Zmarł Tadeusz Konwicki

7 stycznia 2015 po ciężkiej i długiej chorobie zmarł Tadeusz Konwicki, wybitny pisarz, scenarzysta i reżyser, twórca m.in. „Ostatniego dnia lata” (1958), „Salta” (1965), „Zaduszek” (1961) i „Doliny Issy” (1982).

 – Jestem uwarunkowany nawykami moralnymi i rygorami swojego pokolenia, którego nakazem jest życie w zgodzie z naturą – przyznał w jednym z wywiadów. – Wszystko, co u mnie jawi się jako metafizyczne i tajemnicze, łatwo znajduje racjonalne uzasadnienie. Urealnianie cudów to jest moja idee fixe! (…) umagiczniam swój świat dokładnie o tyle, o ile mam prawo to uczynić. W absolutnie trzeźwy sposób zakładam, że istnieją duchy, mary i diabeł, albo może ktoś inny, kto pełni jego funkcje. Wszystkie nielogiczności i nadnaturalności mojej prozy są możliwe do logicznego wytłumaczenia.

Wybitny polski prozaik, scenarzysta i reżyser

Urodzony 22 czerwca 1926 roku w Nowej Wilejce Konwicki swoją przygodę z filmem rozpoczął mając 22 lata, kiedy ukończył kurs pisania scenariuszy filmowych zorganizowany dla młodych pisarzy przez Bolesława Lewickiego przy powstającej wówczas Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi.

W „Kadrze”

Po doświadczeniach związanych z krytyką filmową, w 1956 roku Konwicki objął funkcję kierownika literackiego zespołu filmowego „Kadr”, którego szefem był wówczas Jerzy Kawalerowicz. Konwicki miał ogromny wpływ na powstanie wielu kluczowych dla nurtu szkoły polskiej filmów Andrzeja Munka, Andrzeja Wajdy, Kazimierza Kutza. Opowiadanie Jerzego Stefana Stawińskiego, które stało się podstawą filmu „Kanał”, podsunął Wajdzie Konwicki, zanim jeszcze ukazało się drukiem.

Przełom

W połowie lat 50. Konwicki porzucił socrealistyczną perspektywę. Pierwszym filmem „Ostatni dzień lata” reżyser dał początek swoistego kina autorskiego. Tadeusz Lubelski napisał, że debiut filmowy Konwickiego wprowadzał naszą kinematografię od razu w samo centrum europejskich poszukiwań. A nawet je wyprzedzał, bo, jak podkreśla Lubelski, często zestawiany z dokonaniami francuskiej nowej fali „Ostatni dzień lata”, wszedł na ekrany w momencie, kiedy francuscy twórcy dopiero formułowali zasady nowofalowego przełomu.

„Ostatni dzień lata”

W „Ostatnim dniu lata” młody mężczyzna i dojrzała kobieta spotykają się na bezludnej plaży. Dookoła nich widać tylko piasek, wydmy, morze i niebo. Samotni, naznaczeni piętnem wojny i osobistych dramatów, mimo prób i wzajemnego przyciągania, nie potrafią znaleźć drogi do siebie. Wspólnie z Janem Laskowskim – współreżyserem i operatorem – Konwicki nakręcił film eksperymentalny, niezwykle statyczny, wręcz „niekinowy”, zrealizowany w warunkach amatorskich przez 5-osobową ekipę. Opierając się na sile wyrazu gry aktorów i sprawnemu operowaniu kamerą udało się stworzyć w tym filmie dynamikę pomimo pozornego braku akcji.

– „Ostatni dzień lata” powstawał w męczarniach, prawie za własne pieniądze, w najbardziej prymitywnych warunkach. To był skandal towarzysko-artystyczny. Zdjęcia z ręki? To nie było wówczas przyjęte. Ale został jakiś zapis czasu, możliwości i artystycznych intencji – mówił Tadeusz Konwicki w jednym z wywiadów. 

Drugi nurt szkoły polskiej

W wywiadzie udzielonym Konradowi Eberhardtowi reżyser powiedział, że świadomie unika bezpośredniego przedstawiania wojny, chcąc jedynie zarejestrować jej psychiczne reperkusje. W takim ujęciu tematu wojennego Bolesław Michałek ujrzał początek drugiego, nieheroicznego nurtu szkoły polskiej, do którego zaliczył późniejsze „Zaduszki” Konwickiego, „Powrót” Jerzego Passendorfera, „Nikt nie woła” Kazimierza Kutza i „Jak być kochaną” Wojciecha Jerzego Hasa.

