Sejmowy pokaz filmu o R. Polańskim

dsdsds
Janusz Głowacki, Leopold Rene Nowak, Andrzej Kostenko, Andrzej Serdiukow, Jerzy Feliks Fedorowicz. Fot. Piotr Szymański, PISF

 

5 grudnia w sali konferencyjnej Nowego Domu Poselskiego odbył się ostatni w tym roku, przedświąteczny pokaz z cyklu „Film polski w kulturze narodowej” zorganizowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Posłanki i posłowie obejrzeli film „Roman Polański” Laurenta Bouzereau i spotkali się z polskimi przyjaciółmi reżysera. W spotkaniu wziął udział m.in. Wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich.

„Film polski w kulturze narodowej” – pokazy przygotowane przez PISF

Gości i widzów pokazu przywitała dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz. – Chciałabym gorąco podziękować za cały rok naszych spotkań. Mieliśmy okazję pokazać Państwu wiele filmów: jedne z nich wzruszały, inne śmieszyły, jeszcze inne zadawały trudne pytania. Bardzo za to dziękuję i głęboko wierzę, że Marszałek Sejmu i prezydium Sejmu pozwoli nam kontynuować nasze spotkania w roku przyszłym – mówiła dyrektor PISF, składając parlamentarzystom życzenia z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia.

 

Po pokazie filmu z posłami i posłankami spotkali się Andrzej Kostenko, Janusz Głowacki i Leopold Rene Nowak oraz współproducent i dystrybutor filmu w Polsce, Andrzej Serdiukow.

 

– Obejrzeliśmy film o losie człowieka, o losie wielkiego artysty – rozpoczął prowadzący spotkanie Jerzy Feliks Fedorowicz, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Andrzej Serdiukow opowiedział o pierwszych projekcjach filmu, który obejrzał w Paryżu w 2010 roku wraz z Andrzejem Kostenką, przyjacielem i współautorem pierwszych filmów Polańskiego.

Materiały archiwalne

– To był tak naprawdę zupełnie inny film (…). Składał się głównie z tego, co on mówił. Po wspólnym obejrzeniu Polański poprosił o to, żeby w Polsce, w archiwach telewizji, Filmoteki Narodowej, WFDiF znaleźć te materiały archiwalne, zarówno z czasów wojny, jak i szkoły w Łodzi, które mogłyby w jakiś sposób ilustrować to, co opowiada. No i tak się stało, udało się te materiały wydobyć, Andrzej Kostenko długo je wybierał, potem Roman je akceptował – opowiadał o procesie powstawania filmu. – Były to już jego bardzo osobiste wspomnienia (…) być może zbyt bolesne i osobiste, nie ma tego w tym filmie. W każdym razie zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, aby z naszej strony film wzbogacić o te materiały, które tu widzieliśmy – podkreślał Andrzej Serdiukow.

Polański – wrażliwy mistrz autokreacji

O przyjaźni z Romanem Polańskim opowiadał Leopold Rene Nowak. – Oglądaliśmy tutaj trzech Romanów Polańskich: to jest Romek Polański – genialny, znakomity reżyser. Jest i wielki skandalista. Jest jeszcze Roman taki, który nakręcił „Dwóch ludzi z szafą”. Piekielnie wrażliwy i równocześnie ktoś, kto chce być takim macho, bardzo silnym człowiekiem (…). Romek jest mistrzem autokreacji – podsumował pokaz Nowak, przytaczając sceny z filmów Polańskiego i anegdoty dotyczące reżysera „Rzezi”.

„Polo potrafi”

Janusz Głowacki opowiadał m.in. o swoim pierwszym wywiadzie z Polańskim, przeprowadzonym dla jednej z polskich gazet. – To było w czasach Gierka i tytuł miał być „Polak potrafi”. No więc tego cenzura nie puściła i ja to zmieniłem na „Polo potrafi”, bo Polański miał ksywkę „Polo”. To była zabawna bardzo rozmowa. Tam się już pojawiał ten motyw, o którym Polański mówi w filmie, czyli” „los czy przypadek?” – podkreślał Głowacki.

Studia w łódzkiej „Filmówce”

– Szkoła Filmowa była taką niezależną wyspą w tym morzu komunizmu, propagandy i kłamstwa (…). Roman już na pierwszym roku był bardzo dojrzałym artystycznie człowiekiem. Miał wielką wiedzę o poezji, wielką wiedzę o teatrze i naprawdę był takim naszym przywódcą, a przede wszystkim, co pamiętam tak najsilniej, że on był najbardziej skupiony na tym, żeby się w tym komunizmie nie poddać – mówił Andrzej Kostenko, wspominając czasy, gdy razem z Romanem Polańskim studiował w łódzkiej „Filmówce”. Goście spotkania rozmawiali także o tym, w jak udany sposób dokument rozprawia się z nagonką prowadzoną na Polańskiego przez brukowce – Jak ten tłum (…) potrafi zrujnować życie! Tylu ludziom (…). Coś zupełnie niewiarygodnego, co zostało tutaj fantastycznie pokazane – podkreślał Janusz Głowacki.

Film, który pozwala mieć własne zdanie

– Bardzo dziękuję, że mogłem obejrzeć ten film – mówił jeden z parlamentarzystów. – Ten film bardzo dużo powiedział o Polańskim. Mieliśmy sprzeczne informacje, właśnie przez media, bo media przecież kształtują bardzo często nasze spojrzenie na sprawę. W tej chwili mam własne zdanie o Polańskim i bardzo wam za to dziękuję – podkreślał na zakończenie spotkania.

 

Marta Sikorska

06.12.2012