Uroczysty pokaz "Wielkiego Szu"

17 września, podczas 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni, odbył się uroczysty pokaz filmu „Wielki Szu” Sylwestra Chęcińskiego – tegorocznego Laureata Platynowych Lwów. Po projekcji, odbyło się poprowadzone przez Olę Salwę spotkanie z twórcami – reżyserem, scenarzystą Janem Purzyckim oraz aktorką Grażyną Szapołowską.

Filmy Sylwestra Chęcińskiego są częścią naszego DNA

– Jest dla mnie wielkim zaszczytem, że mogę zaprosić Państwa na pokaz odrestaurowanej cyfrowo wersji tego wspaniałego filmu, zwłaszcza, że pokaz ma charakter specjalny. Pan Sylwester Chęciński jest w tym roku laureatem Platynowych Lwów, czyli nagrody za całokształt twórczości – rozpoczął pokaz Michał Oleszczyk, dyrektor artystyczny Festiwalu Filmowego w Gdyni i dodał: – Pan Sylwester jest przykładem niezwykle rzadkiego w Polsce twórcy, mianowicie mistrza kina gatunkowego. Filmy, które reżyserował, stały się w zasadzie częścią naszego DNA, weszły do naszego języka codziennego, do naszej kultury.

 

– Jestem lekko sparaliżowany tym, co usłyszałem od pana dyrektora, ponieważ rzadko się słyszy tego typu pochwały. Mogę tylko nieskromnie powiedzieć, że wydaje mi się, że film na to zasługuje – zapraszał widzów na pokaz Sylwester Chęciński.

„Wielki Szu”

to historia szulera, który po pięciu latach wychodzi z więzienia. Żona nie pozwala mu zostać w domu, a on zmęczony życiem pragnie zamieszkać w małej miejscowości, gdzie nikt nie zna jego przeszłości. Zamiast spokoju, zastaje tam oszustwo i hazard, od którego chciał się uwolnić. Wraca do gry. Film był jednym z największych kinowych przebojów w Polsce w 1983 r. Obejrzało go wówczas ponad 2 miliony widzów. Główne role zagrali: Jan Nowicki, Andrzej Pieczyński, Dorota Pomykała, Leon Niemczyk, Karol Strasburger i Grażyna Szapołowska.

Dokumentacja „Wielkiego Szu”

Ola Salwa rozpoczęła spotkanie po projekcji pytaniem o proces dokumentacji filmu: – Mieszkałem przez pewien czas w małym miasteczku – Pasłęku i tam było dwóch oszustów, do których przyjeżdżali najwięksi kozacy z Polski i z nimi przegrywali. Zaprzyjaźniłem się z nimi, co dało mi możliwość obserwowania ich w akcji – wspominał scenarzysta, Jan Purzycki.

Po komedii chciałem odpocząć w dramacie

Zapytany o to, co wydawało mu się najatrakcyjniejsze w scenariuszu, Sylwester Chęciński odparł, że przed realizacją „Wielkiego Szu” pracował w innych gatunkach: – Komedia jest przyjemna, gdy się ją ogląda, natomiast przy pracy jest strasznie mozolna, trudna, ciężko się dochodzi do tych rzeczy, które później widzów śmieszą. Na planie to jest bezustanny stres i napięcie, że to będzie nudne, że nie będzie zabawne. W filmie kryminalnym, jak damy bohaterowi pistolet, stworzymy dramatyczną sytuację, to napięcie zawsze rodzi się samo. W komedii jest zupełnie inaczej. Po komedii chciałem odpocząć w dramacie.

Typ bogartowski

Ola Salwa zauważyła, że „Wielki Szu” jest ukłonem w stronę kina noir, a główny bohater to typ bogartowski. Reżyser potwierdził, że użył sprawdzonej konwencji: – Bohater, którego losy śledzimy, nie powinien mówić wszystkiego, powinien nosić w sobie jakąś tajemnicę. To pobudza wyobraźnię widza, który może w ten sposób współtworzyć spektakl filmowy.

 

Jan Purzycki przyznał, że na planie nie obyło się bez problemów: – Podczas pierwszej sceny karcianej okazało się, że Janek Nowicki bał się kart, wypadały mu z rąk, miał tremę. Reżyser pod pretekstem, że operator nie ma ekspozycji, przerwał zdjęcia i powiedział do mnie: „My tego filmu nie zrobimy, przecież nikt nie uwierzy, że on jest szulerem”. Przypomniałem sobie, że znam iluzjonistę, który ma karty na nitkach. Dojechałem do hotelu i napisałem scenę, w której Szu mówi do Młodego: „Zobacz, ja całe życie uczyłem moje ręce niezdarności w kontakcie z kartami. Pewnie, że można i tak”, puszcza wachlarz kart i mówi: „Ale kto z tobą usiądzie do gry?”. Po tej scenie Jankowi karty już mogły wypadać, bo wiadomo było, że Szu udaje.

Analiza lat 70-tych

Ola Salwa przywołała napisaną po premierze recenzję „Wielkiego Szu”, w której stwierdzono, że niechcący stał się on jedną z lepszych analiz lat 70-tych w kinie. Film Sylwestra Chęcińskiego portretuje pewien styl życia, marzenie o luksusie i pomimo tego, że pieniądze są w nim ciągle obecne, jest filmem antymaterialistycznym. – Ogromny był nacisk kolaudantów na to, żeby usunąć scenę z Gierkiem, który wygłasza przemówienie. Ja się stanowczo uparłem, że nie mogę tej sceny usunąć, bo film straci wiarygodność – mówił reżyser tłumacząc, że pomimo ramy konstrukcyjnej kina gatunków, zależało mu na zbudowaniu warstwy realistycznych detali.

Podziękowania dla twórców rekonstrukcji

Grażynę Szapołowską zachwyciła odrestaurowana kopia filmu: – Ogromne podziękowania należą się ludziom, którzy rekonstruują polskie filmy, bo to jest mozolna, ciężka praca, której efekty są niebywałe i zaskakujące. Kino przez to rodzi się na nowo, w dźwięku i w obrazie jest cały czas aktualne. Sylwester Chęciński dodał: – Rekonstrukcje to jest dla nas forma przedłużenia istnienia, owoców naszej pracy. Nas już nie będzie, a filmy pozostaną.

 

Kalina Cybulska

17.09.2014