Wspomnienia z Cannes: Krzysztof Zanussi

Z reżyserem Krzysztofem Zanussim dla specjalnego wydania dwutygodnika Viva! Polish Cinema na 70. MFF w Cannes rozmawia Marcin Zawiśliński.

Krzysztof Zanussi: Już moja debiutancka „Struktura kryształu” została pokazana w Cannes poza konkursem. Ale mnie tam wtedy nie było.

Marcin Zawiśliński: Po raz pierwszy pojechał Pan tam w 1971 roku razem z „Życiem rodzinnym”, które zakwalifikowało się do konkursu głównego.

Pamiętam, że razem z Mają Komorowską i Danielem Olbrychskim jechaliśmy tam z wielkimi emocjami. Miałem wówczas trabanta. W Cannes zacząłem myśleć, że mógłbym go wymienić na inny samochód. Będący mniej więcej w moim wieku windziarz z hotelu Carlton, gdzie wówczas nocowałem, z którym wdałem się w dłuższą pogawędkę, wsiadł po pracy w bardzo przyzwoity samochód. Wtedy uświadomiłem sobie, jak ogromny dystans materialny dzieli PRL od krajów Europy Zachodniej.

Jakie były Pana pierwsze wrażenia z tamtego pobytu?

W tamtym czasie polskie filmy dość regularnie kwalifikowały się na różne zagraniczne festiwale. Dlatego dopiero później zrozumiałem, że to było coś takiego, jakby złapało się Pana Boga za nogi. Pamiętam, że po projekcji „Życia rodzinnego”, które zostało dobrze przyjęte, schodziłem razem z Mają Komorowską i Danielem Olbrychskim po schodach po czerwonym dywanie. Obok, wzdłuż poręczy, kłębiły się tłumy ludzi, którzy wyciągali ręce, żebyśmy mogli je uściskać. A my szliśmy i szczodrze rozdawaliśmy im uśmiechy. W pewnym momencie barierki się skończyły. Zmieszaliśmy się z tym tłumem i… przestaliśmy być nadzwyczajni. Już nikt od nas nic nie chciał. Zainspirowany tym przeżyciem, po powrocie do Polski razem z Edwardem Żebrowskim napisaliśmy sztukę teatralną „Niedostępna”. Opowiedzieliśmy w niej o tym efekcie niedostępności, który nagle niespodziewanie przemija.

W 1978 roku zdobył Pan w Cannes Nagrodę Jury Ekumenicznego za „Spiralę”, a dwa lata później także Nagrodę Jury za „Constans”.

W 1980 roku w sekcji Un Certain Regard pokazano również, zrealizowane przeze mnie w RFN, „Drogi pośród nocy”. Do obu filmów mam serdeczny stosunek. Oba są mi bardzo bliskie.

A co z tym nowym, wymarzonym samochodem?

Kupiłem go, ale później. W 1980 roku, żeby zabić czas w oczekiwaniu na werdykt jury, umówiłem się na spotkanie z dilerem samochodowym, który sprzedał mi Fiata Mirafiori. Spakowałem się i miałem już nim wracać do Polski, kiedy zadzwonił do mnie Tony Molière, mój zagraniczny dystrybutor, z informacją, że dostanę nagrodę za „Constans”. Pamiętam, że odbierając ją, powiedziałem, że zrobiłem film o zdobywaniu wyżyn i tu – na poziomie morza – poczułem, że wyniesiono mnie na wyżyny.

Piękne.

Prowadzący całą galę konferansjer oraz zgromadzona w Pałacu Festiwalowym publiczność zareagowali tak, jakby w ogóle tego nie usłyszeli. Jakież było moje zdumienie, kiedy po wyjściu na ulicę, ktoś do mnie podszedł, dziękując mi za nagrodę i za to, co tam powiedziałem. Zawdzięczam to telewizji, która tę galę transmitowała. Na bliskim planie to zabrzmiało, a na sali przeszło bez znaczenia.

Z czym dzisiaj kojarzy się Panu festiwal w Cannes?

Nadal jest to najważniejszy i najbardziej prestiżowy festiwal filmowy w Europie i na świecie, ale już nie największy. Pod tym względem przebija go koreańskie Busan. Cannes to impreza trochę koteryjna, w której bardzo dużo mają do powiedzenia selekcjonerzy. Są dobrze wykształceni, ale niestety boją się podejmować odważne decyzje. Zazwyczaj wybierają dzieła, które są podobne do czegoś, co już wcześniej było nagrodzone. Cannes ma też swoje trendy i mody. Były lata, kiedy bardzo popularne było polskie kino. Potem przyszedł czas na kinematografię perską, a teraz swoje pięć minut mają filmy rumuńskie.

Z jakimi nadziejami i oczekiwaniami jeździ Pan tam obecnie?

Lubię spotkania z innymi twórcami. Uczestniczę w nierzadko bardzo inspirujących panelach dyskusyjnych. Czasem zobaczę coś nowego, podtrzymam na duchu jakiegoś młodego reżysera. Gdybym jeszcze kiedyś nakręcił film, chciałbym, żeby znalazł się w konkursie głównym. Albo przynajmniej w sekcji Un Certain Regard, jak to się stało z moim ostatnim prezentowanym w Cannes filmem, zlekceważonym na festiwalu w Gdyni, „Cwałem”.

Rozmawiał Marcin Zawiśliński dla specjalnego wydania dwutygodnika Viva! Polish Cinema na 70. MFF w Cannes.

22.05.2017