.2011