Bohaterowie zarażeni wojną

Przeszłość tkwiąca w teraźniejszości to stały motyw twórczości Konwickiego, choć w późniejszych filmach wyrażały go bardziej skomplikowane środki formalne. Zarówno sam reżyser jak i jego bohaterowie należał do pokolenia, dla którego doświadczenie wojenne było tym bardziej druzgocące, że przypadło na lata ich młodości. Jacek Fuksiewicz napisał zatem, że reżyser tworzy bohatera, który nienawidzi swojej przeszłości, ale zarazem jest nią zafascynowany. Widać to w „Zaduszkach”, „Salcie” czy „Jak daleko stąd, jak blisko”, ale także w prozie.

Duchowa odmiana filmów drogi

Jednym z najważniejszych wynalazków literackich Tadeusza Konwickiego stała się figura podróży odbywanej w wyobraźni, która tworzyła oś konstrukcyjną powieści. Bohater fizycznie nie ruszając się z miejsca odbywał podróż do utraconego świata dzieciństwa. Konwicki przełożył tę figurę na film. Poczynając od „Zaduszek” po „Lawę”, filmy Konwickiego stanowią wciąż nowe warianty tego samego konstrukcyjnego wzoru. W latach 60. i 70. popularność zdobył nowy gatunek: film drogi. Filmy Konwickiego stanowiły jego oryginalną, duchową odmianę.

Obecność umarłych

Jednym z przewodnich motywów twórczości Konwickiego stała się obecność umarłych w psychicznym życiu ludzi żywych. Ten element pojawił się już w „Ostatnim dniu lata”, „Zaduszkach” i „Salcie”. Jednak dopiero jednak w „Jak daleko stąd, jak blisko” – kiedy Andrzeja Łapickiego odwiedza w warszawskim mieszkaniu zmarły przyjaciel, grany przez Gustawa Holoubka – duchy weszły na ekran jako realne postaci, toczące rozmowy z głównym bohaterem i posuwające do przodu akcję. W „Kronice wypadków miłosnych” Andrzeja Wajdy, Tadeusz Konwicki sam zagrał ducha, a równocześnie samego siebie – pisarza, żywiącego się powrotami w wyobraźni do doliny swego dzieciństwa.

Filmy o sobie

Fabuły Konwickiego, choć nie są autobiograficzne, opierają się na jego doświadczeniach. Piszę książki i realizuję filmy o sobie – powiedział Konradowi Eberhardtowi. Innymi słowy opisuję siebie w trybie warunkowym, czasie zaprzeszłym niedokonanym albo przyszłym. Stwarzam sytuacje, w których tak lub inaczej się zachowałem, mógłbym się zachować, a także wyrażam żal, że się nie zachowałem.

Adaptacje

Konwicki realizował przede wszystkim filmy na podstawie własnych oryginalnych scenariuszy, jednak jego dwie ostatnie produkcje zostały oparte na powieści Czesława Miłosza i dramacie Adama Mickiewicza, które Konwicki przerobił na własny użytek dopatrując się w nich bliskich jego kinu motywów. „Dolinę Issy” na podstawie powieści Miłosza o tym samym tytule charakteryzuje uczucie nostalgii za utraconą arkadyjską krainą dzieciństwa. Natomiast „Dziady” w odczuciu reżysera były esencją polskich mitów narodowych, które w jego własnych utworach miały znacznie pierwszorzędne.

Wywoływanie duchów

Całą twórczość Konwickiego można postrzegać jako odprawianie obrzędu wywoływania duchów, bliskiego tytułowym „dziadom” Mickiewicza. „Lawa”, która weszła na ekrany w roku 1989, nie zdobyła spodziewanego uznania widzów, co było z pewnością wywołane przemianami ustrojowymi, jakim podlegało wówczas polskie społeczeństwo.

Konwicki stwierdził, że reżyserowanie jest jak pływanie wyczynowe – to mogą robić tylko młodzi ludzie i pożegnał się z kinem spisując swoje wspomnienia filmowe w książce „Pamiętam, że było gorąco”.

Nagrody i odznaczenia

Za twórczość filmową Tadeusz Konwicki otrzymał m.in. w 1958 Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych i Krótkometrażowych w Wenecji za „Ostatni dzień lata”, Nagrodę specjalną za scenariusz filmu „Jak daleko stąd, jak blisko” na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Autorskich w San Remo, oraz w 2001 Polską Nagrodę Filmową „Orzeł” w kategorii: Nagroda za Osiągnięcia Życia (2001). W 2005 roku został odznaczony medalem Zasłużony Kulturze – Gloria Artis. W 2011 otrzymał Platynowe Lwy za Całokształt Twórczości na 36. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz Nagrodę SFP za całokształt dokonań artystycznych.

08.01.2015